Kariera pewnego zera Gru03

Tags

Related Posts

Share This

Kariera pewnego zera

Kariera pewnego zera jest mało wesołą opowieścią o tym, jak brakiem kręgosłupa moralnego, kłamstwami, zdradą i totalnym oportunizmem, czyli dostosowywaniem się do sytuacji w celu osiągnięcia jak największych korzyści ( http://sjp.pl/oportunizm ) osiąga się w tym kraju sukces.

 

karieraNa próżno będziecie poszukiwać jakiegoś życiorysu, albo CV tej wybitnej osobowości teatralnej.

Ponoć jedynie na jakiejś stronce młodych deweloperek kultury, czy jakiegoś równie absurdalnego słowotworu językowego, pojawia się jej króciutki biogram, ale tajemnicą poliszynela jest, że ów apostoł teatralny, zawdzięcza swoją wątpliwej jakości karierę powiązaniom z elitami regionu, w którym działa, kłamstwom i intrygom i być może to jest powód, dla którego tak skrzętnie ukrywa swój życiorys.

Najpierw przez wiele lat „recenzowała” sztuki teatralne w lokalnym dodatku do jakiegoś pisma, czym znawców teatru doprowadzała najczęściej do śmiechu, a w środowisku do dziś jest przypominany dowcip, który polegał na tym, że owej znawczyni teatru „podoba się wszystko, co jest kolorowe i się rusza”. 

Czasami jednak pisząc nieprawdę i przekręcając fakty doprowadzała ludzi do szewskiej pasji i nie wszyscy potrafili się z tym brakiem rzetelności pogodzić.

Na przykład Świętej Pamięci Michał Ratyński, który, jak wszyscy wiedzą był bezkompromisowy w tej materii, zrugał kiedyś publicznie czerwieniącą się panią teatrolog za to, że kłamie w swoich recenzjach.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Micha%C5%82_Raty%C5%84ski

Przypłacił to niestety tym, że owa wyrocznia teatralna później w ramach zemsty nie zostawiała suchej nitki na żadnym z jego przedstawień.

Ludzkie, powiecie i nie sposób się z tym nie zgodzić, ale wyjątkowo niskie i nieprofesjonalne.

Później zasłynęła w lokalnym światku teatralnym ekwilibrystyczną wręcz woltą, kiedy to ludzie teatru zatroskani niskimi lotami pewnego ogólnopolskiego festiwalu spotkali się, żeby temu jakoś zaradzić i podjęli decyzję, żeby zwrócić się do organizatora, żeby zmienił dyrektora i uzurpatora owego festiwalu.

Ku zdumieniu wszystkich następnego dnia owa „recenzentka” pisemnie wypisała się z podjętego postanowienia, któremu dzień wcześniej tak głośno kibicowała.

Może i w tym nie byłoby nic dziwnego, bo tylko krowy ponoć nie zmieniają zdania, ale owa pani spod znaku „kariera od zera do kajzera” nagle pojawiła się jako jeden selektorów w odnowionej wersji owego festiwalu i chodzą słuchy, że już wychodząc ze spotkania rozmawiała przez komórkę z krytykowanym dyrektorem i negocjując warunki swojego poparcia.

Ale być może to tylko złośliwe plotki.

Faktem jest natomiast, że kiedy zbliżał się koniec kadencji dyrektora jednego z teatrów i wiadomo było, że zostanie ogłoszony „konkurs”, zaczęła w swoim kąciku teatralnym w lokalnym dodatku swojego wydawnictwa codziennego, krytykować dosłownie wszystko, co w tym teatrze działo i powstawało, równocześnie promując jednego z kandydatów w konkursie, jako jedynie słusznego „zbawiciela”.

No cóż, jej prawo, powiecie i zgodziłbym się z tym w zupełności, jeśli nie fakt, że kiedy ów „zbawiciel” „wygrał” „konkurs”, w podzięce za swoje epistoły, owa „dziennikarka” dostała nie jedno, ale kilka kierowniczych stanowisk w tym biednym teatrze.

To dopiero się nazywa kariera!

Wybaczcie Państwo, ale dla mnie to bardziej zalatuje słowami takimi, jak korupcja i ustawka.

I komu to szkodzi się zapytacie.

Otóż odpowiedź jest co najmniej złożona, bo to, że w owym teatrze zasłynęła już swoim totalnym brakiem kompetencji, chciwością i chęcią zagarniania pod siebie wszystkiego, co się da, może nikogo, oprócz pracowników, którzy dziwnie wykrzywiają twarz na dźwięk jej nazwiska, nie interesować.

Ale owa deweloperka teatralna niestety ma także ogromny wpływ na zewnętrzny wizerunek teatru i być może dlatego ludzie się śmieją, że repertuar tego teatru wygląda jak klepsydra, tym bardziej, że frekwencja pod nowymi rządami dramatycznie się załamała.

Także, dlatego, że ma ta pani zwana „kariera za wszelką cenę” także wpływ na nowy repertuar, którego skutki już zostały wymienione.

A jako przyboczna nowego „zbawiciela” razem z nim uczestniczy w skoku na kasę i nie zadawala się już kilkoma etatami, ale okazuje swą wszechwiedzę i bycie specjalistą od wszystkiego poprzez pisanie adaptacji, a nawet debiutując ponoć jako dramaturg.

I pal licho jeśli byłby to geniusz, albo ktoś wyjątkowo utalentowany – takim się wiele wybacza – ale dotyczy to absolutnego zera, którego kariera jest usiana takimi właśnie kwiatkami, które mają nieświeży aromat korupcji, kumoterstwa, kolesiostwa i nepotyzmu, a skutkują zawsze tym, że widz od takiego teatru się odwraca.

Uchowaj nas Boże przed takimi teatralnymi „deweloperami”

Amen
______________________________________________________________________________________________