ARTYSTYCZNE SAMOBÓJSTWO

Pisałem wczoraj o problemach związanych z pisaniem scenariusza,

o tym, że scenarzysta i reżyser muszą być odpowiedzialni w stosunku do widzów i przyszła mi na myśl rzecz niby oczywista – co by było, gdyby nieznający warsztatu reżyserskiego reżyserzy, wspierani przez „grupę trzymającą władzę w teatrze” zaczęli uprawiać swój bełkot na ekranach kin.

W końcu film to nie „nowy teatr”, gdzie można mieć widza w głębokim poważaniu i bełkotać coś bez ładu i składu przez kilka godzin, popisując się ignorancją wobec warsztatu reżyserskiego, widza i (publicznych w tym wypadku) pieniędzy.

W filmie taki „nowy” reżyser popełniłby artystyczne samobójstwo, bo tam producent robi wszystko, żeby mu się pieniądze przynajmniej zwróciły, tam frekwencja MA znaczenie i intelektualny bełkot zostaje natychmiast ukarany brakiem widzów na widowni – znając realia filmowe wiem, że taki elementarny brak warsztatu zostałby natychmiast ukarany i reżyser zostałby odesłany do domu jeszcze w trakcie planu zdjęciowego.

A jeżeli wbrew wszystkim oczekiwaniom, możnowładczy protektorzy tego braku podstawowego warsztatu filmowego, wmówiliby reszcie światu, że amatorszczyzna jest wielką sztuką – skończyłoby się to dokładnie tak, jak w teatrach, który ten gatunek uprawiają, że kina dokładnie, jak te teatry ziałyby pustkami.

Jedyna różnica jest taka, że teatry w odróżnieniu od kin są utrzymywane z publicznych pieniędzy i nawet takie puste teatry są dalej popierane przez niektóych urzędników, którzy dali sobie wmówić, że uprawiają one „WIELKĄ” sztukę – kiedy takie kina dawno już by zbankrutowały.

A ta „wielka” sztuka, ma tyle z prawdziwą sztuką wspólnego, co gryzmoły pięciolatka z kubizmem Picassa.

AMEN.


#kino #film #Teatr