Fidżi i jej jedyna Polka

Fidżi i jej jedyna Polka – Na Fidżi mieszka na stałe tylko jedna jedyna Polka i tak się fajnie składa, że jest to córka mojego kochanego przyjaciela Bronka Koltuna.

Żeby było ciekawiej Bronka poznałem na Facebooku i nigdy nie spotkaliśmy się na żywo, ale jest to niezwykle ciepły i życzliwy człowiek, z którym jestem dumny, że utrzymuję kontakt już od wielu lat. I to właśnie jego córka mieszka na Fidżi.

Fidżi i jej jedyna Polka

Marta Koltun Rinaudo – jedyna Polka mieszkająca na Fidżi

Fidżi to kraina tak odległa, że pewnie wiele osób miałoby problem umiejscowić ten kraj na mapie. Szukać go należy w Melanezji, prawie trzy tysiące kilometrów na wschód od Australii i dwa tysiące kilometrów na północ od Nowej Zelandii na 332 powulkanicznych wyspach. Jak to się stało, że Polka z Gorzowa Wielkopolskiego zamieszkała na jednej z rajskiej wysp? W rozmowie z Onet Podróże pani Marta Koltun Rinaudo opowiada o życiu, kulturze i trudnej historii Fidżyjczyków.

  • “Przywitała nas za to piękna pogoda, błękitne niebo oraz życzliwość, której doświadczaliśmy na każdym kroku” – wspomina swoje pierwsze chwile na Fidżi pani Marta Koltun Rinaudo
  • Żona dyplomaty i szczęśliwa mama dwóch nastolatków razem z rodziną mieszka na największej wyspie archipelagu Viti Levu
  • “Serce tego kraju bije bardzo mocno w tradycyjnych wioskach” – tłumaczy Polka i opowiada, jakich zasad przestrzegać podczas takiej wizyty
  • Pani Marta odpowiada także na trudne pytanie dot. kanibalistycznej sławy Fidżi

Karolina Walczowska: Kiedy postanowiła się Pani przeprowadzić na wyspy Fidżi?

Marta Koltun Rinaudo: Na Fidżi przyjechałam prosto z Australii. Sprowadziła mnie tu praca mojego męża, który jest dyplomatą. Charakter jego pracy sprawia, że często zmieniamy miejsce zamieszkania, podróżując w różne zakątki świata.

Pamięta Pani swoje pierwsze 24 godziny w tym raju?

Urodziłam się w Gorzowie Wielkopolskim, ale będąc jeszcze dzieckiem, wyjechałam z rodzicami z Polski.

Fidżi po raz pierwszy odwiedziłam wiele lat temu. Wtedy, przypłynęłam tu statkiem wycieczkowym. Ale dziś już wiem, że być turystką na Fidżi, a być mieszkanką Fidżi, to nie do końca ta sama przygoda.

Z wielką przyjemnością wspominam dzień, w którym przylecieliśmy z zamiarem zamieszkania w stolicy Fidżi, Suvie. Ciekawi naszego nowego domu, wylądowaliśmy na malutkim lotnisku położonym wśród bananowców, gdzie nie czekał na nas rękaw, dostawiany do drzwi samolotu, ani też wygodny Pulman dowożący pasażerów do budynku lotniska. Przywitała nas za to piękna pogoda, błękitne niebo oraz życzliwość, której doświadczaliśmy na każdym kroku.

Chwilę po wyjściu z samolotu, kroczyliśmy po płycie lotniska wspólnie z obsługą samolotu. Stewardesy, z których każda miała żółty kwiatek we włosach, mimo że skończyły już swój rejs w powietrzu, nadal przyjaźnie uśmiechały się do nas. Wciąż żywe jest wspomnienie, jak bardzo świat Fidżi, gdy się go zobaczy z bliska, odmienny jest od wszystkiego innego. Pamiętam, że mnie ta różnica wydała się odrobinę surrealistyczna. Pierwsze dni spędzone na tym archipelagu, niezmiennie kojarzą mi się z uwielbianymi przeze mnie w dzieciństwie, przygodami nieustraszonego reportera Tintina.

Droga wiodąca do zupełnie nieznanego mi wtedy, domu prowadziła przez fidżyjskie wioski, będącymi z reguły niewielkimi, liczącymi zaledwie po kilka domków, osadami. Mijaliśmy zabudowania pomalowane na turkusowo oraz różowo. To jedne z ulubionych kolorów mieszkających tu ludzi.

Niezwykle przyjemnym odczuciem była sympatia okazywana nam przez zupełnie obcych nam wtedy ludzi, którzy siedząc przed swoimi domami, machali do nas powitalnym gestem. Wszystko to było niezwykle urocze. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele radości mogą podarować mi owi ludzie, jak wiele mogą mnie nauczyć, gdy poznam ich bliżej.

Czym się Pani obecnie zajmuje?

Jak wspominałam, jestem żoną dyplomaty, co wiąże się z brakiem możliwości pracy w wyuczonym zawodzie. Mój tydzień, często wypełniony jest przeróżnego rodzaju spotkaniami oraz eventami, organizowanymi przez tutejszy korpus dyplomatyczny.

Z zawodu jestem dekoratorką wnętrz domów towarowych. Jednym z moich największych zainteresowań jest forma oraz jej estetyka, coś co tworzy wyjątkowy i specyficzny klimat wnętrza. W Australii pracowałam dla największych oraz prestiżowych domów towarowych i dlatego tak bardzo podziwiam talent i styl mieszkańców archipelagu, potrafiących zrobić z małego sklepiku miejsce, od którego nie można oderwać oczu. Potrafiących wyczarować unikatową atmosferę, nie angażując w to profesjonalnych dekoratorów.

Gdy tylko moje obowiązki pozwalają mi, to z największą przyjemnością odwiedzam miejsca wypełnione lokalną sztuką. Często są one pełne uroku, jednak nie zawsze odpowiednie do prezentowania w nich tego rodzaju prac. Te prowizoryczne galerie sztuki, często proste, zbudowane z wysuszonej trawy budynki, o architekturze charakterystycznej dla tego regionu świata. Rozmowy z miejscowymi, niezwykle utalentowanymi artystami, prowadzone pod słomianym dachem, są dla mnie zawsze inspirującą podróżą w świat, którego, jestem tego pewna, nigdzie indziej bym nie znalazła. Sztuka jest ważną częścią mojego życia i dlatego z całego serca dopinguję moją francuską przyjaciółkę w realizacji jej pomysłu, jakim jest tworzenie galerii sztuki z prawdziwego zdarzenia, w której wszyscy ci zasługujący na to artyści, będą mogli wystawiać swe prace. Głęboko wierzę w to, że galerię tę uda się otworzyć w zaplanowanym na 2020 rok, terminie. Bardzo chciałabym ujrzeć na jej ścianach prace tutejszych, wybitnych artystów: Saimoni Fong, Lambert Ho, Melini Navunisaravi czy też Irami Buli, a przecież nie sposób wymienić tu wszystkich, zasługujących na to. Mam nadzieję, że nowo otwarta galeria, stanie się również atrakcją dla turystów z całego świata, w tym również z Polski, atrakcją dla tych, którzy chcieliby zabrać ze sobą odrobinę, zamkniętego w artystycznym wydaniu, fidżyjskiego piękna.

Część mojego dnia to naturalnie także opieka nad naszymi dziećmi, parą młodszych nastolatków, które, choć są niezwykle samodzielne, co napawa mnie i męża sporą dumą, to jednak potrzebują podwiezienia i odebrania ze szkoły. Często również przygotowuję je na szkolny biwak, który tu odbywa się zawsze na jakiejś nieodległej wyspie.

Za co pokochała Pani swoją (jedną z 322) wyspę?

Fidżi jest państwem wyspiarskim, pełnym przyjaznych ludzi, którym przyszło mieszkać o mały zaledwie krok od brzegu Oceanu Spokojnego, wypełnionego wodą, której kolor nierozerwalnie kojarzy mi się z blaskiem kolumbijskiego szmaragdu. Tego wszystkiego nie sposób jest nie lubić. Fidżi jest niezwykle łatwe do pokochania.

Podziwiam fidżyjskie kobiety za ich serdeczność, mężczyzn z kolei za ich wrodzony talent do muzyki.

Panuje tu niezwykle piękny zwyczaj: gdy się mija kogoś na plaży, podczas spaceru drogą w buszu czy do małego sklepiku, koniecznie należy tę osobę pozdrowić. Dzięki temu niezwykle przyjemnemu zwyczajowi ma się wrażenie, że mieszka się wśród bliskich znajomych.

Muszę również wspomnieć o najmłodszych mieszkańcach archipelagu. Uwielbiam obserwować jak już od najmłodszych lat, są oni dumni z piękna swej wyspiarskiej ojczyzny. Zdarza się, że dzieci mieszkające tuż przy plaży, przychodzą do moich dzieci pokazać im kryjówki w piasku, takie niewielkie szczeliny, w których żyją miniaturowe skorupiaki, przyodziane przez naturę w kropki i paski.

Ludzie na Fidżi na ogół żyją bardzo skromnie, nie przywiązując większej wagi do rzeczy materialnych. Żyją skromnie, ale są szczęśliwi.

Będąc tu, często myślę, że z racji znajdującej się w niedalekiej odległości, międzynarodowej linii zmiany daty, jestem jedną z pierwszych osób na Ziemi, które witają nowy dzień. Być może nawet jedyną Polką, która to robi.

Brzmi jak raj!

Otacza nas mnóstwo bezludnych wysp. My mieszkamy na największej wyspie archipelagu, Viti Levu. Nasz dom, stojący na wzgórzu, oferuje nam wspaniały widok na ocean, z czego często korzystamy podczas kolacji, ciesząc oczy niezwykłymi zachodami słońca oraz podziwiając, wpływające do portu, statki wycieczkowe.

Fidżi to w sumie 322 wyspy. Oczywiście nie sposób być na każdej z nich, jednak najbardziej lubimy odwiedzać Leleluiva oraz Beqa lagoon island. Woda opływająca te wyspy jest tak krystalicznie czysta, że bez trudu podziwiać możemy piękno rafy koralowej oraz duże żółwie. Na tych dwóch wyspach wypełnionych piękną florą oraz fauną, można spędzić cały dzień, zapominając o wypełnionym obowiązkami tygodniu, w czym pomaga oferta kulinarna ulokowanych tu, luksusowych resortów.

Na Fidżi żyje milion mieszkańców, tyle, co na przykład w Krakowie. W dodatku Pani jest tu jedyną Polką… Można poczuć się tu klaustrofobicznie?

Myślę, że trudno jest poczuć się tutaj człowiekiem odizolowanym czy też zamkniętym. Mam również nadzieję, że w najbliższej przyszłości zmieni się mój obecny status jedynej Polki na Fidżi.

cały artykuł;
https://podroze.onet.pl/ciekawe/marta-koltun-rinaudo-jedyna-polka-mieszkajaca-na-fidzi/wde8gd1?utm_source=www.facebook.com_viasg_podroze&utm_medium=social&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&utm_v=2


#Fidżi