Artykuł pełen obłości

Artykuł pełen obłości to artykuł mojej ulubionej krytyczki teatralnej Anny Rzepa Wertmann, która tym razem wzięła pod swoje pióro Artura Tyszkiewicza, dyrektora artystycznego Teatru im. Osterwy w Lublinie.

 

artykułWzięła nie tylko jego i jego błądzący repertuar pod ostrzał i niestety zgadzam się w pełni z panią Wertmann w jej konstatacjach tego dotyczących.

Teatr lubelski ma znakomity zespół aktorski, z którym miałem to wielkie szczęście kilka razy współpracować. Niestety od pojawienia się rzeczonego ten zespół jest metodycznie niedopuszczany do prawdziwego grania poprzez małą klikę nowych „zdolnych” aktorów, którymi nowy dyrektor się otoczył.

A jego niszczenie klasyki, które najwidoczniej miało miejsce, kiedy wpuścił dwa wielkie szkodniki teatralne, żeby „poprawiły” Szekspira, jest już słynne w całej teatralnej Polsce.

Pani Wertmann wzięła także pod lupę artykuł – wywiad z Panem Tyszkiewiczem, który miałem nieprzyjemność przeczytać, bo już dawno nie czytałem materiału tak pełnego obłych sformułowań i wodolejstwa, które pewnie mają za zadanie zatuszowanie tego, z czego ten teatr niestety stał się znany ostatnimi laty, czyli pustki i głupoty.

Tak, wiem, że mój artykuł nie spowoduje zapewne tego, że dostanę propozycję reżyserii z Lublina, ale nie oszukujmy się, nie jestem ani modny, ani nie należę do spółdzielni teatralnej, ani nie mogę się odwdzięczyć reżyserią panu dyrektorowi reżyserią w warszawskim teatrze, a poza tym proponowana tam estetyka lekceważąca widza, nie jest niczym, co chciałbym uprawiać, więc nie będę chyba jakoś specjalnie z tego powodu płakał.

Amen

 

Anna Rzepa Wertmann

„(…)Teatr nie może przynosić strat?(…)” czyli warszawskie mądrości lubelskiego dyrektora…

sobota, 11 lipca 2015

Witajcie,
Nie wiem, jakie i które Licho mnie podkusiło, by –
zamiast poprzestać na codziennej dogłębnej prasówce teatralnej!-
zagłębić się w lekturę wywiadu Agnieszki Michalak z Arturem Tyszkiewiczem
( http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/teatr-nie-moze-przynosic-strat.html )
od czterech sezonów gwiaździście świecącym nam że z frontonu lubelskiego „Julka Osterwy”.
Po jakie licho, pytam sama siebie…? Ale ad rem, coś tam Młody Gniewny Reżyserze Zaangażowany w geniuszu i łaskawości swojej wypowiedzieć do dyktafonu raczył…? Zobaczmy…
Teatr im. Juliusza Osterwy jest teatrem miejskim, grającym regularnie dla publiczności Lublina, w związku z tym proponującym repertuar dostosowany do szerokiego spektrum zainteresowań teatralnych lubelskich widzów.
Pod warunkiem, że spektrum to:
 młodzi (20-35 lat), jeszcze studiujący lub właśnie zakończywszy obowiązkowy doktorat – przecież teraz to dopiero on świadczy o statusie intelektualnym posiadacza (bynajmniej nie dowodzącym doskonałości, profesjonalizmu czy głębi wiedzy wszelakiej!), bogaci, modni, nastawieni na lans, modę i styl aktywny, zafejsbukowani i zsocjalizowani do granic niewytrzymałości,…
teatr oparty na dobrej literaturze, wierzący w autora i szukający w ramach tych założeń niebanalnych rozwiązań scenicznych, w celu komunikacji między twórcami a widzami. To teatr oparty na dialogu z publicznością, wychodzący z założenia, że teatr tworzymy przede wszystkim dla widza.
O Boski Twórco, jakżeż Ty nie wiesz, jak bardzo się mylisz…! Teatr, który oferujesz lublinianom od  września 2011, oparty jest na eksperymentach dramaturgicznych, modnych i brutalnych tekstach, przekonaniu, że Lublin to zapyziałe miasto i trzeba „odświeżyć tą widownię, tą scenę,  wprowadzić do teatru nowe nurty, świeże spojrzenie…”
Eksperymenty na Williamie, okaleczanie Bułhakowa, wszech wiedzące manierowanie Gombrowicza, pchanie polityki i pop kulturowych kontekstów nawet do nieśmiertelnego Marka Twaina (no bo dzieci to teraz od żłob(k)a trzeba uświadamiać,że życie jest ciężkie, brutalne, wulgarne i smutne; potem od razu lepiej sobie radzą i w szkole, i na aktywnościach poza lekcyjnych, przede wszystkim jednak w przygotowaniu do kariery…!) Och, przepraszam, zapomniawszy o stajlowych i hiper modnych Pakule, Levinie i innych…!
właściwa struktura organizacyjna pozwala działowi artystycznemu teatru, do którego należą aktorzy i realizatorzy, na komfortową realizację podstawowego celu funkcjonowania teatru, jakim jest produkcja spektakli.
Dla świętego spokoju winnam pozostawić to bez komentarza, ale… Kłębi mi się jedno jedyne pytanie. Za jakiego groma produkować spektakl drogi, przeładowany kosztami (w sytuacji, gdy właśnie obcięto dotacje na nadchodzący sezon), udziwniony do granic niewytrzymałości…?Grany trzy dni w tygodniu -sam montaż obrotówki zawiera dwie doby-, w dodatku nie nazbyt fartowny co do frekwencji… Po to, by zrealizować szaloną wizję scenografki?By znany warszawski aktor odegrał swoje gościnnie w Lublinie? By pokazać nowe, szokujące -w tym wypadku to akurat najodpowiedniejsze określenie!- podejście do klasyki, która więcej by dała widzowi, gdyby ją zrealizować w pełni tekstu i porządnie warsztatowo?By duży chłopiec pobawił się zabawką zwaną profesjonalna pełno wymiarowa scena teatralna…?! Zna ktoś wytłumaczenie – wdzięczna będę….
Przy doborze dzieł do realizacji …
kieruję się kryterium wartości literackiej dzieła, następnie rozpoznanymi potrzebami publiczności oraz możliwością postawienia przed zespołem aktorskim ciekawych zadań scenicznych.
Powiedziałabym, że modą i topowymi trendami Warszawy, Wrocławia, Łodzi…Dlaczego teraz trzeba widzowi tłumaczyć jak niemowlakowi, co Witold miał na myśli w latach 60-tych ubiegłego wieku…. Bez papki zwanej „Opieka Dramaturgiczna” on tego wszystkiego nie zrozumie…?Naprawdę tak myślisz, Boski Arturo Warszawski? Naprawdę jest nam, widzom potrzebne prowadzenie za rączkę i traktowanie jak dzieciaki w przedszkolu, unowocześnianie i kontekstowanie wszystkiego na siłę? Myślisz, Człowieku Znikąd, że tutaj jest inna publiczność niż w Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu…? Otóż nie; zanim nastałeś, lubelska była bardziej wyrobiona literacko i teatralnie niż w wielkich metropoliach! Jak to jest, że młodzi reżyserzy około czterdziestki muszą wszystko przeczernić, babrać w błocie i brudzie życia, nawet przedni klasyczny humor i dowcip sprowadzać do poziomu prostacko jarmarcznego…? Bo oni są teraz emo, depresyjni, „mają różne okresy w swoim życiu, przeżywają głębię zawiłej rzeczywistości”…
Drogi Człowieku Znikąd, widz płaci i jego naprawdę nie interesuje ciężka depresyjność bytu reżysera i to, że chwilowo za wpływy z ostatniego spektaklu nie starcza na najnowszy model Bricka Sextage. Widz szuka w teatrze odtrutki na ból rzeczywistości, uśmiechu, rechotu, czasem nostalgicznej refleksji – MĄDREJ,WARTOŚCIOWEJ I INTELIGENTNEJ ROZRYWKI! COŚ CI MÓWI TO OSTANIE POJĘCIE, CZŁOWIEKU Z WARSZAWY CZYLI ZNIKĄD…?!
I tak dalej, i tak dalej, i tak w kółko…. Pytania pani redaktor Michalak są nad wyraz celne i cyzelatorsko inteligentne. Polecam wnikliwą lekturę, bo jest co czytać i nad czym się zastanawiać, przy tym inteligentnie przeprowadzona rozmowa to dzisiaj w mediach już naprawdę rzadkość…! Co najbardziej boli? Służę – nazbyt dokładne rozumienie powiedzenia „Papier i ekran komputera wszystko zniosą…” przez Artura Tyszkiewicza. Ktoś – czyli rzeczony- zdaje się zapomniał,że media to naprawdę czwarta władza. Pytania obnażają go   jako realizatora, reżysera, managera, administratora. Ludzie naprawdę nie łykną każdej bzdury i banału jak młody pelikan ryby – oni zazwyczaj z wiekiem nabywają doświadczenia, rozumu i życiowej mądrości. Choć to ostatnie nie wszystkim jest dane; prosiłabym by Jego Boska Reżyserowatość pamiętał o tym, nim kolejny raz puści w świat via media równy stek warszawskich mądrości…
Zamysłu, Namysłu, Rozumu i nade wszystko POKORY WOBEC WIDZÓW -BO TO ONI SĄ NAJCENNIEJSI I NAJWAŻNIEJSI W TEATRZE !
_____________________________________________________________________________
#teatr