Babcia Mistrzynią Życia Codziennego

Babcia Mistrzynią Życia Codziennego –  to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym we współczesnej Polsce.


Babcia Mistrzynią Życia Codziennego

Babcia Mistrzynią Życia Codziennego

Taką Mistrzynią Życia Codziennego była Babcia Jesiennej. Nie pracowała zawodowo, miała szóstkę dzieci z Dziadkiem i wraz z domem prowadziła dla wszystkich małą stołówkę. Od dziecka Jesienna przyglądała się jak sprawnie i szybko Babcia potrafiła zrobić naleśniki z serem, pierogi z kapustą, obrać ziemniaki, dodać do pasztetu z zająca tę brakującą szczyptę gałki muszkatołowej, ubić trzepaczką żółtka na parze, wydrylować wiadro wiśni, czy rozpalić ogień w kuchni węglowej, która w deszczowe dni buntowała się przeciw prawom fizyki i zamiast w komin, wysyłała cały dym na drewniany domek Dziadków.

Kochana Babunia! To od niej Jesienna nauczyła się tajników pieczenia ciasta drożdżowego, gotowania klarownego rosołu, odróżniania dobrego twarogu od „źle odciśniętego”.

 Teraz, po latach, kiedy gotowała coś dla swojej rodziny, niejednokrotnie stawała jej przed oczami ukochana Mistrzyni Życia, a smakując potrawy wraz ze wspomnieniami odnajdywała w nich dawne smaki tamtego minionego już świata. Podświadomie czuła, że doprawianie potraw ma w genach po Babci.

To tak jak ze wszystkimi innymi cechami, które w rodzinie przechodzą z pokolenia na pokolenie: jak kolor włosów, oczu, skłonności do chorób, nałogów, rozwodów, jak talenty muzyczne, malarskie, pisarskie.

Więzy krwi, które łączą i dzielą.

Rodzina…

Babcia była jak Reduta Ordona. Zawsze można było na nią liczyć.

O piątej rano bez skrupułów podrzucić jej chorego na ospę wnuczka do pielęgnowania, o północy przynieść spodnie do skrócenia, przed Wigilią  złożyć zamówienie na dwieście uszek z grzybami, a przed imieninami męża zażyczyć sobie piętrowy tort orzechowy.

 Na wakacje zjeżdżały do niej trzy rozwydrzone nastolatki ze Śląska, bo przecież wnuczki siostry muszą pooddychać zdrowym powietrzem.

W sierpniową sobotę wieczorem ukochany zięć przywoził dwa wiadra śliwek węgierek na powidła, a w niedzielę po południu sąsiadka znosiła  trzy worki świeżo zebranych maślaków na sos, „bo ona ma w domu jeszcze pięć takich do przerobienia”.

 Babcia nie znała pojęcia „asertywność” – nigdy nikomu nie odmówiła, gotowa przyjąć każde wyzwanie, chociaż jasne było, że czeka ją dodatkowa praca.

I każdemu zadaniu zawsze sprostała.

Była niezawodna jak Zawisza Czarny. Co tam Zawisza! Niejeden taki rycerz dawno padłby trupem przy tylu obowiązkach. W dodatku każdy rycerz miał przecież giermka, który mu służył, a Babcia sama jedna służyła wszystkim.

 I nigdy się nie buntowała.

Dożyła osiemdziesiątki i żyłaby dalej, ale wątroba odmówiła posłuszeństwa. Rak błyskawicznie rozprzestrzenił się na cały organizm i odeszła cichutko, po dwóch dniach pierwszego w życiu pobytu w szpitalu. Nie było przy niej nikogo bliskiego. Miała dopiero mieć robione badania, ale nowotwór był szybszy……

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#trenerduszy #zyciecoedziennewpolsce