Istota kultury

Czym jest istota kultury dla nas jako państwa? Sławomir Pietras twierdzi, za ministrem kultury, że nie ma społecznego zrozumienia dla tego pytania.

kulturyJa się z tym nie zgadzam. Uważam, że w Polsce nie ma zrozumienia RZĄDZĄCYCH czym jest istota kultury dla nas jako państwa.

Z tego wynika coraz bardziej marginalna rola teatru w życiu społecznym Polski. Z tego wynika reszta TRAFNYCH spostrzeżeń Pana Pietrasa w poniższym artykule.

Zamiast w artystów inwestuje się w puste budy. Brak merytorycznie przygotowanej kadry kierowniczej teatrów. Groteskowy system wyłaniania dyrektorów w ustawionych konkursach, przypadkowy repertuar, nepotyzm, kolesiostwo, klikowość, rzesza skorumpowanych pseudokrytyków i układ wzajemnie się wymieniających spektaklami festiwalowymi teatrów. Itd, itp. etc.

Pietras: Boleśnie trafione diagnozy

Najbliższe 12 miesięcy ogłoszono rokiem Polskiego Teatru Publicznego. Zamiast zacząć od znacznego podniesienia wynagrodzeń aktorów, śpiewaków, tancerzy, muzyków, pracowników sceny i zaplecza oraz teatralnych atelier, zajęto się statystyką. Jej wyniki są przerażające – felieton Sławomira Pietrasa w Angorze.

W zeszłym roku tylko 2 procent rodaków odwiedziło teatr trzykrotnie. Co szósty Polak przynajmniej raz obejrzał cokolwiek na scenie, a 84 procent mieszkańców między Odrą a Bugiem nie chodziło do teatru wcale. Wśród tych, co chodzili, było prawie dwukrotnie więcej kobiet niż mężczyzn, z niewielką przewagą młodzieży z wycieczek szkolnych. Wśród niechodzących najwięcej jest osób z wykształceniem podstawowym, zasadniczym zawodowym i mieszkających na wsi. Pozostający w domu jako przeszkodę wymieniają problemy komunikacyjne, zmęczenie po pracy, brak wolnego czasu, ceny biletów, a nawet nieposiadanie odpowiedniego stroju.

Wszystko to zawracanie głowy. Powodem upadku społecznego zainteresowania sztuką teatru jest kolosalne niedostosowanie działań teatralnych do potrzeb, zainteresowań, poziomu percepcji i zakresu wiedzy olbrzymiej masy potencjalnych widzów zalegających tapczany przed telewizorami, imprezujących przy byle okazji lub wypełniających nudę dnia codziennego czynnościami nie do opisania w szanującym się felietonie.

W tej sprawie duże pretensje należy zgłaszać do źle funkcjonującego systemu edukacji, słabej promocji instytucji teatralnych, a przede wszystkim do repertuaru. To zagadnienie niezwykle skomplikowane, ale z grubsza rzecz biorąc, my tylko udajemy konstruowanie planów teatralnych z myślą o widzu. Zanim o nim pomyślimy, usiłujemy wziąć pod uwagę opinię krytyki, preferencje różnego autoramentu i różnych szczebli przełożonych, oczekiwania zatrudnionych artystów i realizatorów, a wcale nierzadko własne interesy i interesiki, co staramy się uprawiać jak najbardziej skrycie.

Wśród nich trudno ukryć wspieranie wąskiej grupy reżyserów, pochłaniających zawrotne honoraria za wymyślanie spektakli, które mają znamiona produkcji festiwalowych poszukiwanych za granicą, słowem – o poziomie i randze światowej. Sceny ich zapraszające mogą liczyć na wyższe dotacje, bardzo często kosztem teatrów zdeterminowanych codzienną pracą u podstaw, z myślą o istotnych potrzebach widza, różnorodnych, dostosowanych do jego zainteresowań i możliwości percepcyjnych.

Czy dzieje się tak zawsze i wszędzie? W naszej rzeczywistości diagnoza ta wydaje się być pewna i niepodważalna. System wyłaniania liderów teatralnych w drodze kuriozalnych konkursów, o których wynikach mówi się głośno, zanim nastąpią rozstrzygnięcia, gwarantuje jedynie hołdowanie przeciętności, artystycznemu nikiforyzmowi, działaniu po omacku i zmierza do wcześniejszej lub późniejszej katastrofy. Tę sytuację pogarsza brak jakichkolwiek poczynań w zakresie kształcenia kadry kierowniczej teatrów, a jeszcze bardziej nędza ekonomiczna, w którą wpędzono polską kulturę, co najbardziej uderzyło w instytucje teatralne właśnie w 250. rocznicę powstania Teatru Narodowego.

Pogoń za widzem miała sens w czasach Bogusławskiego, którego teatr był przedsiębiorstwem prywatnym i nie wiem, czy słusznie wkrótce upaństwowionym przez króla. Teraz jesteśmy świadkami pogoni za przetrwaniem, kiedy dochody ze sprzedaży biletów nie sięgają nawet 10 procent teatralnego budżetu, a walka idzie o granty, podział malejących środków na kulturę w samorządach, topniejące tzw. dochody własne czy zanikający zawstydzająco skromny sponsoring.

Z coraz mniejszą nadzieją wsłuchujemy się w boleśnie trafne diagnozy, jakie postawiła ostatnio minister kultury i dziedzictwa narodowego Małgorzata Omilanowska w radiu TOK FM: „Kluczowe jest powszechne społeczne zrozumienie istoty kultury dla narodu. Minister nie może w demokratycznym państwie wpływać na decyzje samorządów o finansowaniu kultury. Jeśli osoby, które zasiadają w radach różnego szczebla, nie widzą potrzeby zwiększania środków na kulturę, to znaczy, że w Polsce nie ma społecznego zrozumienia dla tego, czym jest istota kultury dla nas jako państwa”.