Chiński komputer i grill z pralki Sie21

Tags

Related Posts

Share This

Chiński komputer i grill z pralki

Chiński komputer i grill z pralki – to następny odcinek „Trenera duszy” pióra Anny Rychter, tym razem o dość irracjonalnie pojętym patriotyzmie.

Chiński komputer i grill z pralki

Chiński komputer i grill z pralki 

„Acha, a rower? Żeby tylko Zamyślony był w domu, bo to on musi go obejrzeć, sprawdzić powietrze i różne śrubki. Dzisiaj rozpoczynam sezon, nie mogę czekać parę miesięcy na napompowanie kół, nie mam czasu, bo tak się roztyję, że potem nie wsiądę na rower.”

 Coraz szybciej szła do domu, wstąpiwszy jedynie do sklepu po paczkę pierogów z kapustą i grzybami, którymi zamierzała dziś nakarmić swoją rodzinę. Na ryneczku kupiła sobie kapustę pekińską i dwa pomidory i z mocnym postanowieniem stosowania diety za wszelką cenę, skręciła w alejkę prowadzącą do bloku.

Rano wyszła do pracy inną drogą, a teraz była na głównej promenadzie wiodącej wprost do gierkowskiego punktowca z lat siedemdziesiątych, w którym wraz z Zamyślonym i Mrówką żyli od dnia ślubu na swoich 60 metrach kwadratowych.

Na początku alejki stał wyładowany po brzegi kontener na śmieci. Wokół niego poniewierały się reklamówki wypełnione odpadkami, leżały dwa krzesła bez siedzisk, zaś na samym wierzchu stała pralka automatyczna, a właściwie tylko sama jej obudowa, gdyż bęben, stanowiący kiedyś jej wnętrze taszczył właśnie Emerytowany Majsterkowicz z sąsiedniego bloku.

-Dzień dobry – facet z bębnem zatrzymał się, żeby przepuścić Jesienną.

-Witam, witam, a po cholerę to panu? – Jesienna nie mogła ukryć zdumienia – przecież na złom nadaje się chyba bardziej ta obudowa…- podsunęła facetowi pomysł z nadzieją, że ten ściągnie metalowe pudło z pokrywy śmietnika.

-Może i na złom to tak, ale ja nie zbieram złomu. Ten bęben biorę sobie na działkę. Czy pani wie jaki będzie z niego grill? Palce lizać!

-Ale przecież tu były detergenty, różne fosforany, ta pralka ma już chyba parę lat, więc swoje przeszła, chce się pan zatruć takim mięsem z grilla? Przecież można kupić nowy w jakimś hipermarkecie. Nie jest wcale drogi…

-Co pani mówi? Toż ta pralka to stary „Polar”! Jej bęben ma na pewno zrobiony jest z polskiej stali, tam nie ma żadnej trucizny, bo teraz te grille to wszystko chińskie, mówili w telewizji, że Chińczycy najgorsze gówno wysyłają do Europy, żeby nas wykończyć.

-Boże, co pan mówi?

-A pani to nic nie rozumie, nie słucha pani radia, telewizji, gazet pani nie czyta? Komputer ma pani?

-Mam i w domu i w pracy…

– Na pewno chiński, cholera, napromieniuje się pani jak nic! A oczy pieką?

-No, pieką…

-No i proszę, a nie mówiłem! Mój grill z polskiej pralki będzie zdrowszy niż pani chiński komputer. Od niego sama pani będzie niedługo wyglądać jak Chińczyk, oczy się pani zwężą, o tak…

I Emerytowany Majsterkowicz chytrze zmrużył oczy, patrząc na reakcję Jesiennej.

-Śpieszę się, przepraszam, do widzenia.

-Do widzenia, do widzenia i niech pani sobie kupi jakiś inny komputer, bo zobaczy pani, że to się źle skończy. Ja tam jestem patriotą – wszystko tylko polskie, teraz Polska, teraz grill!

Jesienna poprawiła torebkę na ramieniu.

„Jasny gwint, torebka jest chińska, komputer chiński i buty może też chińskie. Niczego nie można być pewnym. Wszędzie nalepki: Made in China. Jedyne, czego Jesienna mogła być pewna, że nie zostało zrobione w Chinach to ona sama. Jej rodzice na pewno nigdy tam nie byli. Chyba że wycierali się kiedyś chińskimi ręcznikami i pili chińską herbatę z chińskiej porcelany. Ale przecież w latach sześćdziesiątych XX wieku to wszystko było obiektem pożądania. A teraz? Mercedesy składane w Chinach. To jakaś paranoja. Jesienna obejrzała się za siebie.

„Że też diabli nadali na mojej drodze z pracy tego Skośnofoba, czy jak go tam nazwać.

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#trenerduszy