„FIUTY PISZĄ PEANY”

Zadzwonił do mnie znajomy aktor jednego z teatrów w regionie…

Bezpośrednim powodem jego telefonu był mój artykuł o tym, jak z teatrów robi się domy kultury. Powiedział, że już nie może wytrzymać, bo gra w, za przeproszeniem, „gównie za gównem, a fiuty piszą peany„.
Nie potrafił zrozumieć mechanizmu, który polega na, jak to powiedział „przerobienie chujni w wydarzenie”.

Przepraszam za dosłowne cytaty, ale podkreślają one frustracje tego człowieka, który głęboko przeżywa to, że musi, jak to nazwał, „płacić swoją gębą na scenie” za totalną niekompetencję swojej dyrekcji i reżysera.

Zapytacie jaki to teatr, a ja wam nie odpowiem, bo „chronię swoje źródła”, ale wystarczy jeden rzut okiem na teatralną mapę Śląska, gdzie ostatnio programowo jeden teatr jest promowany, przez „młodych gniewnych” recenzentów na zlecenie pewnego GURU z Warszawy (mechanizm jest niezwykle prosty – albo piszą to co on chce, albo nie mają dostępu do ważnego portalu teatralnego) i walą jak w bęben w inny teatr w regionie, który GURU sobie upatrzył, jako ten zły i niewartościowy.

Frustracja tego znakomitego aktora sięgnęła już zenitu, bo jak to powiedział ma pełne poczucie, że jego teatr właśnie stał się takim domem kultury, o którym pisałem tu na blogu.

Morału ta opowieść nie ma żadnego, oprócz smutnej konstatacji, że takie zjawiska mają nie tylko zgubny wpływ na wizerunek teatru i frekwencje widzów, ale także na biednych artystów, których się wykorzystuje w tym skandalicznym procederze.

fiuty piszą peany


#Teatr #recenzja #młodzigniewni