Janusz Kondratiuk, wspomnienie

Janusz Kondratiuk, wspomnienie – zamieszczam tu ten przepiękny tekst ks. Andrzeja Lutera o niedawno zmarłym moim profesorze, Januszu Kondratiuku.

Janusz Kondratiuk wraz z Tomkiem Lengrenem prowadzili przedmiot “współpraca z aktorem”, kiedy byłem na pierwszym roku reżyserii i mogę śmiało powiedzieć, że prawie wszystkiego, co wiem o reżyserii aktora, nauczyłem się właśnie na tych zajęciach.

Janusz Kondratiuk

Zmarł Janusz Kondratiuk. Jestem szczęśliwy, że mogę o nim powiedzieć: przyjaciel

Nie znosił pompy, blichtru, a przy tym był piekielnie inteligentny i cudownie dowcipny. Pożegnaliśmy się w sobotę. Ostatnie zdanie, jakie powiedział do mnie, było oczywiście dowcipne w jego stylu.

19.59. Odszedł. Umarł Janusz Kondratiuk. Umarł Przyjaciel.

Przyszedł na świat 19 września 1943 roku w Ak-Bułak na terenie ówczesnego ZSRR, a ściślej w Kazachstanie, w rodzinie polskich zesłańców.

Trudno mi teraz pisać. Umarł przecież kilka godzin temu. Znamy jego kultowe filmy: „Jak zdobyć pieniądze, kobietę i sławę”, „Pies”, „Dziewczyny do wzięcia”, „Głowy pełne gwiazd”, „Niedziela Barabasza”, „Klakier”, „Jedenaste przykazanie”, „Noc świętego Mikołaja”. I „Jak pies z kotem”, jego ostatni film, który zdążył zmontować tuż przed atakiem choroby. Wspaniała historia trudnej miłości braterskiej, Janusza i Andrzeja, braci Kondratiuków. Film o umieraniu Andrzeja, wzruszał do łez, ale też powodował uśmiech, bo Janusz patosu nie znosił. Film piękny, ciepły, poetycki, nostalgiczny, trzymający „za gardło”, jakiś inny niż dotychczasowe dokonania Janusza, pogodnie eschatologiczny W roli Andrzeja – Olgierd Łukaszewicz, a Janusza zagrał Robert Więckiewicz. Igę zagrała Aleksandra Konieczna, a Beatę – Bożena Stachura.

1 stycznia 2018 roku, w sam Nowy Rok, zaatakował go ten cholerny rak trzustki, o którym mówił publicznie. Współżył z chorobą po swojemu, do samego końca nie tracąc ani na moment swojego specyficznego poczucia humoru. Pierwszy pobyt w szpitalu trwał niecały miesiąc. Na chwilę wypuścili go ze szpitala. Wieczór w niedzielę 21 stycznia, pamiętam do dziś, spędziliśmy w jego domu, czułem że jest niedobrze, że słabo wygląda, że to może być ostatnie spotkanie, ale Janusz był wesoły, prześmiewczy, jak zawsze. I my byliśmy weseli, bo jak inaczej? On też chyba czuł ten zbliżający się koniec….. Nie poddał się, wytrzymał prawie dwa lata. Film zaprezentował na festiwalu w Gdyni w 2018 roku, ludzie bili brawo po seansie ponad 10 minut.

A ten wieczór po pierwszym wyjściu ze szpitala był naprawdę cudowny, nie do zapomnienia. Był zatem Janusz i jego żona Beata, i Iga Cembrzyńska, bratowa Janusza, żona śp. Andrzeja, były jego dzieci, była Bożena i jeszcze kilku przyjaciół. Pośpiewaliśmy i pogadaliśmy sobie, chyba do trzeciej w nocy, a tę pieśń, którą udostępniam, wynalazł Janusz. Grzebał w YouTubie, bo chciał koniecznie żebyśmy tego posłuchali. Przepiękne i smutne, a może nie smutne, tylko nostalgiczne klimaty młodości Kondratiuków. Bo u nich, w rodzinie zesłańców, w czasie wojny wywiezionej w głąb ZSRR, m.in. na tereny dzisiejszego Kazachstanu, tak już jest: patriotyzm to otwartość, ani grama nienawiści i nacjonalizmu. Tylko i aż pamięć…. A poza tym Janusz kochał konie, i zapewne także dlatego wzruszał się, słuchając tych słów i melodii. I jeszcze jedna pieśń, też rosyjska: „Тёмная ночь” („Ciemna dziś noc”), przypomniał o niej dwa dni temu w sobotę.

Kiedy odjeżdżaliśmy w styczniu 2018 roku Bożena sfotografowała wielkie okno w domu Janusza, on siedział na krześle, tyłem do okna, pochylony, już zmęczony. Bałem się, że to jest mój ostatni widok z Januszem. A jednak spotkaliśmy się jeszcze wielokrotnie, najczęściej niestety w szpitalu. Ale najważniejsze spotkanie odbyło się w Kościele Środowisk Twórczych, pół roku temu, w maju, a potem tego samego dnia znowu w jego domu. No i to ostatnie spotkanie w sobotę 5 października, przedwczoraj, pożegnalne. Nie zapomnę nigdy, ostatnie zdanie, jakie powiedział do mnie, było oczywiście dowcipne w jego stylu.

Janusz był cudownym człowiekiem, kochał zwyczajnych ludzi, potrafił rozmawiać z każdym, chyba nawet wolał portierów, kioskarzy, zamiataczy ulic, hydraulików itp., w ogóle ludzi po przejściach, niż artystów; nie znosił pompy, blichtru, a przy tym był piekielnie inteligentny i cudownie dowcipny, w ogóle żył jakby poza środowiskiem filmowym, może nie aż tak, jak jego brat Andrzej, ale w tym swoim cudownym „abnegactwie” byli podobni do siebie.

Jestem szczęśliwy, że mogę o Januszu powiedzieć: przyjaciel. A teraz kliknijcie i posłuchajcie, dwie pieśni, które Janusz znalazł 21 stycznia 2018 roku na YouTubie . On też z dumą kliknął i powiedział mocnym głosem: posłuchajcie…..

KS. ANDRZEJ LUTER

http://wiez.com.pl/2019/10/07/zmarl-janusz-kondratiuk-jestem-szczesliwy-ze-moge-o-nim-powiedziec-przyjaciel/?fbclid=IwAR2B23v_x_LaF4VK41VIPeiIDShQkN86IAyCaCVB3POZJ195IFmOWyQLdNM


#JanuszKondratiuk