BEŁKOT CELEBRYTY

Dziękuję Ani Rzepa Wertman za ten artykuł, który znakomicie opisuje rzeczywistość, w której przyszło nam żyć.

Pan Nowak o komercjalizacji kultury niech się nie wypowiada, bo sam jest częścią tego medialnego gówna, jak Magdalena Środa niedawno nazwała to, co często nazywa się rozrywką w telewizji.

 

Bla_Bla_Bla

 

LUBIĘ, GDY TWÓRCY TEATRALNI WIEDZĄ O CZYM PISZĄ I CO CHCĄ POWIEDZIEĆ, JEŚLI JUŻ ZABIERAJĄ GŁOS

AUTOR: Anna Rzepa Wertmann FOT.: Multikino
03.11.2014

0

Mój Drogi Nieznany Czytelniku Teatromanie! Tekst, który czytasz, powstał pod wpływem kolejnego z felietonów Teatrologa, bardziej adekwatnie zwanego Celebrytą – czyli pana Macieja Nowaka.

Otóż w internetowej edycji warszawskiej Gazety Wyborczej z 21 października zamieścił osobliwy protest przeciwko transmisjom kinowym spektakli teatralnych. Gdybyż tylko o to chodziło, odpuściłabym… Jednak nie, Pan Celebryta poszedł dużo dalej: postanowił opluwać publicznie „komercjalizację kultury”, oczywiście ze świetnie znaną mu wulgarnością! Pan Nowak, wedle obowiązującego trendu, emocji swych nie hamuje, szczerze i dokładnie je werbalizuje. Po pierwszym wrażeniu, kiedy już mną cisnęło po wszystkich ścianach mojej ulubionej kawiarni ze wściekłości na język i formę wypowiedzi jak by nie było osoby publicznej, podjęłam decyzję, której wynikiem jest poniższy tekst.

Zdecydowanie przeciw!

O co cały szum, czemu taki wielki hałas? Otóż 16 października 2014 rzeczony Krytyk Teatralny znalazł w swej poczcie nader uprzejme zaproszenie na transmisję kinową … „(…) spektaklu „Tramwaj zwany pożądaniem’ Tennessee Williamsa z The Young Vic oraz National Theatre w Londynie. Jeśli zechciałby Pan obejrzeć to przedstawienie, pozostawimy do Pana dyspozycji zaproszenie na transmisję 16 października o godz. 19 w Multikinie Ursynów. Spektakl w reż. Benedicta Andrewsa z Gillian Anderson w roli Blanche, Benem Fosterem w roli Stanleya i Vanessą Kirby w roli Stelli, został uznany przez zachodnich krytyków teatralnych za wyjątkowe i warte szczególnej uwagi odczytanie sztuki Williamsa (…). Proszę o informację zwrotną, czy jest Pan zainteresowany transmisją 16 października”.(…)”

Jakoż odwdzięczył się za uprzejmy ton owego elektronicznego listu? Anoć proponuje zajrzeć pod link podany w przypisie i na froncie listu drugiego z bohaterów tego eseju, Bartłomieja Majchrzaka. Jeśli ktoś, kto uważa się za człowieka kulturalnego i wykształconego, posuwa się do takiej argumentacji, jakiej używa pan Nowak – powiem kolokwialnie: niech ktoś zatrzyma świat, ja wysiadam! Ale od początku. „(…) Daliśmy sobie wmówić, że galerie nie służą prezentacji dzieł sztuki, lecz – sprzedaży gaci i szmat(…)”.

Szanowny Celebryto! Ponoć z Cię człowiek teatru, obyty ze słowem i językiem, więc ewolucje i mody tego ostatniego niczym nowym nie są. Tak jak bywają topowe miejsca, książki, spektakle – tak samo bywa ze słowami i nazwami. Co nie zmienia faktu, iż w naszym kraju ani gdziekolwiek indziej na Matce Ziemi nie ma obowiązku bywania w galeriach handlowych. Szczycę się tym, iż progu takowej stopa ma dotąd nie przekroczyła i nie jestem w tym odosobniona. Mało tego, nie tylko mnie dobrze z tym; no ale Celebrites nieco inaczej pojmują świat i rzeczywistość!

„(…) Kina zamieniliśmy na blaszaki wypełnione smrodem popcornu.(…)” Po drugie: kina offowe i DKF-y mają się naprawdę świetnie, repertuar mają konkurencyjny do multiplexów i innych najnowszych cudów techniki. Różnorodność jest dobra: tworzy widza świadomego, poszukującego, niepokornego, zadającego pytania, mającego wątpliwości. Dajmy więc mu samemu wybrać, co, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce obcować z kulturą! „(…) Przystaliśmy, że książki sprzedaje się w supermarketach, wysypywane do pojemników niczym buraki i cebule.(…)”

Drogi Autor zapomniał, że książka jest dobrem ogólnospołecznym. W sieciach handlowych sprzedaje się je na innych warunkach, w związku z czym są zwyczajnie dużo tańsze. Dzięki czemu stać na nie tę część populacji, która nie ma wielkomiejskiej wygodnej synekury. Z racji bezrobocia często gęsto „pracuje na czarno”, jest na zasiłku, haruje na umowie śmieciowej… Ma jednak potomstwo (które zazwyczaj ma zadane lektury do przeczytania!), chodzi do biblioteki, wypożycza książki, czyta prasę.

Zasię co do komercjalizacji kultury, z którą to tak silnie i zajadle walczy Maciej Nowak… Mam niewielkie banalne dwa pytanka: jak się do tej walki ma jurorowanie w pewnym szalenie znanym i popularnym culinary talent show? Czy choćby sygnowana przez Instytut Teatralny i parę niezależnych teatrów akcja „Trochę Kultury Człowieku…”? Przecież obie te opcje pachną komercją silniej niż świeżo upieczone niedzielne kurczę!

Jak najbardziej za…!

W grudniu tamtego roku w trójkowym MINIMAXIE, przy okazji ostatniej z cyklu „Trzeszczącej Płyty” redaktor Piotr Kaczkowski wyjaśnił Waści wątpliwości. Otóż to właśnie radiowy przekaz recitalu Enrico Caruso na scenie nowojorskiej Metropolitan Opera w roku 1908 (?) był pierwszą radiową transmisją.

Teraz zasię pozwolę sobie na odrobinę prywaty, w pełni stając po stronie bohatera drugiej części. Otóż, przygotowując w głowie i w szkicach ten tekst, obdzwoniłam i obmailowałam wszystkich swoich najbliższych przyjaciół. Pytanie było tylko jedno, ale niezwykle ważne: ”Czy u Ciebie w domu poniedziałkowy wieczór też był świętem teatralnym?!”. Nie było osoby, która by nie podkreśliła niezwykłej roli Teatru Telewizji, wpływu tegoż na wnętrze i zasoby intelektualne, kształtowania moich rozmówców jako odbiorców Wielkiej Kultury. Tej spod znaku Bartłomieja Majchrzaka: naprawdę wielkiej, ważkiej, pozostawiającej coś w odbiorcy, tworzącej go, wzbogacającej!

Kultura spod znaku Macieja Nowaka jest teraźniejsza, chwilowa, miałka, nic nieoferująca widzowi, będąca zwulgaryzowaną wersją życia codziennego, wręcz chamska i brutalna! Więc jako taka po co nam ona, co wnosi, co ma do zaofiarowania? Jedno wielkie NIC!

Czym transmisja dla widza spróbuje opowiedzieć osoba, która z winy kaprysu i debilizmu Losu została pozbawiona od czterech i pół roku telewizji. Choć od zawsze była bytem radiowym, ściślej mówiąc Trójecznym. Rok zaczynał się od zawsze transmisją Koncertu Noworocznego z Opery Wiedeńskiej – może pan Nowak wie, ile kosztuje bilet? Tylko nie zapomni przy tym, że ów bukuje się… do dziewięciu miesięcy naprzód! Poniedziałkowy Teatr Telewizji to już czysta klasyka – w ten sposób po raz pierwszy zobaczyłam „Macketha” w reżyserii Trevora Nunna z mistrzowskimi rolami Iana McKellena i Judi Dench. Miałam 10 lat i śmiem twierdzić,że był to jeden z pierwszych stopni, które doprowadziły mnie tu, gdzie jestem, do tego, co robię i kim jestem teraz. Pan Majchrzak łaskaw był zauważyć w swoim responsie, iż „(…) transmisja spektaklu nigdy nie będzie żywym teatrem.(…)”. Jest to jednak nader korzystny wynalazek dla ludzi mniej zarabiających, zapracowanych lub wykluczonych z racji bezrobocia i biedy. Przecież jeśli nie stać ich na bilet do teatru, opery lub filharmonii, to nie muszą tracić kontaktu z kulturą, odczłowieczać się! Każdy kontakt z teatrem w jakiejkolwiek postaci i formie, byle wzbogacał i coś dobrego przynosił, nie tylko dla mnie jest bezcenny! Jeżeli mogę via HD Transmission obejrzeć „Wesele Figara” pod batutą Jamesa Levine, to piszczę z radości: na bilet na drugą półkulę raczej mnie nie stać, a Mistrza z racji wieku i stanu zdrowia może za czas jakiś zabraknąć! Panie Nowak, powiadam panu,iż nie wszystko, co jest nowe i nowoczesne, jest złe z natury – ono jest inne, a człowiek inteligentny i kulturalny stara się to poznać, zrozumieć i jakoś ujarzmić. Śmiem twierdzić, iż na równi z panem Majchrzakiem jestem maniakiem teatralnym, jednak doceniam transmisję radiową na falach „Dwójki” opery Richarda Wagnera wprost z festiwalu z Bayreuth. Po pierwsze – mimowolnie zwalniam tempo codzienności, po drugie – jest to wyzwanie dla mojej wyobraźni, po trzecie – prywatne święto. Z pewnością to, co właśnie pisze jest banalne i zwykłe, ale nie tylko ja tak pojmuję transmisję radiową, telewizyjną czy kinową (ta ostatnia wymaga jeszcze jednego elementu – zazwyczaj do kina stajemy się tylko trochę mniej elegantsi niż do teatru czy filharmonii, a odrobina skupienia, dystynkcji i sznytu jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a wielu pomogła!) – podkreślali to wszyscy moi rozmówcy.

„(…) najważniejsze jest to, że widzowie są zadowoleni. Bo warto pamiętać, że to publiczność jest najważniejsza – bez niej nie ma teatru, kina, filharmonii, transmisji.(…)”.

Święte słowa panie Bartłomieju, święte słowa – tylko dlaczego tak niewielu ludzi teatru o tym pamięta?! Zapomnieli, że w budynku Teatru i wobec ogromu Sceny, to oni – Twórcy – są na usługach Nas Widzów i to Naszą Wyobraźnię winni nasycić, a nie swoje aspiracje? Flota Zjednoczonych Teatromańskich Dusz wam o tej podstawowej prawdzie przypomina, kochani Twórcy Nowatorzy!

Link do artykułu pana Nowaka
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,16843081,TransmisjikinowejspektaklumowieNIE_FELIETONMACIEJA.html#LokWawTxt

Link do artykułu pana Majchrzaka
http://teatrdlawas.pl/artykuly/414-bartlomiej-majchrzak-w-odpowiedzi-na-felieton-macieja-nowaka

Link do źródła:
http://www.teatrdlawas.pl/artykuly/423-lubie-gdy-tworcy-teatralni-wiedza-o-czym-pisza-i-co-chca-powiedziec-jesli-juz-zabieraja-glos


#teatr