Jak zostać modnym reżyserem

Jak zostać modnym reżyserem – Jacek Marczyński opisuje kilka niezawodnych sposobów, aby zrobić karierę, jako reżyser.

Sposoby te dotyczą co prawda opery, ale w teatrze jest bardzo, bardzo podobnie, żeby nie powiedzieć identycznie: Wystarczy zmasakrować klasyczne dzieło umieszczając je w teraźniejszości, najlepiej udając, że jest to próba, albo nagranie spektaklu, puścić kilka filmów i rozebrać do naga bohaterów, nakazując im uprawiać miłość homoerotyczą i sukces gotowy. Ale przede wszystkim nie powinniście mieć absolutnie żadnej znajomości warsztatu i żadnych kompetencji zawodowych, a macie niezawodny sposób na to jak zostać modnym reżyserem.

 

Jak zostać modnym reżyserem

 

Alfabet polskiej opery: Jak zrobić karierę?

Wszystkim, którzy marzą, aby odnieść sukces, proponuję krótki poradnik: “jak zostać modnym reżyserem”. Nie jest to wcale trudne.
  • Za reżyserowanie oper biorą się przedstawiciele filmu i sztuk plastycznych, aktorzy i byli śpiewacy
  • Popularne stało się przeniesienie zdarzeń na plan filmowy
  • Wątki homoerotyczne wydają się już mocno wyużywane, ale ciągle wracają
  • Najlepiej zapełnić scenę orkiestrą, chórem i oczywiście solistami. Niech siedzą, niech grają i śpiewają

Przygotowanie się do zawodu reżysera nie powinno zająć dużo czasu, letnia przerwa między sezonami w zupełności wystarczy. Polecam zdecydować się na debiut w teatrze operowym, bo tu pracować może w zasadzie każdy. Patrząc na przegląd premier widać wyraźnie, że za reżyserowanie biorą się przedstawiciele filmu i sztuk plastycznych, aktorzy i byli śpiewacy. Zatem zwykły widz ma też ku temu wystarczające kwalifikacje.

Problemem podstawowym jest oczywiście wybór utworu, ale ta decyzja nie powinna nastręczać trudności. Proszę nie obawiać się sięgania po opery powszechnie znane, jak “Carmen” czy “Traviata” lub osadzone w zamierzchłych czasach. Znajomość tego, jak inscenizowali coś nasi poprzednicy, jest zbędna. Z punktu postanawiamy, że znaną operę wystawimy zupełnie inaczej, w przeciwnym razie zostaniemy posądzeni o brak talentu i żerowanie na cudzych pomysłach.

Z kolei fakt, że akcja dzieła operowego rozgrywa się w konkretnej epoce historycznej, nie stanowi dla modnego reżysera utrudnienia. Nie trzeba studiować zwyczajów czy strojów obowiązujących w tamtych czasach. Od razu przyjmujemy zasadę, że akcja naszego spektaklu będzie rozgrywać się współcześnie, co bardzo uprości pracę. Dodatkowo zyskamy zaś przychylność dyrekcji, bo odpadnie konieczność uszycia pracochłonnych i kosztownych kostiumów historycznych.

W co zatem ubierzemy bohaterów inscenizacji? Są dwa podstawowe warianty. Pierwszy, korporacyjny przewiduje garnitury, krawaty i białe koszule dla mężczyzn oraz ciemne garsonki i białe bluzki dla kobiet. Tak na przykład wystawiono w Krakowie z okazji Roku Kolberga jego wydobytą z zapomnienia operę folklorystyczną “Król pasterzy”.

Wariant drugi, lumpeksowy gwarantuje większą różnorodność ubrań. Wszystkie jednak kupujemy w tzw. second handach, dzięki czemu mamy gwarancję, że spektakl zostanie odebrany jako obraz naszej gorzkiej rzeczywistości. Możemy go wzmocnić wręczając co drugiemu chórzyście plastikową torbę z supermarketu (“I Capletti ed I Montecchi” w Operze Wrocławskiej). Jest też wersja z podtekstem politycznym. Ubrany w tanim lumpeksie chór, ale obarczony plecakami i tobołkami sugeruje, że zajmujemy się problemem uchodźców (“Carmen” w Operze na Zamku w Szczecinie).

Następnie musimy wybrać tło, czyli tzw. scenografię. Rozwiązanie najprostsze polega na zabudowie sceny trzema ogromnymi ścianami (czwartej nie można ustawić, gdyż publiczność nie będzie nic widziała). Istotna jest sprawa kolorystyki oraz faktury projektu scenograficznego, bo ściany mogą imitować stal, drewno lub kamień, a każdy z tych wariantów podsuwa recenzentom inny wątek do interpretacji naszego spektaklu.

Z boku można dodać parę umywalek (sedesy niegdyś stosowane przez Krzysztofa Warlikowskiego wyszły z mody) oraz kilka migających neonów (“Ognisty anioł” w Operze Narodowej). Na środku ustawiamy łóżko, jeśli przewidujemy jakieś działania erotyczne bohaterów lub biurka, krzesła i komputery (wariant korporacyjny). Dobrym pomysłem jest też salon z obowiązkową kanapą, najchętniej w kolorze czerwonym (ulubiony mebel Mariusza Trelińskiego).

Teraz czeka nas najtrudniejszy etap, trzeba bowiem wymyślić jakąś akcję. Jednak i w tym przypadku są rozwiązania zapewniające sukces. Popularne stało się przeniesienie zdarzeń na plan filmowy (“Eros i Psyche” w Operze Narodowej czy “Anna Bolena” w Operze Krakowskiej). Wtedy możemy w gruncie rzeczy podążać za librettem, a nikt nie zarzuci nam, że zrealizowaliśmy spektakl tradycyjny.

Pomysł z planem filmowym jest jednak dla reżysera dość pracochłonny. Tym, którzy obawiają się, że temu nie podołają, sugerujemy coś prostszego: udajemy, że pokazujemy próbę do naszej premiery. Wtedy soliści mają prawo po prostu siedzieć z nutami w rękach, a przez scenę mogą przechodzić w dowolnym momencie i wielokrotnie różni ludzie, na przykład facet z lampą (“Napój miłosny”, Teatr Wielki w Poznaniu).

Istnieje też szereg rozwiązań szczegółowych, przede wszystkim negliżowanie bohaterów. Tu wszakże istotna uwaga. Śpiewaczki najczęściej zgadzają się na pozbawienie ich jedynie sukienki, śpiewacy zdejmują więcej, pozostawiając na sobie jedynie bokserki w dwóch wariantach – czarne, jeśli szybko zakładają inne ubranie (“Tramwaj zwany pożądaniem”, Teatr Wielki w Łodzi) oraz białe, gdy będą w nich paradować po scenie. Tu przykładów można wskazać tak wiele, że trudno wszystkie wyliczyć.

W przeciwieństwie do świata kompletna nagość na polskich scenach bywa wciąż ryzykowna. Próbował tego w poprzedniej dekadzie Krzysztof Warlikowski w “Wozzecku” w Operze Narodowej, ale został oskarżony o demoralizację nieletnich (na scenie znajdował się chór chłopięcy). Teraz w Operze Narodowej, Brytyjka Katie Mitchell rozebrała bohatera “Peleasa i Melizandy”, ale był to tak poetycki obraz rozegrany w półcieniach i w półmroku, że nie wszyscy zdołali dostrzec gołe pośladki francuskiego śpiewaka.

W modzie wciąż są rozmaite przebieranki, zwłaszcza o charakterze genderowym. Nemorino z “Napoju miłosnego” w Poznaniu śpiewa więc w sukience liryczny duet z ukochaną. Dobrze jest też umieścić na drugim planie transwestytę lub draq queen, co przyda inscenizacji odrobiny perwersji (“Ognisty anioł” w Operze Narodowej). Wątki homoerotyczne wydają się już mocno wyużywane, ale ciągle wracają, choćby w relacjach Frasquity i Mercedes w “Carmen” w Operze Narodowej.

Jeśli bohaterowie niczego nie zdejmują i nie zakładają, można wpuścić na scenę kamerzystę. Będzie rejestrował to, co śpiewacy tam robią. Zbliżenie na wielkim ekranie twarzy, na których maluje się wysiłek towarzyszący wydobywaniu przez nich głosu, przykuje na jakiś czas uwagę publiczności.

Najgorzej bywa natomiast z chórem. Niewielu współczesnych reżyserów ma odwagę powiedzieć tak, jak francuski inscenizator Laurent Pelly, że wymyślenie działań aktorskich dla każdego z sześćdziesięciu chórzystów zawsze sprawia mu ogromną frajdę. Nie należy się jednak frustrować, wystarczy chór przenieść na balkony widowni. W ostateczności można go posadzić na krzesłach z tyłu za miejscem akcji (“Łaskawość Tytusa” w Operze Narodowej) i nakazać, by się nie ruszał.

A w ogóle najlepiej zapełnić scenę orkiestrą, chórem i oczywiście solistami. Niech siedzą, niech grają i śpiewają. Odtwórcy głównych ról mogą wstawać i robić coś wedle własnego uznania. Nam pozostanie jedynie dobór takich wykonawców, którzy podbiją publiczność oraz zastanowienie się, w jaki sposób podpiszemy się pod tym niewątpliwym sukcesem.

JACEK MARCZYŃSKI

https://kultura.onet.pl/wiadomosci/alfabet-polskiej-opery-jak-zrobic-kariere-artykul/2nq8vrf?utm_source=kultura_viasg&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucs&utm_v=2


#teatr #opera

Leave a Reply