ESK – siedem zarzutów

ESK – siedem zarzutów, to tekst, który przeczytałem na ścianie Facebooka u Wiesława Bełza. To moim zdaniem znakomite podsumowanie Europeiskiej Stolicy Kultury 2016 we Wrocławiu. Bardzo smutne, bardzo prawdziwe i bardzo polskie.

 

esk - siedem zarzutówWiesław Bełz podsumowuje: „Problemem nie jest wpompowanie w kulturę setek milionów złotych, ale ich sensowne zagospodarowanie. Długofalowym celem takiego projektu powinna być edukacja i aktywizacja kulturalna obywateli, nie budowa splendoru władzy i nakręcanie lokalnych animozji.”

A ja pozwolę sobie dodać, że dokładnie z tym pompowaniem pieniędzy w puste budy, wybranych pupilków władzy i kompletnym brakiem poszanowania zarówno artystów, jak i widzów mieliśmy do czynienia przez ostatnie 8 lat miodem i mlekiem płynących rządów PO.

Nie jestem PiSowcem, ale hasła to jedno, a polityka realna to zupełnie coś innego i dlatego nie boję się tego powiedzieć, albowiem moim zdaniem obowiązkiem każdego szanującego się artysty jest patrzenie władzy na ręce – niezależnie od jej koloru.

Na marginesie chciałbym jeszcze przypomnieć w jaki sposób Wrocław wygrał konkurencję o ESK 2016: Ministrem kultury był wtedy grabarz kultury polskiej, niejaki imćpan Zdrojewski wywodzący się z Wrocławia i z tej samej partii, co jego prezydent.

Przypadek?

Nie sądzę….

SIEDEM ZARZUTÓW WOBEC ESK …i memento:

(wg. Rolanda Zarzyckiego, współautora zwycięskiej aplikacji Wrocławia do konkursu Europejska Stolica Kultury 2016)
1. Programowi ESK brakuje wizji – jest to chaotyczny zlepek wszystkiego.
2. Biuro Festiwalowe nie wnosi niemal żadnej jakości dodanej do funkcjonowania kultury we Wrocławiu. Z metką ESK realizowane są projekty i tak już realizowane od lat.
3. ESK 2016 nie ma umocowania społecznego! Większość mieszkańców o projekcie wie niewiele, nie jest nim zainteresowana, czasem wręcz nastawiona negatywnie.
4. ESK nie ma poparcia w środowisku kulturalno-artystycznym, podzielonych na beneficjentów i defaworyzowane „sierotki”.
5. W równej mierze nie ma poparcia w środowiskach biznesowych! W przedsięwzięcie (poza państwowym KGHM) nie zaangażowała się żadna istotna firma.
6. Dwa filary rozumienia kultury, na których opierała się wrocławska aplikacja – szerokie zaangażowanie obywateli oraz edukacja kulturalna – zostały sprowadzone na absolutny margines.
7. Koszt festiwalu jest ogromny – wynosi ok. 300 mln zł (powiększy to i tak już duże zadłużenie Wrocławia). Część budżetu przeznaczona na projekty obywatelskie, to przysłowiowe „końcówki”.
*** Memento! Problemem nie jest wpompowanie w kulturę setek milionów złotych, ale ich sensowne zagospodarowanie. Długofalowym celem takiego projektu powinna być edukacja i aktywizacja kulturalna obywateli, nie budowa splendoru władzy i nakręcanie lokalnych animozji.
/oprac. WB/
https://www.facebook.com/wieslaw.belz/posts/10203845651981344


#ESK