Facet wziął mnie za żonę

Facet wziął mnie za żonę – to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym kobiet we współczesnej Polsce.

Dalszy ciąg przygód Jesiennej, która tym razem obcy facet w szpitalu bierze za żonę odwiedzanego przez nią pacjenta.

Facet wziął mnie za żonę 

Facet wziął mnie za żonę

Wydawało jej się, że wczoraj miał bardziej błękitne oczy, jakby fosforyzowały po ciemku w tym lesie, a dzisiaj były prawie grafitowe. Może od lekarstw i narkozy?

Obok łóżka, na stojaku do kroplówek wisiała butelka przezroczystego płynu, z którego kropla po kropli sączyło się w jego żyłę jakieś lekarstwo.

– Domyślam się, że boli, ale przecież – wskazała głową na stojak – idzie kroplówka, na pewno przeciwbólowa. To normalne, że boli, przecież miał pan operację.

– No tak, ledwie zrozumiałem, co mówił lekarz: coś mi wycięli, coś dosztukowali i wszystko wpakowali w ten gips…

– To, że coś wycięli, to rozumiem, ale ciekawe, co panu dosztukowali i jeszcze usztywnili gipsem? To może być interesujące…- usiłowała rozładować szpitalną atmosferę dosyć prymitywnym poczuciem humoru.

Leżący na łóżku obok facet z nogą na wyciągu o dziwnej konstrukcji, parsknął bulgoczącym śmiechem, chociaż kiedy Jesienna weszła do sali, miała wrażenie, że zawzięcie czytał jakąś sportową gazetę.

– No widzi pan, wreszcie przyszła pańska żona i wszystko się wyjaśniło. Od razu ma pan lepszy humor. Już widzę, że żonka postawi pana na nogi i kroplówka nie będzie potrzebna! – zwrócił rumianą twarz w jej stronę.

– Na pewno przyniosła pani mężowi jakiś rosołek i kompocik i czekoladki, bo tu żarcie, że nie daj Boże! – rzucił badawcze spojrzenie na Jesienną i zaczął wzrokiem szukać przy niej jakiejś siatki z wiktuałami. Miał około 35 lat i widać było, że kocha domową kuchnię, a ona jego.

„Facet wziął mnie za żonę, a ja nic nie przyniosłam choremu i w dodatku jesteśmy na „pan” i „pani”. Tak, to trochę podejrzane.”

– Po operacji nic nie wolno jeść, lekarze sami zdecydują kiedy coś podać, ale może ja pójdę do szpitalnego sklepiku i kupię chociaż wodę mineralną – szybko odparowała cios rumianego połamańca.

– Czy mógłbym prosić jeszcze o pastę i szczotkę do zębów? Nie mam przy sobie pieniędzy, jakieś grosze, które miałem w kieszeniach złożyłem wczoraj w szpitalnym depozycie…- Paweł był wyraźnie coraz bardziej zakłopotany.

– Rozumiem, nie ma sprawy, zaraz wszystko kupię, może coś jeszcze oprócz tego?  

Była pewna, że gdyby ona tu leżała, potrzebowałaby od razu tysiąca niepotrzebnych rzeczy, a głównie wielkiej kosmetyczki, w której miała żelazny zestaw do „zrobienia” sobie twarzy.

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#trenerduszy