Geniusz przypłacony szaleństwem

Geniusz przypłacony szaleństwem – Psychiatria od dawna dostrzega związek twórczości z różnymi zaburzeniami psychicznymi.

Jak pokazuje historia związek między twórczością i zaburzeniami psychicznymi jest bardzo ścisły i wielu wybitnych twórców cierpiało na różne choroby psychiczne. Wielu uważa, że to właśnie dzięki nim ich twórczość cechował prawdziwy geniusz. Jaka zatem jest cena geniuszu i czy nie jest on przypadkiem często przypłacony szaleństwem?

 

Geniusz przypłacony szaleństwem

 

Choroba, która łączy w sobie geniusz, depresję i szaleństwo

Biografie wielu wybitnych twórców pokazują, że cierpieli oni na zaburzenia dwubiegunowe. Twórczy szał łączył się nierozerwalnie z depresją, wielkie uniesienie z rozpaczą.

O twórczości Olgi Boznańskiej mówi się, że malowała duszę portretowanego. Prace krakowskiej artystki były cenione w całej Europie. Popularność nie przyniosła jej jednak szczęścia. Samotna przez większość życia, w malowaniu zatracała się zupełnie. Po śmierci ukochanej siostry (była chora psychicznie i popełniła samobójstwo) Boznańska „pogrąża się w świecie wyimaginowanym i pełnym udręk”.

Steve Jobs, gdy chciał przekonać kogoś do swojego pomysłu zachowywał się jak opętany. Potrafił bez przerwy o nim opowiadać, jego pasja, „gorączka” hipnotyzowała. Pracował bez wytchnienia, po 14 godzin na dobę. Lubił przy tym powtarzać, że tylko ludzie wystarczająco szaleni, by sądzić, że mogą zmienić świat są tymi, którzy go zmieniają.

Geniusz wiąże się z szaleństwem

Psychiatria od dawna dostrzega związek twórczości z zaburzeniami psychicznymi. Pierwszym, który zwrócił uwagę na to, że wśród osób wybitnych częściej występują wahania nastroju, był Arystoteles. Już ok. 350 roku p.n.e. zastanawiał się, jak to jest, że ci, którzy znają sztukę, poezję, filozofię, są melancholikami?

– Dziś, na podstawie badań, ponad wszelką wątpliwość wiemy, że kreatywność, geniusz, wiążą się z szaleństwem – mówi prof. Aleksander Araszkiewicz, kierownik Katedry Psychiatrii Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. – Analizy biografii wielkich malarzy, poetów, pisarzy potwierdzają, że bardzo często borykali się oni z chorobą afektywną dwubiegunową. Oczywiście nie można powiedzieć, że każdy wybitny artysta był chory psychicznie. Ale jest ich wyraźna nadreprezentacja wśród badanych.

W książce pod tytułem „Hipomaniczny skraj” John Gartner opisuje Krzysztofa Kolumba, Teda Turnera, Steva Jobsa oraz inne wielkie umysły biznesowe, zmagające się z tym samym zaburzeniem: chorobą dwubiegunową afektywną. Inna książka, napisana w połowie lat 90. pt. „Dotknięci Ogniem”, autorstwa Kay Redfield Jamison, zwraca uwagę na kreatywną stronę tej choroby: Mozart, Beethoven, jak również Van Gogh cierpieli na depresję maniakalną.

Z resztą lista jest o wiele dłuższa. Jerzy Kosiński, Stanisław Witkiewicz, Ernrest Hemingway, Jimi Hendrix, Janice Joplin, Marilyn Monroe, Virginia Woolf, Mark Rothko – wszyscy oni, najpewniej w wyniku zaburzeń psychicznych, popełnili samobójstwo.

Badania

Próby udowodnienia kreatywności z predyspozycją do choroby opierają się nie tylko na analizie biografii wielkich twórców.

Jedną z pierwszych osób prowadzących badania na ten temat była profesor Nancy Andreasen z Uniwersytetu w Iowa (Stany Zjednoczone). Przez 15 lat obserwowała 30 znanych pisarzy. W 1974 roku stwierdziła, iż u 80 procent z nich wystąpiły objawy zaburzeń afektywnych, a u niemal połowy (w porównaniu z 10 proc. osób z grupy kontrolnej niebędących artystami) rozpoznała chorobę dwubiegunową.

Dwa lata później Kay Redfield Jamison, profesor psychiatrii na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa, która sama zmaga się z chorobą dwubiegunową, przebadała 47 członków British Royal Academy. 38 procent z nich było leczonych z powodu gwałtownych zmian nastroju.

Felix Post i jego pośmiertna analiza życiorysów znanych naukowców, polityków i artystów wykazała występowanie depresji u 72 procent pisarzy.

Psychiatra Arnold Ludwig badając grupę 59 pisarek, wykazał występowanie depresji u ponad połowy z nich, a stanów maniakalnych u jednej piątych przebadanych.

Analizując biografie sławnych Amerykanów, którzy wnieśli wkład w rozwój kraju stwierdził, iż zaburzenia afektywne występowały częściej u twórców (plastyków, pisarzy, muzyków) niż wśród wojskowych czy naukowców.

To, że największa liczba prac poświęcona związkowi kreatywności z chorobą dwubiegunową powstała w Ameryce, to nie przypadek. Prof. Araszkiewicz ma swoją teorię skąd się bierze tak wielkie zainteresowanie Amerykanów tym tematem.

– Nie chciałbym powiedzieć, że Amerykę stworzyły osoby chore – podkreśla. – Ale w 97 procentach byli to imigranci. A przecież trzeba mieć mnóstwo determinacji, by wybrać się z Europy tak daleko. To wręcz szaleńczy pomysł. Skłonność do podejmowania ryzyka, wiara, że wszystko zależy ode mnie, wszystko mi się uda, jest charakterystyczne dla choroby dwubiegunowej – dodaje.

Dotknięci ogniem

Chorzy na chorobę afektywną dwubiegunową żyją między niebem, a piekłem. Miotają się między smutkiem, a niepohamowanym pobudzeniem.

Hipomania to coś jak twórczy szał, skraj kreatywności. Dotknięcie ogniem. To jakby silnik wyrwał się spod kontroli, maserati pędzące bez hamulców. Świat jest piękny. Słońce, drzewa, wiatr we włosach. Mogę wszystko! Jestem wielki. Działać, działać, pracować!

– W tej fazie chory jest błyskotliwy, twórczy, kreatywny, ma nietuzinkowe, oryginalne pomysły, napęd do działania i realizowania swoich idei – wyjaśnia prof. Araszkiewicz. – Ma doskonały nastrój. Pojawia się szybkość kojarzenia, interpretowania rzeczywistości, wizjonerskie postrzeganie świata, ostrość, wyraźność widzenia. Wtedy właśnie powstają najwybitniejsze dzieła.

W skrajnej postaci choroby hipomania przechodzi w manię. Ta zaś prowadzi do chaosu.

Chory nie jest w stanie tworzyć. Przeskakuje z tematu na temat, jest przekonany o swojej wielkości, co często prowadzi do konfliktów. Wpada w rozdrażnienie i złość, gdy inni nie respektują jego woli.

Pojawia się skłonność do ryzykownych zachowań seksualnych, finansowych.

– Epizody manii i hipomanii są jednak niezwykle rzadkie – zaznacza dr Marcin Siwek z Katedry Psychiatrii CMUJ, kierownik Oddziału Zaburzeń Afektywnych. – W pierwszym typie choroby depresje stanowią jedną trzecią życia pacjenta, zaś manie zaledwie 10 proc. W drugim typie epizody hipomanii są jeszcze rzadsze: to kilka procent, podczas gdy depresja obejmuje 50-60 proc. życia.

Niewątpliwie kultura, sztuka, nauka wiele by straciły, gdyby nie było choroby afektywnej dwubiegunowej

Stąd problemy z rozpoznaniem choroby. Często jest ona mylona z nawracająca depresją. Od pierwszych zaburzeń, do postawienia prawidłowej diagnozy, mija nawet 10 lat.

Po epizodzie pobudzenia przychodzi depresja. Ciężkie kotary w oknach. Mrok. Nic dookoła. Bezruch. Bezwład. Dno. Smutek spowija głowę. Nie można się wyrwać. Spać. Nie myśleć.

W depresji człowiek jest zniechęcony, wycofany, nie ma siły i chęci do działania. Jest anhedonia, stan, gdy nic człowieka nie cieszy.

Osoba zdrowa jest wyposażona w mechanizmy obronne, które pozwalają funkcjonować mimo tego, że są stresy, problemy. W depresji te mechanizmy znikają.

– Pojawia się hiperrealizm, chory nie potrafi retuszować rzeczywistości, widzi świat bez klosza ochronnego: jest jak jest, lepiej nie będzie, nie ma co do tego złudzeń – wyjaśnia dr Siwek. – Chory jest skupiony na sobie, na własnym cierpieniu. Ale to z doświadczeń depresyjnych najczęściej czerpie natchnienie do swojej twórczości. Duża część literatury wysokiej ma mroczny, pesymistyczny charakter. Twórca przekazuje ból istnienia, który przeżywa.

Chorobie często towarzyszy nadużywania alkoholu, uzależnienia od substancji psychoaktywnych.

W stanie manii używki służą temu, by rozszerzyć perspektywę. W depresji: by powrócić do stanu twórczego.

Dr Joanna Kwaśniewska, psycholog z Uniwersytetu SWPS w Warszawie, jest trenerem twórczości. Prowadzi zajęcia z kreatywności.

Doradza kursantom, by rozdzielić myślenie dywergencyjne od konwergencyjnego. Pierwszy typ polega na odrzuceniu oceny krytycznej wobec swoich pomysłów, mogą one być dziwaczne, nierealne, szalone, chodzi o to, by wygenerować ich jak najwięcej. Dopiero w kolejnej fazie oceniamy to, co stworzyliśmy, poprawiamy, patrzymy z dystansem czy nasze pomysły są wartościowe, możliwe do realizacji.

– Te dwa etapy procesu twórczego można porównać do dwóch faz choroby dwubiegunowej: stanu hipomanii – gdy człowiek ma mnóstwo energii i optymistyczne podejście do tego, co robi, dzięki czemu wpada na niebanalne pomysły i wytrwale je realizuje oraz depresji, większego nasilenia myślenia krytycznego – kiedy dostrzega to trudne, nieudane, przykre, analizuje negatywne aspekty rzeczywistości, „cierpi za miliony”. Ta emocjonalna nierównowaga, można powiedzieć, służy twórczości – mówi dr Kwaśniewska.

Z demonami odchodzą anioły

Istnieje kilka sposobów tłumaczenia związku choroby z twórczością.

Pierwszy zakłada, że sztuka daje ujście nagromadzonym emocjom, jest skutkiem ubocznym arteterapii, choroba staje się impulsem do odkrycia w sobie talentu……

…..Kiedy poecie Rainerowi Maria Rilkemu proponowano psychoanalizę, nie zgodził się: – Nie odbierajcie mi moich demonów, bo z nimi odejdą również anioły – mówił.

Ojciec malarza Edwarda Muncha chorował na depresję, a siostra na schizofrenię. Sam malarz walczył z nerwicą i depresją.

Po którymś z kolei załamaniu poddał się leczeniu, odzyskał spokój. Ale utracił cząstkę talentu.

– Niewątpliwie kultura, sztuka, nauka wiele by straciły, gdyby nie było choroby afektywnej dwubiegunowej – przyznaje prof. Araszkiewicz. – Trudno jednak zostawić człowieka w depresji bez leków. Tak zwane stabilizatory nastroju nie odbierają możliwości tworzenia, pomagają za to w utrzymaniu równowagi pomiędzy manią a depresją.

Depresja niesie samozniszczenie.

Chory ponosi zbyt wielkie koszty, cierpi, odczuwa lęki. Choroba dwubiegunowa obarczona jest największym ryzykiem samobójstwa, wielokrotnie większym niż w przypadku nawracającej depresji.

Prawda jest taka, że nie ma drugiej tak niebezpiecznej choroby.

Epizody depresji są w niej niezwykle częste, uporczywe, długotrwałe, trudne do wyleczenia. Dlatego tak często chory, by przerwać cierpienie porywa się na własne życie.

Koszty tworzenia

Może być też i tak, że to twórczość wyzwala chorobę. Chodzi przede wszystkim o emocjonalne koszty tworzenia.

Twórca wiecznie podejmuje ryzyko. I to w wielu sferach. W twórczości musi być coś nowatorskiego, niespotykanego wcześniej. To sprawia, że artysta często jest nierozumiany, krytykowany, poświęca całe życie czemuś, co może nie zyskać aprobaty. Wielu malarzy żyła w nędzy, ich geniusz dostrzegano dopiero po śmierci.

Chorobie sprzyja „niehigieniczny” tryb życia jaki prowadzi większość artystów tworzących na wybitnym poziomie. Angażują się w ideę, dzieło całym sobą, zatracają się kompletnie.

Nie mają dopływu dobrej energii życiowej. Rezygnują z tego wszystkiego, z czego czerpią szczęście zwykli ludzie. Nie myślą o śnie, jedzeniu, zaniedbują relacje z najbliższymi, bo pracują do upadłego.

– Zwykle jest tak, że osoba wybitna ma u swojego boku kogoś, kto dba o te przyziemne sprawy – zauważa dr Kwaśniewska. – Żona Zygmunta Freuda co wieczór prasowała jego ubrania i wywieszała w sypialni, robiła śniadania, zajmowała się domem. Olga Boznańska była samotna, stąd jej dramatyczne życie: niedojadanie, palenie, spanie w brudzie – bo całkowicie poświęcała się sztuce. Nie było już miejsca na prozę życia.

Geny

W poszukiwaniu zależności między chorobą, a kreatywnością i geniuszem prowadzone są też badania neurologiczne funkcjonowania mózgu. Okazuje się, że geny odpowiedzialne za rozwój choroby dwubiegunowej to te same, które wiążą się z kreatywnością. To one sprawiają, że niektórzy są bardziej podatni na zachorowanie, a inni mniej.

W mózgu osoby chorej bardziej aktywne są obszary związane z układem dopaminoergicznym.

Dopamina odgrywa ważną rolę w procesach poznawczych, uczenia się, odczuwania przyjemności. Jej nadaktywność jest charakterystyczna dla stanów manii, zaś w depresji poziom dopaminy spada.

Wykazano też podobieństwa w sposobie myślenia i przetwarzania informacji osób twórczych i tych z zaburzeniami psychicznymi. Jedni i drudzy myślą w sposób niestandardowy, odmienny od myślenia tłumu, są bardziej wrażliwi na bodźce z zewnątrz.

Więc być może nie ma czegoś takiego, jak bycie szalonym?

Może to oznacza po prostu bycie bardziej wrażliwym, dostrzeganie tego, czego nie mogą poczuć i zobaczyć inni? Może każdy jest trochę zwariowany? Mniej lub bardziej normalny?

Katarzyna Janiszewska

cały artykuł:
https://plus.gazetakrakowska.pl/magazyn/a/choroba-ktora-laczy-w-sobie-geniusz-depresje-i-szalenstwo,11671288


#depresja