JAK SYMULOWAĆ BEZKARNIE

Moją przygodę z wojskiem zacząłem od stawienia się na służbę 3 dni później niż wszyscy. Naściemniałem, że muszę zdać sesję i udało mi się uzyskać trzydniowe odroczenie.

Nie wiem w jakim świecie fantazji się wychowałem, ale miałem wyobrażenie o wojsku, mniej więcej takie, jakie się ma jadąc klimatyzowanym samochodem, przez piękny krajobraz wiejski – dopiero, kiedy się z auta wysiada, dociera do człowieka, że na zewnątrz jest upał, lata mnóstwo owadów i śmierdzi krowimi plackami.

Kiedy od razu pod koniec pierwszego dnia, wywieźli mnie na poligon i okazało się, że mam spać w namiocie, bezpośrednio na ziemi wraz 20 innymi chłopakami, mina mi zrzedła i zrozumiałem, że wojsko nie ma nic wspólnego z heroicznymi filmami i książkami, których się naoglądałem i naczytałem w dzieciństwie.

Nie tracąc jednak rezonu, natychmiast oznajmiłem mojemu dowódcy kompani w randze kapitana, że biorę antybiotyki i że zapomniałem leku w koszarach, a lek muszę bezwzględnie brać co 12 godzin i nie mogę przerwać kuracji.

Ponieważ oficerowie zawodowi, byli bardzo czuli na punkcie zdrowia swoich podwładnych, a uściślając bardzo dbali, żeby ich decyzje nie spowodowały jakiegoś wypadku, za który przyjdzie im odpowiadać w sądzie, mój kapitan, mocno zniechęcony, ale jednakowoż pod presją, że może doprowadzić do nagłego pogorszenia zdrowia szeregowego Kempinsky’ego sam zabrał mnie te kilkadziesiąt kilometrów z powrotem do Ystad, kiedy tego dnia kończył służbę. A ponieważ już wtedy wojsko szwedzkie musiało się liczyć z wydatkami, nie widział innego wyjścia, niż pozostawienie mnie w koszarach i zabranie z powrotem na poligon, dopiero następnego dnia rano, kiedy znowu zaczynał służbę.

Tak oto moją pierwszą noc w wojsku spędziłem w prawie całkowicie pustej jednostce, gdzie siedziałem sobie i spokojnie popijałem kawę przed telewizorem, kiedy reszta moich towarzyszy broni ściskała się w zimnym namiocie, wdychając opary swoich kamratów. Wiem, to nieetyczne, ale takim właśnie egoistycznym gnojkiem wtedy byłem.

Następnego dnia zamiast jechać z powrotem z moim kapitanem stawiłem się u niczego jeszcze nie podejrzewającego lekarza i oznajmiłem mu, że moje zdrowie uległo (mimo antybiotyku) znacznemu pogorszeniu, a ponieważ lekarz w szwedzkim wojsku nie był raczej przyzwyczajony do symulantów, bo w Szwecji jak wszystkim wiadomo panuje wysoki etos pracy i poszanowania prawa, wypisał mi od ręki zwolnienie na resztę tygodnia, aż do zakończenia manewrów w lesie.

Nawet jeszcze nie podejrzewał, że jego system wartości, dobroduszność i nerwy, w najbliższym czasie zostaną za moją sprawą mocno nadszarpnięte.

A ja poświęciłem czas, który spędzałem sam w koszarach na drobiazgowym przestudiowaniu niesłychanie ważnej książeczki zatytułowanej „Prawa i Obowiązki Poborowego”

CDN


#GrzegorzKempinsky #Symulowanie #Szwejk