Folwark teatralny

Folwark teatralny to zjawisko przerażająco często pojawia się w polskim teatrze, w którym coraz częściej nie względy merytoryczne, talent, rzetelność i profesjonalizm, a przynależność do określonej kliki decyduje o tym, co jest dobre, a co złe, kto ma zostać dyrektorem teatru i kto w nim ma pracować.

 

folwarkMam tu oczywiście na myśli folwark w znaczeniu własność wspólna lub sfera publiczna traktowana przez kogoś jak prywatna ( pl.wiktionary.org/wiki/folwark )

Niestety ostatnio spotykam się z takim traktowaniem teatrów, jak prywatny folwark, coraz częściej i tak, jak Grzegorz Sobota uważam, że jest to zaprzeczeniem wszystkich wartości, dla których, jako reżyser warto robić teatr, a jako widz do niego przychodzić.

Grzegorz Sobota napisał o tym wszystkim obszerny artykuł na swoim blogu, który niniejszym cytuję:

 

 

Dlaczego nie lubię teatru …

 

To co stało się z teatrem w ciągu ostatnich lat jak dla mnie jest zaprzeczeniem jakiejkolwiek wolności twórczej. Jest zaprzeczeniem wszystkich wartości, dla których zdecydowałem się kiedyś robić to, co robię. Teatry stały się folwarkami prywatnych interesów grup wzajemnych adoracji. Praktycznie bez żadnej kontroli nad wydatkami. A skoro się z publicznych pieniędzy dzieli, to ten podział wygląda dziś tak a nie inaczej. I oto nagle w teatrze przestało już się liczyć cokolwiek poza pieniędzmi. Albo się temu podporządkujesz i siedzisz cicho, albo wypadasz.  Wolałem się nie podporządkowywać. Taką podjąłem decyzję kilka lat temu dystansując się od tego „światka wzajemnych adoracji”, wzajemnych „wycinek”, związków zawodowych i wojenek o pietruszkę. A teraz czuję się człowiekiem wolnym, cieszę się z tego i chyba trudno byłoby komukolwiek zwerbować mnie do jakiejś współpracy na zasadach innych niż te które mógłbym akceptować.

W moim odczuciu teatry wpadły w pułapkę bez wyjścia. Dziś bez dotacji, subwencji, czy jakichś projektów po prostu nie mogą funkcjonować. I to nie tylko te teatry publiczne, prywatne też. Oczywiście można zrzucić wszystko na widza. Powiedzieć, że ludzie nie chodzą do teatru bo są prymitywni, etc., ale to guzik prawda. Ludzie chcą i potrzebują teatru, sztuki. Tyle że stali się po prostu ostrożni . Ogólnie widownia dziś, to ciekawe zagadnienie. W jednym okopie  pieszczochy teatralne, z darmowymi wejściówkami, okupanci bankietowi, kółka wzajemnych adoracji, a w drugim tzw. „widz z ulicy” czyli człowiek, który na to wyjście do teatru musiał wydać 50 czy 100 zł., który uczciwie kupił bilet i który po ludzku chciałby, żeby to wszystko miało jakiś poziom artystyczny. Nie wspominając już o tym, że może mieć zachciankę, żeby w tym teatrze coś go poruszyło i może niekoniecznie to, że się go obraża. Nie rozumiałem nigdy tego jaką logikę koledzy widzieli w robieniu tzw. „teatru dla elit”, czyli dla wspomnianych pieszczochów. Wyszło na moje. I skończyło się tym, że ludzie po prostu do teatru się zniechęcili. I słusznie. Szkoda tylko, że oberwało się wszystkim po równo, tym, którzy starali się robić coś dla widza też. A teraz mówi się, że więcej jest  ludzi którzy chcą teatr robić, niż osób teatrem zainteresowanych. Moje gratulacje. Najpierw robić „teatry dla elit” a potem biadolić, że sami dla siebie grają.

Nie wiem jaki powinien być teatr.  Z pewnością nie taki jakim jest obecnie. A przynajmniej nie taki, jakim jest, za publiczną kasę. Oczywiście jeśli ktoś robi teatr za swoje pieniądze, to może grać nawet dla jednego widza. Nawet bez widza, dla samego siebie. Tylko że nikt przy zdrowych zmysłach nie robiłby za swoje pieniądze takiego teatru. Za cudze jak widać można. Można się oczywiście spierać o to, czy i w jakiej formie powinien być dotowany. Nie wiem więc  jaki powinien być. Wiem natomiast, że o tym jaki powinien być nie powinni decydować ani samorządowcy, ani okupanci bankietowi, ani recenzenci tylko po prostu widz. A widz głosuje w bardzo prosty sposób. Weryfikowalny i namacalny. Widz głosuje kupując bilet i zostawiając pieniądze w kasie teatru. I to on powinien być w nim najważniejszy.  Wszelkie dotacje, wsparcie finansowe powinno iść za tym biletem właśnie. Dokładnie tak samo, jak dziś rozprowadza się subwencje oświatowe. Skoro pieniądze mogą być przyznawane „na ucznia” a nie na szkołę, to ja bym poprosił o takie same „na widza”, a precyzując „na bilet”, a nie na teatr. I równe stawki dopłat do każdego sprzedanego biletu dla dowolnego teatru. Myślę, że wtedy skończyłyby się wzajemne kokieterie, a zacząłby się liczyć ten widz właśnie, dla którego teatr powinien stać otworem…

 

Link do źródła:
http://grzegorz-sobota.blogspot.com/2014/12/dlaczego-nie-lubie-teatru.html

folwark soboty

Grzegorz Sobota, aktor, dyrektor teatru, reżyser, człowiek teatru:
http://www.e-teatr.pl/pl/osoby/48087,karierateatr.html#start

___________________________________________________________________________________________
#teatr