Fenomenalna kreacja

Fenomenalna kreacja Ewy Kutyni w monodramie „Jordan”, którą niedawno nowa dyrekcja zdjęła z afisza w Teatrze Śląskim doczekała się recenzji.

 

fenomenalna logo TŚ

Poprzednie logo Teatru Śląskiego

Zagadką dla mnie jest, jak to się dzieje, że w Polsce najlepsze recenzje piszą recenzenci z poza mainstreamu. Wygląda na to, że zasada jest taka sama, jak w polityce – póki nie wejdziesz wśród wrony, jesteś pełen ideałów, fachowości, rzetelności zawodowej etc., a później zaczynasz krakać, jak one.

Ta recenzja jest tak fenomenalna, jak fenomenalna jest Ewa w roli Shirley.
I nie obchodzi mnie w ogóle to, czy ocenia spektakl dobrze, czy źle, najważniejsze jest to, że jest to recenzja z krwi i kości, sięgająca wgłąb, a nie jakiś marny referacik na poziomie gimnazjalnym.

Oto ona:

 

Jordan

 

fenomenalna jordan„Tekst Anny Reynolds i Moiry Buffini przedstawia historię młodej matki, która morduje własne dziecko w przypływie szaleństwa. Dziewczyna niekochana, samotna, zagubiona w świecie, zaszczuta przez rzeczywistość i własne koszmary radzi sobie z życiem tak jak potrafi. Że radzi sobie marnie – zauważamy z upływem spektaklu. 

Jordan nazwano wiwisekcją duszy – rzeczywiście, wypruwa się bohaterce duszę i kroi ją na kawałeczki na oczach widowni. Ale ja nazwałabym sztukę raczej studium szaleństwa; krok po kroku, po równi pochyłej razem z Shirley staczamy się w same odmęty obłędu. 

Reżyser, Grzegorz Kempinsky, jak sam powiedział, sięgnął po ten tekst z potrzeby innego teatru, antyteatru. Właśnie to widzimy na scenie. Teatr jest tu niezauważalny, przenosimy się po prostu w wir myśli, wspomnień, czucia. Miałam wrażenie, że jestem w konfesjonale i wysłuchuję spowiedzi, albo że czytam list samobójczyni Shirley, w ostateczności, że zamknięto ją w ograniczonej przestrzeni reality show i mam ją przed sobą na talerzu, taką bezbronną, z bebechami emocji na wierzchu – a nie że oglądam spektakl. 

fenomenalna jordanTaką intymność wykorzystała w pełni Ewa Kutynia, odtwórczyni jedynej roli w Jordan. Gdy na scenie pokazuje widzom Shirley, wierzę jej w stu procentach, we wszystko co mi opowiada. Fenomenalna kreacja – takie aktorstwo możemy oglądać zawsze. Jednym z bardziej przejmujących momentów sztuki jest chwila, gdy Shirley tuli do piersi obskurny taboret – o tyle metaforyczna, o ile przejmująca dzięki oszczędnemu aktorstwu, które skłania się bardziej ku wewnętrznej kontemplacji, niż przytłaczającej ekspresji. 

Sterylność scenografii Małgorzaty Ptok zostawia mnóstwo przestrzeni dla samej sztuki. Białe ekrany jarzą się światłem, przygasają, oślepiają, reagują na wszystko, co dzieje się na scenie, dopowiadają jakby to, czego nie usłyszymy. Spektakl ubrany jest w minimalistyczną konwencję. A raczej – z konwencji jest rozebrany. Rozebrany do nagości wręcz, bo czysty, pozbawiony jakiegokolwiek piękna ból egzystencji leje się ze sceny strumieniami… 

…Sztuka prowokuje nas do zajęcia stanowiska. Mnie osobiście nie tylko było żal bohaterki. Wychodząc ze Sceny Kameralnej, miałam w pewnym sensie poczucie winy. Żyjemy w społeczeństwie na tyle anonimowym, że przejmuje nas dramat teatralny, gdy wobec rzeczywistego pozostajemy jakże obojętni… Przytłaczająca jest świadomość, że tekst oparty jest na faktach.” 

Natalia Tomaszek
link do źródła:
_______________________________________________________________________________________________________
#GrzegorzKempinsky #EwaKutynia #Jordan #TeatrŚląski #ScenaKameralna #antyteatr #realityshow #dzieciobójstwo #teatr