Czekiści kultury się boją

Czekiści kultury się boją – czyli, jak to gildia reżyserów i spółdzielnia teatralna wyją wniebogłosy w obliczu utraty Instytutu Teatralnego.

Tomek Żak nie owija w bawełnę, kiedy dokładnie opisuje metodologię działania “spółdzielni teatralnej” i jaki jest ich rzeczywisty “udział w rynku” kultury. Ci czekiści kultury mimo, że jest ich zaledwie garstka potrafią skutecznie przestraszyć tak zwaną milczącą większość i od lat trzymają zarówno ich, jak polski teatr w szachu, żeby nie powiedzieć za mordę.

 

Czekiści kultury się boją

 

Czekiści kultury się boją

Początkowo chciałem ten tekst zatytułować – Moje typy. Jeżeli ktoś kojarzy to z takoż zatytułowanym legendarnym felietonem Stefana Kisielewskiego z roku 1984, to trop jest jak najbardziej słuszny. Jak wiadomo, Kisielewski wymienił wówczas kilkadziesiąt nazwisk pracujących w polskich mediach dziennikarzy, a którzy – według autora – służyli obcej racji stanu. Od tamtych czasów nastąpił dynamiczny rozwój nie tylko zaprzaństwa, ale również najzwyklejszej głupoty.

Dopiero co ludzi polskiego teatru ucieszyła wiadomość, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w związku z końcem kadencji obecnej dyrektor Instytutu Teatralnego, Doroty Buchwald, chce przeprowadzić konkurs na to stanowisko. Klangor przerażonej tą decyzją tzw. spółdzielni zaowocował m.in. setkami podpisów pod listem, który sprowadza się do jednej konkluzji: „żeby było jak było”. Oto moje typy spośród sygnatariuszy (alfabetycznie):

Ambasador (były), Anglista, Antropolog, Architekt zieleni, Artystka wizualna,

Autor dramatyczny, Autor książek dla dzieci, Autorka książek historycznych, Badaczka społeczna, Bioetyk, Biolog-palentolog, Boni, Choreografka, Dramatolog, Dziennikarka, Edukator i Edukatorka, Emerytka (pracująca jako księgowa), Doktorantka, Dramatolożka i Dramaturżka, Dramatopisarz i Dramatopisarka, Dyplomata, Dyrektor i Dyrektorka (także Kierownik i Kierowniczka), Działaczka ekologiczna, Działaczka społeczna, Dźwiękowiec, Emerytka, Filolożka i Filoznawczyni, Historyczka literatury, Inicjatorka, Instruktorka ruchu, Kanclerz, Konsument i Konsumentka kultury, Kolekcjoner, Koordynatorka, Kostiumografka, Krytyk i Krytyczka tańca, Kulturoznawczyni, Kuratorka, Lalkarz i Lalkarka, Lekarz i Lekarka, Malarka, Managerka i Menadżerka kultury, Montażysta, Ogrodniczka, Pedagożka, Pełnomocnik, Performer i Performerka, Pieśniarz i Pieśniarka, Pisarz i Pisarka, Poeta i Poetka, Politolog, Poliż i Polin, Poseł, Prawnik (emerytowany) i Prawniczka, Prezes (były), Producentka tańca, Programerka, Prosument kultury, Przedsiębiorca, Redaktor naczelna, Reżyser i Reżyserka, Scenograf i Scenografka, Sekretarz, Senator, Socjolożka, Storybordzista, Śpiewak, Tancerz, Teatrofil i Teatrolożka, Zastępczyni, Wiceprezes, Widz i Widzka, Wykładowczyni, Znawca opery…

Ku memu zdziwieniu w dominującym tutaj szaleństwie feminizowania, nie zarejestrowałem sekretarki, senatorki i znawczyni, również kierownicy, Engelking czy pośliny lub posłanki, przedsiębiorczyni, pełnomocniczki czy politolożki, ani nawet fotografki. Ale to pewnie jeszcze przyjdzie, kiedy na to pozwolimy.

Na razie jednak przed nami jest zapowiedziany konkurs w tym, jak to precyzyjnie definiuje Gazeta Wyborcza, „jednym z najważniejszych miejsc dla polskiego teatru”. I mają rację, a ja po raz kolejny przypomnę, co niedawno pisałem: „Konstrukcja statutowa powstałego w 2004 r. Instytutu Teatralnego czyni z tej instytucji państwowej najważniejszego decydenta programowo-organizacyjnego branży teatralnej w Polsce”. Okopywanie się „Mordoru” w zdobytych marszem instytucjach jest coraz bardziej widoczne w całej Polsce. Nadchodzące wybory samorządowe, pomimo buńczucznych zapewnień o zwycięstwie, wyraźnie zmobilizowały kulturowych marksistów do tych działań. Póki mogą mieć przewagę liczebną w komisjach konkursowych lub poprzez obstrukcję, wspartą medialnym wymuszaniem (także zagranicznym), będą stwarzać fakty dokonane lub próbować „dociskać” włądzę, choćby poprzez zbieranie podpisów, jak w tym przypadku. Portal internetowy Instytutu Teatralnego, e-teatr.pl, niczym licznik Geigera, na bieżąco odnotowuje od kilku dni ilość podpisów zebranych w owej nieszlachetnej intencji „żeby było jak było” i chwali się, że podpisów jest już ponad tysiąc. Co to realnie oznaczy?

Odwołajmy się do liczb. W ubiegłym roku zostały przeprowadzone badania dotyczące zatrudnienia w naszym kraju, m.in. w instytucjach kultury. Okazuje się, że w tej branży pracuje 300 tys. osób, co stanowi 1,9 proc. wszystkich zatrudnionych w polskiej gospodarce. Swoją drogą tyleż samo osób pracuje w hotelarstwie i gastronomii. Natomiast liczba uprawnionych do głosowania w Rzeczypospolitej, podana przez Państwową Komisję Wyborczą  8 maja 2015 r., wyniosła 30.768.394 osoby, czyli zaokrąglając ok. 30 mln. Zebrane przez „spółdzielnię” podpisy to dokładnie 0.0033333333333333335 promila ogólnej liczby wyborców. A wśród zawodowo zajmujących się kulturą ci aktywiści stanowią dokładnie  0.33333333333333337 promila. Potęga, prawda?

Nasz problem polega przede wszystkim na tym, że milczenie dobra jak zawsze promuje zło. Hunwejbini współczesnej rewolucji kulturowej są zdeterminowani i nie mają żadnych hamulców, tak w walce o stołki, jak i w degenerowaniu świata, do czego te stołki są nieodzowne. Milcząca większość po prostu milczy – milczy i cierpi. Pewnie można by równie dobrze nazwać tych milczących większością cierpiącą, bo chyba jednak nie masochistami. Coraz mniej ludzi idzie do urn wyborczych i coraz mnie jest widzów na widowniach teatrów, które futrując publicznymi pieniędzmi swoich janczarów i komisarzy ideologicznych, grają dla tych promili. I nikogo jakoś nie obchodzi, że efektem jest postępujące wykluczanie z kultury dziesiątek tysięcy prawych ludzi.

W jakimś swoistym sojuszu salonowym czy świadomościowym stuporze zakrzepły tzw. patriotyczne media. Milczą o tej sprawie, milczą o kulturze zawłaszczonej przez jedną światopoglądową opcję. Tymczasem, to nie mniej ważne jak komisja śledcza w sprawie Amber Gold. Nie mniej istotne jak prywatyzacja Lasów Państwowych. A zmiany są tutaj co najmniej tak potrzebne w ustawach o sądownictwie.

Reżyser Krzysztof Zembrzuski pisze na swoim blogu bardzo na temat i wskazując na złamanie art. 216 § 1 Kodeksu Karnego przez Dorotę Buchwald, przywołuje w kontekście zarządzanego przez nią Instytutu zarzuty „o zideologizowanie praktycznego działania (wydawania książek, organizowania paneli, dyskusji, konferencji i spotkań) w y k l u c z j ą c e g o konkretne osoby i środowiska o poglądach innych niż post-marksistowskie i durnie polityczno-poprawne (…)”.

Wygląda na to, że Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wicepremier prof. Piotr Gliński jest nieźle zorientowany, z jakimi tam czekistami mamy do czynienia. Już w ub.r. w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” stwierdził, że Instytut prowadzony jest przez „ideologiczne jaczejki”. To, jak i te trzęsące się gacie promili, czyli sygnatariuszy Listu poparcia ws. przyszłości Instytutu Teatralnego, dają nadzieję nie tylko na doprowadzenie do zapowiedzianego konkursu, ale również na to, że na ulicy Jazdów 1 w Warszawie o polskiej kulturze przestaną w końcu decydować kulturowi marksiści.

Tomasz A. Żak

 2018-07-20 13:26

Read more: http://www.pch24.pl/czekisci-kultury-sie-boja,61726,i.html#ixzz5LnJ2CIdU


#InstytutTeatralny