Jan Paweł Gawlik samotny i po śmierci

Jan Paweł Gawlik samotny i po śmierci – W wieku niemal 93 lat zmarł Jan Paweł Gawlik były dyrektor Teatru Starego w Krakowie, za którego dyrekcji Teatr Stary święcił największe tryumfy.

Kilka dni przed jego śmiercią śledziłem pewną wymianę zdań a’ propos jego osoby, w której zarzucano mu członkostwo w PZPR. Autor poniższego artykułu twierdzi, że Jan Paweł Gawlik był bezpartyjny, a mi samemu nie udało się nigdzie odnaleźć potwierdzenia, że był członkiem partii. Uważam jednak, że jakkolwiekby nie było, był to fantastyczny dyrektor, który potrafił zgromadzić w teatrze grono niesamowitych indywidualności i stworzyć im odpowiednie warunki do tworzenia wspaniałego teatru. Czyli był dyrektorem, jakich już prawie w ogóle w polskim teatrze nie ma. Tym boleśniej, że odszedł w tak smutny sposób. 

Jan Paweł Gawlik samotny i po śmierci

Jan Paweł Gawlik. Dyrektor samotny i po śmierci

W wieku niemal 93 lat zmarł Jan Paweł Gawlik. Jeszcze bodaj dwa lata temu spotykaliśmy się na premierach. Bo dyr. Gawlik długo trzymał się wspaniale, wszak jeszcze po 70-tce dorabiał jako instruktor nauki jazdy samochodem oraz instruktor żeglarstwa…

To za jego dyrekcji odbierałem najwspanialszą lekcję teatru; wtedy, gdy w Starym Teatrze swe legendarne spektakle wystawiali Konrad Swinarski („Sen nocy letniej”, „Dziady”, „Wyzwolenie”), Jerzy Jarocki („Szewcy”, „Matka”, „Proces”, „Sen o Bezgrzesznej”), Andrzej Wajda („Biesy”, „Noc listopadowa”). Docenił to tygodnik „Polityka” już w 1974 r., przyznając tym trzem reżyserom i właśnie dyr. Gawlikowi dawną nagrodę tego pisma: „Drożdże”.

A należałoby dodać i nazwiska kolejnych reżyserów: Jerzego Grzegorzewskiego, Krzysztofa Zanussiego, Jerzego Markuszewskiego, i jakże długą listę aktorów, którzy za dyrekcji Gawlika zaczęli kariery… Jerzy Trela.

Elżbieta Karkoszka, Edward Lubaszenko, Anna Dymna, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Jerzy Radziwiłowicz, Jerzy Stuhr, Tadeusz Huk, Dorota Pomykała, Leszek Piskorz. Miał Gawlik jakiś niezwyczajny dar odczytywania wielkiego potencjału w ludziach, i zdolność skupiania tylu indywidualności w jednym zespole. I układania się z władzą, choć sam był bezpartyjny, która do tej sceny podchodziła na swój sposób liberalnie; wszak Wajda zabiegał o wystawienie „Biesów” w kilku innych teatrach; żaden się nie odważył. To Gawlik też, w niewiele w końcu lat po pamiętnej awanturze o „Dziady” w Warszawie, doprowadził do inscenizacji arcydramatu przez Swinarskiego. Dziś trudno sobie wyobrazić dzieje teatru bez tej wizji reżyserskiego geniusza. Tak jak nie sposób myśleć o „Starym” bez dekady pod wodzą Gawlika. Bez, ściślej mówiąc, 11 lat, od marca 1970 r. kiedy to przejął teatr po kilkumiesięcznym interregnum, do jesieni pamiętnego roku 1980, kiedy to na fali rewolucyjnych emocji zespół wypowiedział dyrektorowi posłuszeństwo. Emocje tamtego czasu, argumenty obu stron zostały zapisane przez samego Gawlika („Co się stało w Starym Teatrze?”) w grudniowej „Polityce”, bo też obrońców miał niewielu. Milczało jego dawne środowisko literatów, z wyjątkiem Wisławy Szymborskiej, odwrócili się od niego ludzie teatru. Na fali solidarnościowej Odnowy Jan Paweł Gawlik padł.

Był już w tym czasie szefem Teatru Telewizji, później, na początku lat 80., ryzykownie, dostarczając argumentów oponentom, został dyrektorem Teatru Dramatycznego i Teatru Rzeczypospolitej w Warszawie. Po kilku latach, tłumacząc się w obszernym tekście na łamach krakowskiego „Zdania” z tych decyzji i ubolewając nad swą kontrowersyjnością pisał: „Nie cieszę się z niej, nie poczytuję jej sobie za zasługę. Rozumiem jej źródła i konsekwencje. Ani z tymi, ani z tamtymi”. I przytaczał cytat z „Krakowskiego Przedmieścia pełnego deserów” Adolfa Rudnickiego: „Żadnych więc żalów. Żadnych do nikogo pretensji z powodu tej samotności”. A jeszcze, powróciwszy do Krakowa, objął, znów w nieprzychylnej aurze, stanowisko dyrektora Teatru im. J. Słowackiego… Ostatni raz poszedł pod prąd… By być w teatrze za wszelką cenę? Nawet taką – odmów współpracy, jawnej niechęci?

Wielce to meandryczne losy, ale czyż unieważniły lata dyrekcji w Starym Teatrze?!

Zmarł człowiek, któremu Stary Teatr zawdzięcza swą najwspanialszą dekadę. A jednak nie znalazło się dlań miejsce w Alei Zasłużonych… Zaskakujące też, a chciałoby się użyć mocniejszego słowa, że nikt nad jego grobem nie powiedział słowa. I nawet nie myślę o obecnie kierującym narodową sceną, on jej tradycję nadto lekceważy, ale o aktorach (a był nawet lider niegdysiejszej Odnowy), którzy dyrektorowi Gawlikowi tyle zawdzięczają. Cóż, został sam i po śmierci.