GTM powoli umiera?

„GTM powoli umiera” – pozwoliłem sobie przedrukować bardzo krytyczny artykuł Dariusza Jezierskiego o fatalnym stanie infrastruktury GTM pt. „Co zrobić z truchłem GTM?”

 

GTM powoli umieraDarek niezwykle ostro krytykuje poprzedniego dyrektora i władze miasta za warunki w jakich przyszło pracować artystom Gliwickiego Teatru Muzycznego.

Ja mam zbyt mało informacji, żeby wypowiadać się w sprawie, kto temu jest winny, więc pozostawię sam artykuł bez komentarza, żeby każdy sam mógł sobie wyciągnąć własne wnioski.

Nachodzi mnie jednak pewna refleksja, że do dobrej sztuki nie jest potrzebny ani marmur, ani złote sracze.

Jeżeli u korzeni istnieje prawdziwa pasja, to dobra sztuka może istnieć wszędzie i w każdych warunkach.

Zbyt wiele widziałem teatrów z odnowionymi garderobami, lśniącymi łazienkami, pokojami antystresowymi etc. etc. w których o sztukę było równie trudno jak o piasek na antarktydzie.

Albowiem dokładnie, jak w wypadku sportu – to nie dobra rakieta czyni genialnego tenisistę.

Prawdziwa pasja i miłość do tego, co się w życiu robi jest w stanie zastąpić wszelkie niedogodności i na potwierdzenie tej tezy mogę powiedzieć, że widziałem wiele znakomitych przedstawień w nieogrzewanych wnętrzach piwnicznych, na obskurnych dworcach kolejowych, w zdezelowanych halach fabrycznych itd. itp. etc.

Najgorzej jest jednak chyba, kiedy brak pasji łączy się ze złym zarządzaniem, bo wtedy dla artystów robi się istne piekło na ziemi.

Amen

 

 

Co zrobić z truchłem GTM? – 2

  • 9 kwietnia 2016
Operetka czy musical kojarzą się ze scenicznym przepychem na pograniczu kiczu, a w zasadzie już za tą umowną granicą. Złoto, światlo, kolory – sztuczne bogactwo. Między innymi z tego powodu jest to jedna z najkosztowniejszych form sztuki scenicznej. Nie inaczej było również w Gliwickim Teatrze Muzycznym, choć w ostatnich latach także w tej sferze wyglądało wszystko coraz biedniej. Postanowiłem więc spojrzeć na nasz teatr od drugiej strony – wejść na zaplecza, do gabinetów dyrekcji, ale również do sal prób, rekwizytorni, garderób. Obejrzeć sanitariaty, ale również orkiestron, krótko mówiąc wszystko to, czego gliwickie media dotąd raczej nie zaszczycały swoją uwagą.Garderoba

Prowizoryczna garderoba, tuż obok pomieszczeń dyrekcji, wykrojona z części gabinetu dyrektora.

 

Nie ukrywam, że otrzymywałem już wcześniej sygnały na temat skandalicznych zaniedbań w tych kwestiach. W sytuacji, w której mają się zatem decydować losy tej instytucji, warto zająć się także sprawami, którymi przez kilkanaście lat nie zajmowało się kierownictwo teatru, ograniczając się jedynie do podstawowych prac, które najlepiej określić mianem pobieżnego odnawiania. Wykonywano je w celu ukrycia – oczywiście tylko przed mniej uważnym obserwatorem – stanu faktycznego, wyzierającego zewsząd ubóstwa, wszechobecnej prowizorki, grzyba i stęchlizny. To, co zobaczyłem zszokowało mnie i sprawiło, że nieco innym okiem patrzę w tej chwili na sprawy rozliczenia poprzedniej dyrekcji, ale także władz miasta, odpowiedzialnych za GTM, również jako za mienie, pozostające własnością gminy. To właśnie w takich miejscach i sytuacjach, w smrodzie unoszącym się ze starych instalacji sanitarnych, rozwiewa się mit wielkiego gospodarza, serwowany nam od lat przez Urząd Miasta. Mówi się o tym, że gospodarza poznasz tak naprawdę wtedy, kiedy zajrzysz do najodleglejszej obory. Prawdę o sposobie zarządzania kulturą i podejściu do artystów – twórców tej kultury, poznamy wchodząc na zaplecza Gliwickiego Teatru Muzycznego.

Winnych za obecny stan rzeczy, będący efektem wieloletnich zaniedbań jest wielu i to po różnych stronach. Oczywiście największą odpowiedzialnością obarczam Pawła Gabarę, byłego dyrektora, którego obowiązkiem było zadbać o majątek, którym zarządzał, alarmować, dobijać się, iść do mediów. Dyrektor Gabara milczał jak wiemy lat kilkanaście. Ukrywał to, co dzieje się w trzewiach zarządzanej przez niego instytucji. Przemówił, kiedy system go wypluł, jako osobę niepotrzebną, ale właśnie jego milcząca zgoda na taki stan rzeczy oznacza, że przez te lata był przede wszystkim kiepskim ekonomem, dla którego sprawy tak naprawdę decydujące o jakości i przyszłości szły w odstawkę. Winien jest także cały zespół artystyczny teatru. O tym mogę coś powiedzieć, gdyż wielokrotnie kontaktowałem się z różnymi osobami, które „jak przyszło co do czego” wycofywały się, bojąc się o własną skórę. Skargom nie było końca, ale kiedy przyszło do ich autoryzowania – sza! Usprawiedliwione? Za nic w świecie! To właśnie na takim zniewoleniu ludzi bazują wszelkie kliki, mafie, systemy autorytarne. Wy, którzy czytacie te słowa i rozpoznajecie się w tym obrazie moich rozmówców, stonujcie proszę wasze święte oburzenie teraz, kiedy przychodzi zmierzyć się z prawdziwymi efektami minionej dekady.

Winna jest władza, która zapewne nie zaszczyciła nigdy swoją obecnością orkiestronu. A szkoda. Krystianie Tomalo, Katarzyno Łosicka, Komisjo Kultury Rady Miejskiej… byliście kiedyś w rekwizytorni? Przemykaliście się piwnicznymi korytarzami do orkiestronu? Usiedliście z muzykami w ciasnej pozbawionej powietrza klatce, mając wrażenie, że sufit zwala się wam na głowy? Weszliście do cuchnącej kloacznymi wyziewami łazienki, po ciężkiej harówie na scenie, między aktami? Nie muszę odpowiadać, prawda? A powinniście!

Chodziłem tymi zakamarkami, dobrymi dla gryzoni, i włos jeżył mi się na głowie. Jestem pełen podziwu dla artystów GTM, mimo ich nieusprawiedliwionego milczenia, za to, że potrafili mimo wszystko robić to, co do nich należy. Tym większy szacunek budzi we mnie ostatnia „Rodzina Adamsów”. Choć może akurat ta sceneria na zapleczach wpisywała się w klimat i pomagała trzymać napięcie… Ok, nie miejsce na żarty.

Jeśli ktoś sądziłby, że inaczej wygląda w pomieszczeniach dyrekcji – zdziwiłby się. Gabinet Grzegorza Krawczyka – jak po wojnie. Pozwoliłem sobie na żart, że dyrektor gra rolę Spartanina, który sobie nie dogadza. Ale tak naprawdę, to skandal… Po wyjściu dyrektora Gabary wygląda to jak pobojowisko. Biurko z plątaniną kabli, parkowa ławka dla petentów, jakiś fotel niewiadomego pochodzenia… Nieco lepiej jest u zastępcy, Krzysztofa Korwina-Piotrowskiego. Sprawa wyjaśnia się szybko – większość wyposażenia, to jego prywatne rzeczy. Sekretariat… Wybierzcie się sami.

Przyszła teraz pora zapytać o promocję miasta. W formie zadania do przemyślenia. Co ma większe znaczenie dla promocji Gliwic – zadowolenie tych, którzy otrzymali nienajgorsze wieczne pióra i dołożyli je do kolekcji podobnych, czy też niesmak, a czasem obrzydzenie setek osób z całej Polski, przewijających się przez zaplecza GTM, jego garderoby i sanitariaty? Jakim GOSPODARZEM okażą się władze Gliwic dla jednych i drugich?
Pora na konkluzję. Będzie brutalna. Chcemy festiwalu, z udziałem najlepszych teatrów z całej Polski? Usuńmy grzyba i sprawmy, żeby artyści nie brzydzili się przebierać w tych pomieszczeniach. Zróbmy takie sanitariaty, żeby nie brzydzili się na nich posadzić swoich delikatnych tyłków ani Katarzyna Łosicka, ani Krystian Tomala. Nie poniżajmy artystów, traktując ich jak istoty zasługujące na takie traktowanie. Pamiętajmy, że w przypadku ludzi z zespołu GTM, mówimy tu o tych, którzy spędzają w tej artystycznej Syberii połowę swojego życia.

Zamieszczam dwie fotografie. Wierzę, że sprawą zainteresują się inne gliwickie media. Żądam, aby odpowiednia komisja Rady Miejskiej nie odwiedzała tylko hal, deteesiek i stadionu Piasta, ale wybrała się do podziemi gliwickiego Mordoru i przywróciła godność ludziom, którzy niewinnie zostali na niego skazani.

CO ROBIĆ Z TRUCHŁEM GTM?

a. ZADBAĆ O WARUNKI PRACY!

Ładnie

Pleśń

Dariusz Jezierski
http://info-poster.eu/co-zrobic-z-truchlem-gtm-2/


#teatr