Harriet Headsquare nie żyje

Harriet Headsquare nie żyje – następny odcinek kryminału mojego przyjaciela z Irlandii, który tu publikuję, a który nigdzie się jeszcze nie ukazał.

Mój kumpel z Irlandii zaczął pisać fajny kryminał, który na tyle mi się spodobał, że będę go na bieżąco tłumaczył i zamieszczał w odcinkach na moim blogu. Ma tytuł “Podwójna śmierć w Hamlet City”, a dzisiejszy odcinek jest o tym jak Lea dowiaduje się, że Harriet Headsquare nie żyje.

 

 

 

Harriet Headsquare nie żyje

 

 

 

Harriet Headsquare nie żyje

„Czyżby Mona znowu chciała pożyczyć forsę?”- kolejna myśl zaświtała w głowie Lei.

 

„Na szczęście z czystym sumieniem odmówię, bo naprawdę nie mam ani grosza…” – z ulgą sama się usprawiedliwiła. Prawnicze studia Rose pochłaniały całkiem pokaźną sumkę, a oni z Johnem też potrzebowali żyć…

 

„A może po prostu nie będę odbierać?” – wahała się wciąż, zerkając na ekran telefonu. Ale Mona nie ustępowała.

 

– Hej, hej, Mona, co słychać? -Lea w końcu odebrała połączenie, starając się mieć jak najmilszy ton głosu.

 

– Lea? Co tak długo nie odbierasz? Usiądź, muszę ci coś powiedzieć-Mona zawiesiła teatralnie głos. – Siedzisz? No, to musisz wiedzieć, że… ale już siedzisz, prawda?… chcę ci powiedzieć, że Harriet Headsquare nie żyje… zmarła dzisiaj w nocy… Lea, co ty na to?

 

Lea ciężko opadła na szeroką, miękką kanapę, uderzając głową o dolną część białej ramy, okalającej jej portret, narysowany pastelami przez Nicka Billberry, utalentowanego, młodszego brata jej męża. Portret powstał jakieś ćwierć wieku temu, kiedy idealny profil Lei miał jeszcze cudowny, płynny owal, bez chomiczych worków po obu stronach ust. Wprawiony w ruch obraz przesunął się jak wahadło, kreśląc amplitudę na najdłuższej ścianie w salonie, a La wiedziała, że od teraz świeżo wyprana jasnobeżowa narzuta, pachnąca słodkawym, lawendowym płynem do zmiękczania tkanin, nie wiedzieć czemu, zawsze będzie jej się kojarzyła ze śmiercią Harriet Headsquare.

 

– Jak to? Dlaczego? Co się stało?-wyszeptała niemal bezgłośnie w prostokąt telefonu.

 

Ostatni raz widziały się z Harriet we czwartek, trzy dni temu. Wtedy była w całkowicie dobrej kondycji fizycznej, chociaż… może po jej szczupłej, smagłej twarzy widać było, że jest jakaś przygaszona, nieobecna, jakby wykluczona, ale żeby od razu umrzeć? Ot, tak, wziąć i umrzeć w weekend? To nie mogła być prawda… nie… Harriet… przecież była o jakieś sześć lat młodsza od Lei… no owszem, mówiła często o chorym sercu, o niedomagającej tarczycy, o menopauzie, ale żeby aż z tego powodu zabierać się na tamten świat…?

 

– Lea, jesteś tam? Rozumiesz co powiedziałam?-Mona Sand była w Hamlet City znaną sensatką i niecierpliwiła się, że nie słyszy reakcji Lei. Zdecydowanie wolałaby osobiście poinformować ją o tym, tak twarzą w twarz, bo lubiła patrzeć z satysfakcją i na gorąco oceniać jakie wrażenie na ludziach wywołuje „taka” wiadomość. News o śmierci.

 

– Jestem… jestem… Mona… ale jak to: „Harriet nie żyje?” Jak to: „zmarła”?

 

– No tak, tak po prostu wczoraj żyła, ale dzisiaj już nie żyje…

 

C.D.N.

 

 

sensat/sensatka

1. daw. «człowiek przesadnie poważny, silący się na uczoność»

 

2. pot. «człowiek dopatrujący się we wszystkim sensacji»

 

https://sjp.pwn.pl/slowniki/sensatka.html


#JohnRefox