Coś mnie do niego ciągnie

Coś mnie do niego ciągnie – to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym kobiet we współczesnej Polsce.

“Coś mnie do niego ciągnie”, mówi Jesienna Poprzedniej o facecie, którego poznała na rowerze.

Tekst czytelny na komórce:
https://www.facebook.com/grzegorz.kempinsky/posts/10219735769599173

Coś mnie do niego ciągnie

Coś mnie do niego ciągnie

– Jakiego faceta? – Poprzednia była wyraźnie zaintrygowana.

– Normalnego faceta, tylko, że z nogą w gipsie.

– W gipsie? I na rowerze? No, chyba nie powinnaś już pić – Poprzednia wbrew swoim słowom znowu napełniła kieliszki.

– No, wtedy nie miał jeszcze gipsu, ale był tuż przed jego założeniem, bo spadł z roweru i musieli mu wyciąć łąkotkę.

– Znaczy się kaleka? – Poprzednia była rozczarowana.

– Oj, gips mu zdejmą lada dzień, a nasza znajomość zostanie…

– A jakąś żonę to on ma? – Poprzednia wbiła wzrok w przyjaciółkę.

 – Ma, ma, ale jest daleko – Jesienna nie chciała kontynuować tego wątku.

– Nie mów o niej jakaś żona, proszę – Poprzednia nagle posmutniała.

– Po pierwsze, przecież to ty zapytałaś o jakąś żonę, a po drugie ty też jesteś jakąś żoną dla Jeszcze Młodszej, a ja byłam jakąś żoną dla Tamtej. Zawsze już będziemy jakimiś żonami dla jakichś mężów.- Jesienna wybrnęła z niewygodnej sytuacji.

– No to zdrowie wszystkich jakichś żon! – Poprzednia wypiła swoją porcję alkoholu.

– Zdrowie, zdrowie, ależ narzuciłaś tempo na ten likier. Zwolnij trochę, bo zaraz powpadamy pod stół, a przecież jeszcze nie upiekła się dla nas pizza.

– Mów szybko co to za facet, bo upiję się i tak, czy przed pizzą, czy po, to nie ma dzisiaj żadnego znaczenia.

W całym lokalu zapachniało pieczarkami i roztopionym żółtym serem. Jesienną aż skręciło w dołku od tego aromatu. Była diabelnie głodna.

– On jest słomianym wdowcem, żona z synem są od dłuższego czasu w Stanach. Ma około pięćdziesiątki i mnóstwo wolnego czasu, szczególnie teraz gdy jest zagipsowany i nie chodzi do pracy.

– Na jakim etapie jest wasza znajomość? – Poprzednia drążyła szczegóły jak dzięcioł pień drzewa.

– Dobrze mi się z nim milczy i dobrze rozmawia, traktuję go jak bratnią duszę. Ma dla mnie czas, czeka na mnie…

– A ty, skąd bierzesz czas dla niego? Zawsze brakowało ci doby.

– Kradnę mojej rodzinie i firmie.

– Wychodzisz do niego w czasie pracy?

– Tak, mieszka niedaleko w tej odnowionej kamienicy sprzed II wojny…

– Piękne miejsce. Czy czujesz coś więcej do niego?

– Jeszcze nie wiem, ale coś mnie do niego ciągnie, coś pcha w tamtą stronę, tęsknię za nim w każdym miejscu, myślę o nim bez przerwy, sama nie potrafię sobie tego wytłumaczyć…

– A Zamyślony coś podejrzewa?

– A co ma podejrzewać, przecież nie robię nic złego, no bez przesady, wszystko jest jak dotąd, nie zaniedbałam domu.

– A Mrówka?

– Właśnie, ona chyba coś przeczuwa. Pytała mnie ostatnio, czy my z Zamyślonym jeszcze rozmawiamy ze sobą, bo najczęściej wszyscy troje mijamy się w drzwiach. Dla niej zawsze znajduję czas, to moja córka, ale dla Zamyślonego? Traktuję go tak jak on mnie.

– To znaczy?

– Jak stały element majątku małżeńskiego, towarzyszący mi od 20 lat.

– Czy słyszysz siebie?

– Tak, tak to właśnie czuję. Żadnego drżenia serca, nuda, nic się nie dzieje, trzeba wychować dziecko, żadnych wczasów, niespodzianek, kwiatów, ciągłe oszczędzanie. Rutyna w sporadycznym seksie, raz w tygodniu pranie razem z odkurzaniem, codziennie zupa, bez ziołowych przypraw i najlepiej, żeby nie zepsuło się nic, czego używam do prac domowych, bo będzie to moja wina. Nie miałaś tego z Wiecznie Młodym?

– Właśnie, chyba tego mi brak po jego odejściu. Nie wiem już, co to było…

C.D.N.

Link do strony FB, Ani:
Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę Ani:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#TrenerDuszy