Diwa – chichot przeznaczenia

„Diwa – chichot przeznaczenia”, albo „Diwa znaczy boska” to znakomita recenzja naszej Diwy w Odeon Cinema w Szwajcarii pióra Izabeli Burger.

 

„Diwa znaczy boska”

Diwa - chichot przeznaczeniaDrugie spotkanie w jubileuszowym, trzydziestym roku działalności Klubu Miłośnikow Żywego Słowa, zaczęliśmy ponownie od wypisów z pamiątkowych sztambuchów Basi Młynarskiej z lat 1996-2016. Spędziłyśmy obie dużo czasu przedzierając się przez to wielotomowe archiwum pamięci, niektóre wpisy odczytywałyśmy wspólnie z pomocą lupy – po to, aby spośród tych wszystkich słów serdecznych wybrać te najpiękniejsze, najcieplejsze, najciekawsze: I. Kwiatkowskiej, E. Wiśniewskiej, E. Dałkowskiej, A. Szczepkowskiego, J. Englerta i B. Ścibakówny, L. Kydryńskiego i H. Kunickiej, S. Tyma, A. Majewskiej…

Jako że był to wtedy Klub Literacki Five o’clock, odwiedzali go nie tylko ludzie sceny, ale także najwięksi nasi pisarze, publicyści i dziennikarze – m.in. J. Nowak-Jeziorański, R. Kapuściński, W. Bartoszewski, O. Tokarczuk, H. Kral, T. Torańska…

Na kolejnych stronach sztambucha błyszczą perełki. Basia opowiada o wszystkich, jak gdyby to było wczoraj…

A w Klubie – jak to w Klubie: “coś z dramatu i coś z kabaretu”, jak pisał Wojciech Młynarski. Ostatnio oklaskiwaliśmy Hannę Śleszyńską, dziś dla odmiany dramat – Diwa, sztuka Chorwatki Marijany Noli, wyreżyserowana przez Grzegorza Kempinsky‘ego, wystawiona przez Teatr Żelazny z Katowic.

Na scenie dwa krzesła i dwie aktorki – Małgorzata Bogdańska i Edyta Herbuś. Helena i Lana – obie piękne, obie odnoszące sukcesy na deskach teatru i na szklanym ekranie. Lana – młodziutka, piękna, świeża, próbująca dopiero swych sił przed kamerą. Helena – znakomita aktorka, gwiazda, charyzmatyczna diwa. Jedna w poszarpanych dżinsach, druga w czarnej koronkowej sukni. Matka i córka naprzeciw siebie – i przeciwko sobie. Każda z nich przed swoim wyimaginowanym lustrem. Ostatnie poprawki makijażu, zsynchronizowane ruchy – policzki, nos, rzęsy. Przywdziewanie kolejnych masek.

W garderobie, za kulisami, krótko przed galą wręczenia nagrody dla najlepszej aktorki, rozgrywa się dramat, okrutna wiwisekcja toksycznego związku matki i córki. Jedna u progu, druga u szczytu kariery, absolutnie nieprzygotowana na jej schyłek. Tak różne, a tak podobne. Policzki, nos, rzęsy. – Jestem niezmiernie szczęśliwa i dumna – ćwiczy Helena przed lustrem swoją kwestię. Lana jest tylko aktoreczką z telenoweli, nie może wygrać z matką.

Wyłaniają się kolejne tajemnice spychane dotąd w milczenie, wypadają trupy z szafy. Upada stereotyp bezwarunkowej miłości matczynej. Kocha – nie kocha – kocha – nie kocha…? Nie kocha. Związek między matką i córką staje się areną atawistycznej walki dwóch samic alfa. Która z nich jest katem, która ofiarą? Policzki, nos, rzęsy. Każda w swoim lustrze, zapieczona w swoim własnym żalu.

Na gali dla najlepszej aktorki nie ma miejsca dla nich obu, w garderobie rozpędza się okrutny walec emocjonalny. Mała dziewczynka, która uwielbia matkę i za wszelką cenę stara się zdobyć jej miłość i akceptację. Jako dorosła kobieta drży ze strachu, że matka odkryje w niej kolejną wadę, wykpi, zrani, odepchnie. W lustrze Heleny widać coraz wyraźniej samotną, starzejącą się kobietę, która rozpaczliwie próbuje zdrapać z twarzy zmarszczki. Córka stanowi zagrożenie i bezlitośnie uświadamia, że czas nie stoi w miejscu. Lana podnosi głowę coraz wyżej, obnaża coraz śmielej, oskarża coraz boleśniej. – Nienawidzisz mnie, bo przy mnie masz 45 lat – zagląda Lana w lustro Heleny. Zazdrość, żal, gorycz w każdym słowie i geście. Maski, które boleśnie wrzynają się w skórę. Policzki, rzęsy, nos. W końcu przytulenie, które jednak nie jest pojednaniem, a jedynie wbiciem kolejnego noża w plecy. I taniec – rozpaczliwy, chocholi, nabrzmiały od emocji. Pozornie ciepłe gesty, które podkreślają pustkę i chłód.

Dwie kobiety, które dzieli więcej niż łączy. Im bliżej, tym dalej. Kolejna warstwa pudru, kolejne maski. Zimno jak w piwnicy.
-Jestem niezmiernie szczęśliwa i dumna – mówi Lana odbierając nagrodę. Teraz dostanie pewnie wymarzoną rolę Niny w sztuce Czechowa, zrobi karierę. Będzie miała świat u stóp. Bedzie gwiazdą, diwą, blaskiem dorówna matce.

Mogłabym przysiąc, że przy schodzeniu ze sceny Małgorzata Bogdańska ma 20 lat więcej niż godzinę wcześniej. Na scenę wkroczyła dumna diwa w koronkowej, galowej sukni, piękna, dojrzała, wysmakowana. Schodzi z niej sterana życiem, zmęczona, samotna kobieta, pokonana przez młodszą rywalkę, krew z krwi. Zostały tylko strzępy tej, która kiedyś była diwą…

Wyszłam z Odeonu pokopana, podrapana, pokiereszowana do żywego, z drzazgami pod skórą. Lana pewnie urodzi wkrótce córkę… Koło złośliwej Fortuny wykonało pełen obrót. Gdzieś w tle niesłyszalny, rozpaczliwy chichot przeznaczenia.

Izabela Burger
https://www.facebook.com/edyta.herbus.1/posts/1161234570593837


#diwa