„CZY DYREKTOR JEST CHUJEM?”

Grzegorz KempinskyNO I POŁOŻYLIŚMY WIECHĘ I USTAWILIŚMY PRZEDSTAWIENIE DO KOŃCA.


Z jednej strony to niezwykle przyjemne uczucie, że udało się zbudować spektakl, z drugiej jednak niesie ze sobą pewne skutki uboczne, których doświadczyliśmy:

Rano upewniliśmy się, czy ten finał, który ustawiliśmy dzień wcześniej, rzeczywiście się sprawdza. To rozsądne rozwiązanie, jakie zawsze stosuje, żeby nie ulec urokowi chwili i potwierdzić poddać się próbie wody jeszcze raz ze  świeżym umysłem, po przespanej nocy. Co prawda, ja w mojej pracy głównie posługuję się intuicją i jeśli coś wydaje mi się dobre, kiedy to „stawiam”, to zazwyczaj takie jest i odwrotnie, ale sprawdzić zawsze warto. No i okazało się, że finał rzeczywiście nam „siedzi”, więc na wieczorną próbę ustaliliśmy, że zaczniemy od początku przedstawienia, żeby zająć się tak zwaną, „koronką”, „szlifem”, lub „fajnsznitem”, czyli drobiazgowym czyszczeniem i dopracowywaniem poszczególnych scen.

Plany, planami, ale kiedy wieczorem zabraliśmy się do pracy, okazało się, że wszystko to, co gdzieś było ustawione i nie mówię  tu o sytuacjach, bo te aktorzy pamiętali znakomicie, lecz o temperaturę i emocje, gdzieś się ulotniło. Był to typowy syndrom rozluźnienia, po intensywnym etapie stawiania przedstawienia. Wszyscy dostawaliśmy najpospolitszej głupawki i nikt nie był w stanie się skupić. Zamiast zatem brnąć dalej w te paranoje, doświadczony reżyser zakomenderował odwrót i zaczęliśmy sobie opowiadać dowcipy i anegdoty teatralne.

Ponieważ jest to mój prywatny blog i mogę sobie na nim pisać co chcę (uprzedzając wszystkie próby zwolnienia mnie ze stanowiska z powodu używania niecenzuralnych słów) zacytuję jedną:

Rzecz odbywała się w jednym z renomowanych teatrów w latach 60tych, a konkretnie w bufecie.
Jeden z tuzów aktorskich siedział przy stoliku wraz z innymi kolegami i zażarcie o czymś dyskutował. Drzwi do bufetu się otworzyły i wkroczył do niego Dyrektor tego szacownego teatru, na co aktor o którym mowa widząc to kątem oka wstał i zdecydowanym tonem, udając że nie widzi dyrektora, powiedział: „Ja się wcale z kolegami nie zgadzam, że Pan Dyrektor jest chujem!”, mimo że rozmowa z kolegami dotyczyła zupełnie czegoś innego.

O ile mi wiadomo nikt z tego powodu nie stracił pracy, a anegdota przeszła do historii teatru..

Po odreagowaniu wszystkich emocji udało nam się wczoraj przywrócić odpowiedni ton pierwszej scenie, a potem udało nam się także porozmawiać o kondycji współczesnego teatru polskiego, ale o tym może innym razem”

Chciałem chyba w gruncie rzeczy powiedzieć dwie rzeczy; jedna, to że nawet przerwa w próbie jest częścią próby, a druga, że nikt nie powinien być zwalniany z powodu swoich poglądów i przekonań, nawet jeśli są kontrowersyjne, albo nieprawdziwe…


#GrzegorzKempinsky #PeggyPickit #TeatrLudowy