Feniks z popiołów, czyli wiosna

Feniks z popiołów, czyli wiosna to pierwszy odcinek „Trenera duszy” pióra Anny Rychter, którą to książkę w odcinkach będę prezentował na moim blogu.

 

Trener duszy

Rozdział I

feniks-z-popiolow-czyli-wiosnaOd kilku dni świat wciąż wyglądał tak samo: od rana padał deszcz, a wieczorem niebo rozpogadzało się i wychodziło zza chmur słońce, które o tej porze dnia powinno już szykować się do snu. Delikatna zieleń nabierała blasku i swoim seledynowym odcieniem wpływała kojąco na duszę nawet najbardziej zatwardziałego realisty.

Właśnie kończył się kwiecień i wszystko na nowo zaczynało swój cykl: trawa, drzewa, żonkile, stokrotki, wróble, wrony, psy, koty, motyle, no i oczywiście ludzie.

Na te barwy wiosny nie ma siły – wszystko jest tak przemyślane przez Stwórcę, że po bieli śniegu, szarości błota i dotkliwych wichurach każdy musi zauważyć zieleń pąków, żółtość mleczy, różowość kwiatów jabłoni i czerwień tulipanów. To właśnie różni nas, ludzi strefy umiarkowanej od tych, z innych klimatów. Bo ludzie strefy umiarkowanej są bez wyjścia – dostają co roku od Boga ten sam dar -wiosnę.

I z tego daru muszą cieszyć się. Nie ma usprawiedliwienia nawet dla niewidomych. Oni też zmuszeni są poczuć ciepły powiew na swoich twarzach i delektować się zapachem kwitnącej mirabelki.

Ludzie strefy umiarkowanej cierpliwie czekają kilka długich, burych miesięcy, aż  na przekór politykom, wieszczom i czarnowidzom świat zrobi się cały zielony.

Tego szczęścia nie zaznają nigdy mieszkańcy tropików, zwrotników, czy Arktyki. Ich pory roku są zawsze nużąco stałe. Jak można żyć w takiej oczywistości? Czy naprawdę jest się szczęśliwym wśród wiecznie zielonych palm, tęczowych ryb i ptaków? A co to za atrakcja móc o każdej porze roku codziennie kąpać się w koralowo ciepłym morzu?  Albo wycinać maczetą tropikalne zarośla, płosząc w styczniu chmary wielkich motyli? Albo kaleczyć się o zawsze zielone kaktusy, konając z pragnienia na  bezkresnej piaskownicy? Jak można naiwnie wierzyć, że stopnieje pięćdziesiąt ze stu centymetrów wiecznego śniegu i w kółko jeździć  na nartach, albo skuterach śnieżnych, mając pewność, że nawet w lipcu zza jakiejś zaspy wyłoni się św. Mikołaj?

Wiosna… Feniks z popiołów, odrodzenie, propaganda sukcesu…

Jedyna stuprocentowa nadzieja, że przyjdzie, przyjdzie na pewno.

Raz zjawia się wcześniej – wtedy jest jak niespodziewany gość – zaskakuje w progu. Raz później – tym bardziej oczekiwana, wypatrywana przez umyte okna. Ale w końcu jest zawsze. I zawsze czyni ludzi strefy umiarkowanej szczęśliwymi.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#literatura