Diwa rozwija skrzydła

Diwa rozwija skrzydła, to recenzja „Diwy” pióra Marcina Mochala, który znakomicie analizuje nie tylko spektakl, ale odnosi go także do pierwowzoru literackiego.

 

rozwija skrzydłaJako reżyser długo nie mogłem się nadziwić, jak nieprzygotowani są często recenzenci do swojej pracy.

Nie czytają wcześniej sztuk, o których później piszą. Nie odnoszą się do zabiegów inscenizacyjnych w kontekście tekstu pisanego. Nie widzą w związku z tym, że nie czytają, jaką pracę adaptacyjną wykonał reżyser, a potem zespół aktorski.

W związku z tym większość recenzji przypomina później grzeczne referaciki w których recenzent, albo raczej pseudorecenzent nie sili się nawet na próbę analizy.

W moim otoczeniu szczególnie jedna pseudorecenzentka przodowała w takich pseudorecenzjach i to pewnie „w zasłudze” za nie dochrapała się intratnego stanowiska, a nawet kilku, o czym piszę szerzej w artykule „Kariera Pewnego Zera”: http://www.kempinsky.pl/kariera-pewnego-zera/

I to, że taki pseudorecenzent pisze dobrze o moim spektaklu nie ma później żadnego znaczenia, a jeśli ma, to tylko takie, że czuję się taką pseudorecenzją raczej zażenowany.

Szczerze mówiąc wolę negatywną recenzję, która jest rzetelnie i profesjonalnie napisana, niż jakąś błahą laurkę.

Dlatego takie podejście, jakie prezentuje Marcin Mochal w „Diwa rozwija skrzydła” i kilku mu podobnych recenzentów, albo, jak to jedna z moich ulubionych recenzentek ma zwyczaj mówić: „krytyków”, cieszy me reżyserskie serce.

Bo przecież nie po to spędzam godziny, dnie i tygodnie nad tekstem, żeby później przeczytać referacik, który każdy licealista napisałby lepiej.

Cieszę się, że na Diwie, jak na razie byli tylko tacy – rasowi krytycy, z którymi warto prowadzić dialog swoimi przedstawieniami.

Amen

 

Marcin Mochal
Diwa Rozwija Skrzydła

Na stronach internetowych katowickiego Teatru Żelaznego o najnowszej jego premierze – „Diwie” w reżyserii Grzegorza Kempinsky’ego obsadzonej duetem Małgorzata Bogdańska – Edyta Herbuś widnieje, że to historia dwóch aktorek, matki (Heleny) i córki (Lany), nominowanych do tej samej nagrody.

Przyznam, że po przeczytaniu dramatu Marijany Noli na podstawie której przedstawienie zostało oparte nie mogłem przetrawić tego opisu.

Obydwie powyższe informacje autorka skrzętnie bowiem chomikuje.

Relację rodzinną ujawnia w przygnębiającym zwrocie akcji, zaś fakt o nominacji do nagrody również córki zostawia na wielki finał.

Zaryzykuję stwierdzenie, że twórczość Noli jest w Polsce poza wąskim gronem ludzi interesujących się literaturą bałkańską zupełnie nieznana.

Nie widziałem uzasadnienia dlaczego już w zapowiedzi zdradzać widzom kluczowe informacje, potencjalnie osłabiając tym samym przekaz spektaklu.

Po spektaklu „rozgrzeszyłem” Teatr z tej decyzji.

Na deskach zobaczyliśmy „Diwę” poważnie względem literackiego pierwowzoru odmienioną.

Reżyser inaczej niż autorka rozłożył akcenty, zmienił również charakterystyki postaci.

„Wyszczekana”, pewna siebie Lana Kempinsky’ego jest absolutnym przeciwieństwem zahukanej Lany pióra Noli, zaś jego Helena jest osobą bardziej zmęczoną i wątpiącą niż władcza i dominująca na córką literacka Helena. W katowickim przedstawieniu nawet niektóre kwestie oryginalnie przypisane do Heleny wypowiada Lana i vice versa.

W związku z powyższym w Żelaznym oglądamy pojedynek dwóch osobowości, nie zaś swoistą „egzekucję”, przytłoczenie jednej przez drugą.

Panie mają wobec siebie wiele prawdziwych bądź urojonych zarzutów, lecz ich rozmowa nie jest w żaden sposób oczyszczająca. Bardziej mówią do siebie niż ze sobą rozmawiają, co podkreślone jest również faktem, że niemal na siebie nie patrzą.W skrajnych fragmentach „rozmowy” siedzą wręcz tyłem do siebie. Jedyny raz kiedy wydaje się że nić porozumienia zostaje nawiązana wygląda bardzo sztucznie, jak z najpodlejszej telenoweli. Zresztą chwilę później same przyznają, że to przed chwilą to było tylko na pokaz.

Kim jest zatem tytułowa diwa? – u Noli będzie nią matka, mimo że jej kariera już mocno podupadła i ten tytuł brzmi lekko ironicznie.

Diwa Kempinsky’ego to córka, choć dopiero rozwijająca skrzydła.

Katowicka inscenizacja to przykład zupełnego przekształcenia oryginalnego tekstu na potrzeby sceny. Przetworzenia jednak niepolegającego na modnym ostatnio rozkrzyczeniu, wulgarności, nawiązaniach do popkultury oraz tzw. „kontrowersyjnych” tematów i scenicznych rozbierankach.

Kątem oka spoglądałem na obecną na premierze Marijanę Nolę – kupiła tę „wersję” swojego utworu. Z teatru wychodziła zadowolona.

Marcin Mochal
https://www.facebook.com/marcin.mochal

_____________________________________________________________________________
#Diwa