Cierpienia Krytyka

„Cierpienia Krytyka, czyli jak zarżnąć świetny tekst Davida Mametta” to znakomita recenzja Anny Rzepa – Wertmann, którą bynajmniej nie zamieszczam tutaj z czerpania przyjemności z porażki innych.

 

cierpienia krytykaCierpienia Krytyka to po prostu solidnie napisana recenzja, a takich, jak wiadomo w naszym kraju coraz mniej. Dlatego warto się nią z wami podzielić.

Bo, jak sam niedawno napisałem: wolę po tysiąckroć rzetelną recenzję, która źle ocenia mój spektakl, niż jakąś błahą laurkę, którą byle licealista napisałby lepiej.

 

Anna Rzepa Wertmann

Cierpienia krytyka czyli jak zarżnąć świetny tekst Davida Mametta…

Żeby być absolutnie w zgodzie z Prawdą i całkowicie obiektywną, muszę koniecznie zacząć ten i tak trudny dla mnie tekst od istotnego dla całości wyjaśnienia. Z całą pewnością nie uprzedziłam się do warszawskiej sceny teatralnej, co będzie z pewnością pierwszym argumentem wobec mnie i mojego tekstu.

Znając oryginalny tekst Davida Mameta, obejrzawszy on line amerykańską  prapremierę w Hollywood’s John Golden Theater’s (przełom listopada i grudnia 2012 ?), czekałam i cieszyłam się na  polską inscenizację jak duże dziecko, jak teatromanka najczystszej wody… Warszawski Teatr Studio (dla mnie scena ukochana, szanowana, ceniona za dorobek, skład aktorski, renomę…), duet Jadwigi Jankowskiej-Cieślak i Doroty Landowskiej (ależ to wina być uczta aktorska…!), tekst Mameta na lubelskiej scenie – mniam, jak ja lubię paść swój umysł i duszę takimi teatralnymi pysznościami!

No właśnie czekałam…! Wertmannówna, chcesz rozbawić Niebieskiego Kostruktora? Dziecinnie proste, nic prostszego – zacznij czekać, cieszyć się lub planować…! Niestety, od tej zasady odstępstw nie było, nie ma i nigdy nie będzie; gorycz i wściekłość porażki, jeśli się na coś za bardzo czaisz, jest nie do opisania! Ale ad rem; obiecuję solennie, że konstruktywnie, szczegółowo i do bólu szczerze zreasumuję ten teatralny niesmak, który stał się nie tylko moim udziałem. Muszę też przy okazji wyjaśnić jeden kiks znaczeniowy – bez tego w moim rozumowaniu ani rusz… Otóż mniej więcej tydzień przed spektaklem na moją prośbę o dwa dynamiczne zdjęcia ze spektaklu pewien wielce uczony pracownik Teatru Studio napomniał mnie jak niesfornego bachora: „Szanowna Pani, trudno by nasz spektakl był dynamiczny… W naszej inscenizacji są tylko dwie aktorki na scenie…”

Riposta będzie tu, teraz i raczej gorzka jak napar z piołunu. Szanowny Panie, teksty Davida Mameta („Anarchistka” bynajmniej nie jest wyjątkiem, zaznaczając  brawurowe tłumaczenie Wioletty Perzanowskiej i Adama Wiedemanna; moje najszczersze ukłony i gratulacje!) są z gatunku „bajek – samograjek”, określając to kolokwialnie. Wytłumaczenie ?Ależ służę! Rytm, napięcie i konstrukcja tychże wymagają ostatniej kropli potu aktorskiego, skupienia na roli i wejścia w nią, perfekcyjnego opanowania i kontroli własnych emocji i uczuć; nagrodą będzie widz oniemiały z napięcia, wrażenia, skupiony na tym, co widzi na scenie – i zafascynowany po wyjściu z widowni! Jest tylko jeden maleńki, niewinny waruneczek: Muszą Tego Chcieć Wszyscy Po Równi, I Reżyser, I Aktorzy! Wymagam zbyt wiele wedle Szanownego Pana? Ależ skąd! Same znane nazwiska i renoma teatru to o wiele za mało – tu trzeba jeszcze Chemii i Więzi na linii Widz – Scena; o to przecież głównie i nieodmiennie chodzi o około trzech tysięcy lat w zjawisku zwanym Teatr!

Skoro już mówimy o znanych nazwiskach i aktorstwie…. Jadwiga Jankowska Cieślak – dla mnie jeden z aktorskich toposów; rosłam na jej roli w „Polskich drogach” .Byłam zbyt mała, by pamiętać „Trzeba zabić tę miłość” – obejrzałam i zrozumiałam dopiero gdzieś kole 15 roku życia, choć za „300 mil do nieba” uwielbiam ją do dziś… Na scenie zobaczyłam pierwszy raz na deskach warszawskiego Teatru Powszechnego w „Baalu” Bertolda Brechta; jeśli do dzisiaj kocham twórczość Ojca Berliner Ensamble i czytam w oryginale, to ta drobniutka blondynka i jej rola ma w tym naprawdę dużą zasługę…! Dorota Landowska to już inna historia, inna epoka… Słynne „Na szkle malowane” w reżyserii Krystyny Jandy; zauroczyła mnie Czarną. Nie, przepraszam – wariactwa ludzkiej pamięci: przecież wcześniej moja równolatka zagrała w Teatrze Telewizji w uwielbianej od zawsze „Wariatce z Chaillot” -że też mi to umknęło…?! Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Byś mój Drogi Nieznany Czytelniku był świadom, iż pisząc ten tekst , daleka staram się być jak najdalsza od uprzedzeń i złośliwości; chodzi mi tylko i wyłącznie o rzetelną ocenę aktorstwa obu niewątpliwie cenionych i poważanych przeze mnie aktorek. No właśnie – cenionych i poważanych; jak to się ma do sobotniej „Anarchistki”, zagranej drugiego dnia Słodko Gorzkiego Festiwalu Teatralnego, no jak…? Do bólu szczerze oceniając stan  faktyczno – obejrzany: Nijak!!!

Określenie „aktorska fuszerka” wobec tej inscenizacji jest naprawdę dużo za dużym komplementem; na poziom braku profesjonalizmu obu przecież doświadczonych aktorek język polski i mowa ojczysta raczej określeń nie mają (zaś epatować angielszczyzną nie zamierzam!)! Jestem w stanie zrozumieć gorszy dzień aktorki, rozgrzeszyć potknięcia sceniczne, uwzględnić słabszą formę… Jest  jednak coś, czego przenigdy nie wybaczę i nie rozgrzeszę…! Braku wiarygodności i sztuczności – przede wszystkim jednak elementarnego szacunku dla widza-, grania manierą i schematami, ewidentnych braków warsztatowych i dykcyjnych! Nie, nie i jeszcze raz nie! Widzowie w Lublinie, jeśli już się dla nich gra, zasługują na taki sam poziom warsztatu i aktorstwa, jak ci macierzyści w Stolycy; w takiej sytuacji, czyli w gościach, brak manier i warsztatu zasługuję na najsurowszą naganę, a nie na usprawiedliwienia i Państwo zrozumcie…!!!

Innym błędem, tym razem reżyserskim jest zbyteczna multimedialność, a przede wszystkim wszechobecny (temu tekstowi akurat zupełnie zbyteczny!) genderyzm. Wiem, że modny , że „na czasie (w Polsce; w Stanach i na Starym Kontynencie „na topie” był jakieś…piętnaście lat temu!) – ale co do diabelnej Anielki ma to wspólnego z tekstem Davida Mameta?

Czy rzetelna inscenizacja świetnego tekstu spod pióra wyborowego dramaturga i scenarzysty, zrobiona z nerwem i bez modnych wtrętów jest zbyt trudna, wręcz niemożliwa?! Zadanie nie do wykonania, coś czego dzisiaj na wydziałach reżyserskich Akademij Aktorskich nie uczą…?! Chyba jako widz nie wymagam zbyt wiele? Na wypadek jakichkolwiek wątpliwości: Szanowny Panie Reżyserze, pozostawiam wyżej wymienione pytania i wszelkie inne powyższe wątpliwości jako zagadnienia do przemyślenia, tak na zasadzie retorycznych kwestii logicznych…

 

Cierpienie

Cierpienieból, doznanie braku lub straty doświadczane przez osobę. Cierpienie jest jednym z głównych problemów, na który dają odpowiedź religie. Dla religii monoteistycznych, jak judaizm czy chrześcijaństwo obecność cierpienia w świecie jest podstawowym pytaniem o pojęcie wszechmocnego dobrego Boga, który dopuszcza cierpienie swoich stworzeń. Również wbuddyzmie, określane w języku pali jako dukkha, cierpienie jest kluczowym zagadnieniem. Do szeroko rozumianego motywu cierpienia niejednokrotnie sięga również literatura (np. Cierpienia młodego Wertera). Jako uczucie jest ono również opisywane przez psychologię.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cierpienie
____________________________________________________________________________
#teatr