Absurdalna promocja

O promocjach w teatrze pisałem tu już poprzednio, ale w obliczu mojego ulubionego teatru, którego najnowszą specjalnością jest absurdalna promocja, za pomocą której próbuje na siłę wcisnąć widzom niechciany repertuar, nadprodukowany przez wielkiego reformatora tego teatru, czyli jego nadzwyczaj płodnego dyrektora artystycznego, naczelnego i zarazem głównego reżysera.

 

absurdalna promocjaPisałem też, że w obliczu masowego odwrotu widzów od tego znakomitego ongiś teatru ów wielki reformator, musiał przeprosić się z tytułami powstałymi za poprzedniej dyrekcji, które buńczucznie zdjął w pierwszych miesiącach swojego wiekopomnego urzędowania uważając, że on jako jedyny ma patent na dobry teatr.

Bolesna była ta ściana z którą ten prowincjusz się zderzył, albowiem powznawiał tytuły reżyserów, których jak wieść gminna mówi, nienawidzi.

O tym, że zrobił to wbrew panującym dobrym zwyczajom teatralnym i wznowił je bez zapraszania na nie twórców (tych nienawidzonych) też już było głośno w kuluarach i to nie tylko w tym teatrze.

Ale nie o tym miałem zamiar pisać, lecz raczej w tym kontekście zadawałem sobie samemu ostatnio pytanie, kiedy zobaczyłem pustki świecące na widowni na stronie internetowej sprzedaży biletów online owego teatru i następnej rozpaczliwej próbie biura obsługi widzów, aby tę pustkę zapełnić.

Tym razem absurdalna promocja polegała na próbie wciśnięcia widzom biletu za półdarmo na spektakl miłościwie panującego dyrektora, na który widzowie po prostu nie chcą chodzić.

I nic tu nie pomogą znakomici aktorzy, i nic tu nie pomoże kultowy tytuł i nic tu nie pomoże następna absurdalna promocja.

A pytanie, jakie sobie zadałem, brzmiało: „Jak to jest, że do małego Teatru Żelaznego na końcu świata, który nadal jest w budowie, w którym do niedawna nie było toalety i widzowie szli sikać w krzaki, i w którym nie ma ogrzewania, na spektakl mało znanego aktora i reżysera przychodzi tyle samo widzów, jak do wielkiego, eleganckiego teatru w środku miasta, z szatniarzami, bileterkami, marmurami na posadzkach i ścianach i prawie złotych sraczach, na znamienitych aktorów, płacąc za bilet tyle samo jak w owej świątyni sztuki”?

Czy ktoś u sterów władzy nie powinien sobie zadać to samo pytanie i w związku z tym zastanowić się, czy przypadkiem nasze państwowe pieniądze nie są sprzeniewierzane i to z marnym skutkiem dla społeczeństwa.

Bo jeżeli Teatr Żelazny, w którym jego dyrektor naczelny wykonuje na jednym etacie pracę, którą w publicznej świątyni sztuki wykonuje 15 pracowników na 15 etatach, który nie bierze ani złotówki od państwa w odróżnieniu od wielomilionowej dotacji teatru owego wielkiego luminarza, potrafi swoją ofertą zainteresować często więcej osób, niż ów moloch z kilkusetosobową załogą, to może coś nie jest do końca w porządku.

Czy nie powinno się przynajmniej przez chwilę zastanowić, czy państwowe pieniądze (czyli moje i Wasze) są wydawane z sensem, czy tylko po to, żeby ów dyrektor-reżyser-aktor-wokalista-tekściarz-geszefciarz mógł sobie nabić prywatną kieszeń i pozatrudniać co raz to nowych kolegów i koleżanek?

Jaki płynie z tego pożytek dla mieszkańców miasta i regionu? Bo obawiam się, że niewielki i nie pomoże tu żadna nawet najbardziej absurdalna promocja.

Amen

 

PROMOCJA – (łac. promoveo poruszać się) – jest to sposób komunikowania się przedsiębiorstwa z rynkiem, który ma się przyczynić do zwiększenia popytu na wyroby przedsiębiorstwa i zmniejszenia elastyczności tego popytu. Jest marketingowym przedsięwzięciem obejmującym szereg działań mających na celu wpływanie na klientów i potencjalnych nabywców polegającym na dostarczeniu informacji, argumentacji, obietnic oraz zachęty, skłaniających do kupowania oferowanych produktów jak również wytwarzających przychylną opinię o przedsiębiorstwach przemysłowych, handlowych i usługowych.

http://mfiles.pl/pl/index.php/Promocja

Promocja nie jest jednak raczej jednoznaczna z dumpingową ceną biletów….

______________________________________________________________________________
#teatr