FJU FJU

Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do mojej cichej miejscowości wypoczynkowej w Chorwacji, umarłem prawie ze śmiechu widząc na końcu przybrzeżnej promenady pełnej straganów i stoisk wszelakiej maści, Południowoamerykańskiego Indianina, którego stragan był najjaskrawszym przykładem źle pojętego folkloru, zastąpionego przez kolorowy kicz.

fletniaIndianin z wielką powagą odgrywał jakieś kawałki rodem z Etno-polo na fletni pana, sprzedawał amulety z plastiku, koszulki ze swoją podobizną i płyty ze sowimi nagraniami.

W duchu natychmiast ochrzciłem tego domorosłego biznesmena przezwiskiem Fju Fju i od tego czasu, co roku z wielkim niepokojem chodząc codziennie wieczorem po tej samej promenadzie i oglądając co roku dokładnie te same stragany z wakacyjnymi souvenirami, z wielkim napięciem, zbliżam się do końca deptaku pytając się, czy także w tym roku pojawi się Fju Fju.

Jak dotąd Fju Fju mnie nie zawodzi i regularnie pojawia się pod koniec mojego pobytu, nie wiedząc nawet, jak głęboką stał się częścią chorwackiego krajobrazu wakacyjnego i tak się po cichu zastanawiam, czy w związku z tym ten jego kicz, nie przestał już przypadkiem być kiczem, a stał się częścią prawdziwego folkloru – jednak chorwackiego, a nie Południowoamerykańskiego.

________________________________________________________________________________________________
#kicz