Bezkompromisowi szermierze postępu

Bezkompromisowi szermierze postępu – W istocie są skrajnymi oportunistami, koniunkturalistami i lizusami. Nie budzą szacunku.


Bezkompromisowi szermierze postępu

Bezkompromisowi szermierze postępu

Usłyszałem niedawno takie oto słowa napisane przez Antoniego Liberę:

„To, o czym tu mówię, czyli ewidentny kryzys kultury zachodniej powinien być przedmiotem namysłu, analiz i ekspresji właśnie w sztuce, a już szczególnie w teatrze. Tymczasem poza nielicznymi wyjątkami, takimi jak np. francuski pisarz Houellebecq czy brytyjski filozof Roger Scruton, nikt się tym nie zajmuje. A już szczególnie polscy twórcy mainstreamowi, uważający się za awangardę. Ci zajmują się głównie klepaniem postmodernistycznej mantry o upadku wartości, o potrzebie transgresji i przekraczaniu wszelkich tabu, które są, według ich mentorów, atawistycznym reliktem. Albo szydzeniem z polskiego zaścianka, które ma być największym na świecie matecznikiem ciemnoty, reakcji i wstecznictwa. Oczywiście nie robią oni tego z pobudek ideowych, lecz wyłącznie dla korzyści w postaci zaproszeń na międzynarodowe festiwale, na których tego rodzaju przekaz jest chętnie nagradzany i oklaskiwany. Przedstawiają się oni jako bezkompromisowi szermierze postępu, wyklinani przez motłoch i rzekomo prześladowani. W istocie są skrajnymi oportunistami, koniunkturalistami i lizusami. Nie budzą szacunku.”

Nie mógłbym zgodzić się bardziej z tą tezą, albowiem takich Fałszywych Jezusików, Pawłów Glaca, Fabrycjuszów Wypłoszów i Poncyljuszów Trombek vel Bercików Grosików, którzy w imię swoich partykularnych interesów i wiecznego przylutowania swoich czterech liter do dyrektorskich stołków, głoszą wielkie hasła ideowe o wolności słowa, wtrącających się teatrów, demokracji, postępie, braterstwie i równości, jest w polskim teatrze aż nadmiar.

Siedzą oni swoimi tłustymi czterema literami w swoich dyrektorskich fotelach w zaciszu swoich dyrektorskich gabinetów i kombinują, jakby tu wywołać następny skandal, albo wejść jakiejś władzy w odpowiedni otwór i nie mają żadnego kontaktu z widzami i tym, co tych widzów rzeczywiście nurtuje, porusza i interesuje.

Ich nadrzędnym celem jest wyłącznie utrzymanie się na swojej całkiem dobrze opłacanej posadzie i w imię tego są zdolni do każdego kłamstwa, każdego lizodupstwa i każdej niegodziwości, byleby zostać tam gdzie są.

Więc nie dajcie się na Boga omamić ich rozwojowymi hasłami i pseudoawangardowym przesłaniom, są to w istocie, jak Pan Antoni napisał skrajni oportuniści, koniunkturaliści i lizusy. Nie budzą szacunku, a wręcz wstręt.

Amen


#oportuniściteatru