Artysty dyskryminacja w Polsce

Artysty dyskryminacja w Polsce – artyści często pozbawieni są bezpłatnej opieki zdrowotnej, a na starość – emerytury. W gruncie rzeczy to rodzaj dyskryminacji.

Od 1989 r. żaden rząd nie pochylił się nad statusem artysty w Polsce. Niezależnie od tego jakie by kto miał przekonania polityczne ta rozmowa dowodzi, że obecny rząd w końcu próbuje coś z tym zrobić. Czy to się uda? Nie wiem, ale bardzo bym sobie i wszystkim artystom tego życzył.

 

Artysty dyskryminacja w Polsce

 

W. Zwinogrodzka: w Polsce artysta bez etatu traktowany jest jak przedsiębiorca

W Polsce artysta, który nie ma etatu, traktowany jest jak drobny przedsiębiorca – powiedziała PAP wiceminister kultury Wanda Zwinogrodzka. System organizacji życia artystycznego powinien zapewniać większe możliwości samodzielnego funkcjonowania twórców na rynku – dodała.

PAP: Czy w ministerstwie kultury powstanie specjalna komisja, która będzie nadawała status artysty?

Wanda Zwinogrodzka: Skąd! To bzdura. Problem statusu artysty wyłonił się podczas obrad Ogólnopolskiej Konferencji Kultury, zorganizowanej z inicjatywy ministerstwa przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina. Jest to szeroka debata środowiskowa poświęcona rozmaitym ograniczeniom organizacyjnym i prawnym, które tamują rozwój życia artystycznego w Polsce. Dotychczas odbyło się 11 sympozjów w różnych miastach – od Szczecina po Rzeszów i od Wrocławia po Olsztyn – podczas których na czoło wysunęły się problemy bytowe artystów, przede wszystkim utrudniony dostęp do opieki zdrowotnej i świadczeń emerytalnych.

Nasz system ubezpieczeniowy, ale też podatkowy nie dostrzega specyfiki zawodów twórczych, nie zawiera regulacji dedykowanych artystom profesjonalnym, podczas gdy w większości krajów europejskich takie regulacje istnieją. Są rezultatem świadomości, że dzieła artystyczne nie są po prostu “towarem”, a ich twórcy funkcjonują na rynku wedle bardzo szczególnych zasad, mają inny czas pracy, inną dynamikę dochodów itd. Żeby opracować rozwiązania dostosowane do potrzeb i możliwości tej grupy zawodowej, trzeba ją oczywiście najpierw dość precyzyjnie odróżnić od innych grup i w tym kontekście pojawił się problem zdefiniowania statusu artysty. Różne zgłaszano pomysły – obrady OKK zostały zarejestrowane, można je prześledzić w sieci, na stronie konferencjakultury.pl. Nikomu jednak nawet nie przyszło do głowy, by ten status miało przyznawać ministerstwo. To nonsens – urzędnicy nie mają po temu ani kompetencji, ani nawet możliwości technicznych.

PAP: W jaki sposób zatem skodyfikować status artysty?

Wanda Zwinogrodzka: To trudne zadanie, rzecz jest przedmiotem ożywionej dyskusji w środowisku. Sugestie zgłoszone w debacie na forum OKK są teraz analizowane przez jej ekspertów. Mają oni sformułować konkretne – być może wariantowe – propozycje, te zaś poddane zostaną ponownej konsultacji w trakcie finalnej, podsumowującej konferencji, którą planujemy zorganizować w Warszawie pod koniec kwietnia. Wtedy powinien zostać wypracowany model rekomendowany przez OKK.

PAP: Jakie kryteria mogą być przyjęte w określeniu czy ktoś jest artystą?

Wanda Zwinogrodzka: Rozmaite. Kłopot w tym, że żadne kryterium z tych, które zgłaszano, nie jest doskonałe. Może to być np. cenzus wykształcenia – dyplom szkoły czy uczelni artystycznej. To jednak nie pozwala wyodrębnić artystów czynnych zawodowo – wiele osób z takim dyplomem de facto nie uprawia żadnej twórczości, poszło inną drogą. A z drugiej strony bywają też bardzo wybitni i aktywni artyści bez dyplomu. Status artysty mogłyby zapewniać stowarzyszenia twórcze – wszelako u nas bardzo wielu twórców pozostaje niezrzeszonych, zatem i ten sposób może okazać się zawodny. Proponowano również kryterium dochodowe, co oznaczałoby, że dostęp do uprawnień związanych ze statusem artysty miałyby osoby zdolne wykazać, że utrzymują się głównie z działalności twórczej. No, ale i tu jest kłopot, bo takie rozwiązanie preferuje dyscypliny silnie skomercjalizowane – np. piosenkarzy disco polo. Wyklucza z kolei poetów, bo na dobrą sprawę żaden z nich nie jest w stanie utrzymywać się ze swojej twórczości. Nie sądzę jednak, byśmy byli gotowi uznać, że poetom status artysty nie przysługuje. Być może właściwym wyjściem byłaby kombinacja różnych kryteriów – tak, żeby powstał system w miarę elastyczny. To jest problem, nad którym obecnie łamią sobie głowy eksperci.

PAP: Kilka tygodni temu jedna z reportażystek – Ewa Kaleta – skrytykowała niekorzystne dla dziennikarzy warunki współpracy z redakcjami – niskie stawki, niepewność otrzymania wynagrodzenia, i niejasne zasady ich ustalania. Czy w przyszłej ustawie o działalności kulturalnej znajdą się rozwiązania obejmujące np. reporterów, freelancerów itd.?

Wanda Zwinogrodzka: Ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej nie dotyczy mediów – to już byłoby pomieszanie z poplątaniem. Nie jestem zresztą wcale przekonana, że status artysty – gdyby udało się go skodyfikować – musiałby być akurat w nią wpisany, zapewne mógłby być też regulowany osobnym aktem prawnym. Tak czy inaczej jednak, dziennikarz nie jest artystą i mówię to jako dziennikarka z zawodu. Choć oczywiście są obszary, w których interesy tych odmiennych profesji się krzyżują. Tak jest w przypadku np. praw autorskich albo dzieł artystycznych, publikowanych w mediach. Niewykluczone, że gdybyśmy dopracowali się sensownych regulacji w świecie sztuki, niektóre z nich mogłyby stać się inspiracją dla innych grup zawodowych. Ale to pieśń przyszłości. Skala zaniedbań jest ogromna i nie ma co łudzić się, że da się je szybko i łatwo nadrobić. Trzeba jednak przynajmniej zacząć.

PAP: Jakie wnioski płyną z Ogólnopolskiej Konferencji Kultury?

Wanda Zwinogrodzka: Smutne. Los polskiego artysty jest smutny. Nie dotyczy to oczywiście gwiazd i celebrytów, na których skupia się uwaga opinii publicznej, ale oni stanowią ledwie drobny ułamek środowiska, które w większości ledwie radzi sobie z codziennością. W Polsce artysta, jeśli nie jest zatrudniony na etacie, traktowany jest jak drobny przedsiębiorca. No, ale popyt na kwartety smyczkowe, olejne abstrakcje, tomiki wierszy czy hafty ludowe zawsze będzie mniejszy niż na – powiedzmy – świeże bułki czy truskawki, toteż wielu twórców nie stać na składkę ZUS. W rezultacie artyści często pozbawieni są bezpłatnej opieki zdrowotnej, a na starość – emerytury. W gruncie rzeczy to rodzaj dyskryminacji – wykluczenie z dostępu do podstawowych praw socjalnych, wywalczonych w XX wieku. Jest rzeczą haniebną, jak wielu, czasem także znanych i wybitnych artystów, dożywa u nas swoich dni w nędzy albo na łasce rodziny czy doraźnych zapomóg.

System podatkowy w ich przypadku także nie działa sprawiedliwie. Nad projektem artystycznym, np. filmem, pracuje się czasem wiele lat, kiedy praktycznie się nie zarabia. Potem otrzymuje się, owszem, nieraz wysokie honorarium i trzeba zapłacić odpowiednio wysoki podatek, zatem trudno coś odłożyć na kolejne lata posuchy, a ściślej: pracy nad kolejnym projektem. Nie można w ten sposób utrzymać ani siebie, ani tym bardziej rodziny, toteż ludzie uciekają do innych zawodów albo za granicę, a na tym już tracimy wszyscy. Żadnego państwa nie stać na marnowanie talentów, bo to jest potężna strata kulturowa, ale też bardzo wymierna, finansowa, jako że utrzymywane z naszych podatków szkolnictwo artystyczne jest kosztowne i jeśli jego absolwenci nie mogą potem wykorzystywać swoich umiejętności, te pieniądze są marnotrawione.

Ta sytuacja rodzi też inną patologię: ogromny nacisk na etatyzację w instytucjach artystycznych. Trudno się dziwić, bo tylko etat daje jakąś osłonę socjalną, ale w konsekwencji nasze i tak niedofinansowane instytucje kultury uginają się pod tym ciężarem. Stąd m.in. biorą się tak dramatyczne konflikty wokół każdej zmiany dyrekcji czy programu działania – to grozi zwykle wymianą przynajmniej części zespołu, a ci, którzy stracą pracę, stracą też wszelkie życiowe oparcie, więc bronią się przed tym desperacko. Jednak brak zmian, ruchu prowadzi z kolei do stagnacji tych instytucji, petryfikuje ich stan, a to obniża atrakcyjność polskiej oferty artystycznej na rynku wewnętrznym, ale także na międzynarodowym. Gorzka prawda jest taka, że nasi artyści bywali bardziej konkurencyjni za poprzedniego ustroju niż obecnie. Mamy mocno niewydolny system i musimy go naprawić.

PAP: Pytanie w jaki sposób można to naprawić?

Wanda Zwinogrodzka: Trzeba zmierzać ku większej elastyczności. W wymiarze indywidualnym system organizacji życia artystycznego powinien zapewniać większe możliwości samodzielnego funkcjonowania twórców na rynku, poza instytucjami. Niezbędne po temu są odpowiednie regulacje w dziedzinie ubezpieczeń i podatków, ale także rozstrzygnięcia pozwalające na dostęp do infrastruktury np. sal prób, pracowni itd. W wymiarze instytucjonalnym pomogłoby poluzowanie gorsetu rozmaitych przepisów np. VAT czy prawa pracy, tak by uwzględniały one specyfikę działalności artystycznej. To bardzo ambitne przedsięwzięcie, które wymaga współpracy wielu resortów, będziemy o nią zabiegać. W naszej gestii pozostaje tylko część potrzebnych tu kompetencji – np. kształt ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, może także – jeśli OKK ostatecznie zgłosi taką propozycję, a jest tam wielu jej zwolenników – projekt nowej ustawy o instytucjach artystycznych.

PAP: Kiedy możemy się spodziewać zmiany ustawy o działalności kulturalnej?

Wanda Zwinogrodzka: Nie tak prędko. Mam nadzieję, że podczas finalnego sympozjum w końcu kwietnia, OKK wypracuje już konkretny kształt postulowanych zmian systemowych. Wtedy będzie trzeba je przełożyć na język projektów legislacyjnych, co zwykle zabiera trochę czasu. Potem projekty trafią na ścieżkę legislacyjną, która w Polsce jest dość długa i żmudna, ale warto ją przejść rzetelnie, by uniknąć pochopnych błędów. Zatem rezultaty pojawią się zapewne nie wcześniej niż w przyszłym roku. Być może szybciej uda się usunąć pewne dolegliwości natury organizacyjnej, o ile nie wymagają one osobnych aktów prawnych.

Rozmawiała Katarzyna Krzykowska (PAP)

http://dzieje.pl/kultura-i-sztuka/w-zwinogrodzka-w-polsce-artysta-bez-etatu-traktowany-jest-jak-przedsiebiorca


#artysta