„KUNSZT SPEKTAKLU TRUDNY DO POBICIA”

DZIĘKUJEMY SARZE BEDNARCZYK ZA TĄ PIĘKNĄ RECENZJĘ:


KATHARSIS

krwawiace usta w wodzie fot. Lambis Stratoudakis

fot. Lambis Stratoudakis

„Zwykle mocno opieram się publicznemu wypowiadaniu o czymś co zobaczyłam czy przeczytałam. Zwyczajnie staram się nie wypowiadać na tematy, na których się nie znam. To znaczy, wiem co mi się podoba, a co nie, co porusza, a co jest obojętne, ale każdy ma przecież swój gust. Natomiast zupełnie bezemocjonalne podejście do sprawy, jest mi obce, dlatego „oceniać” nie lubię. Najlepiej, jeśli każdy przekona się na własnej skórze, więc bardzo proszę, nie sugerujcie się, tym, co napiszę poniżej. To tylko moja opinia, a liczą się fakty.

Kocham teatr, ale od pewnego czasu czegoś mi w nim brakowało. Nie było w nim tego, co mogło mnie poruszyć gdzieś głęboko, od środka, czy wyzwolić ukryte uczucia – w teatrze antycznym nazywano to chyba katharsis…

Dobrze. Wstęp trochę przydługi, ale taki właśnie był zamiar. Miałam nadzieję, że nikt nie dotrwa do momentu, kiedy przejdę do meritum sprawy. I wciąż na to liczę, ale czy się nie przeliczyłam dowiem się wkrótce.

Koniec z laniem wody.
Do rzeczy.

W grudniu – po raz pierwszy prezentując Wam stronę przedstawienia „Peggy Pickit widzi twarz Boga” na mojej tablicy, napisałam, że będzie to prawdopodobnie najlepsza premiera w sezonie (albo coś w ten deseń). Miałam nie zapeszać. W zapeszanie nie wierzę, ale w swoje umiejętności przepowiadania przyszłości coraz mocniej. Bo, choć sezon się jeszcze nie skończył, to kunszt spektaklu trudny do pobicia.

Spektakl prosty… Choć nie, to złe określenie. Budowa spektaklu skomplikowana, nawet bardzo, ale cała ta… wielowymiarowość „podana” widzowi w prosty, przystępny sposób. Myślę, że tak samo dobrze zrozumiały dla stałego bywalca teatru, jak i tego, który na teatralnej widowni pojawia się sporadycznie, a nawet „raz od wielkiego dzwonu”. Tak mi się wydaje…

A podczas trwania spektaklu widz przechodzi od gromkiego śmiechu do łez. Wzruszenia? Bólu?… Nie wiem, mogę pisać tylko za siebie). A na początku przedstawienia tak siedziałam i zastanawiałam się: „z czego wy ludzie się śmiejecie?”. A odpowiedź przychodziła niemal natychmiast: z siebie się śmiejecie. Od samego początku w postaciach na scenie widzimy siebie. Ludzi, w których wzajemnych relacjach coś się popsuło, jeszcze próbują udawać, że wszystko w porządku, ale… Brakuje czułości, ciepła, miłości… Są w sobie puści jak… lalki ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Nastąpiła hibernacja uczuć. Na pozór silni, a nie mają odwagi mówić tego, co naprawdę myślą.

I tutaj dla… bohaterów sztuki pojawia się postać narratora – „X”. Każda z postaci choć raz zwraca się do niego bezpośrednio, podchodzi wylewając swoje żale jak do… Boga. Natomiast X niczym… szatan ostro ucina te „modlitwy”, jakby mówił: „spokój”, „cisza”, „graj”, „brnij w to dalej”, „wracaj do swojej maski”, „musisz”… (W swoim życiu takie głosy w mózgu nazwałabym instynktem samozachowawczym.) I bohaterowi potulnie wracają do swojej wcześniejszej postawy.

I o ile przez cały spektakl czułam się jakby mi ktoś pomału, pomału wbijał kolejne… szpile, są dwa monologi panów, które przeszywają na wskroś.

Pierwszy, o którym wspomnę jest o… wymianie żarówek w… (no właśnie nie pamiętam w czym, a w tekście dramatu nie mogę tego znaleźć… dopisany?). Ale w tym wypadku tekst jest tutaj najmniej ważny… Chodzi o ładunek emocjonalny, który wbił mnie w fotel. Pod „przykrywką” żarówek, zmiany tematu, było „coś”. Prawdziwy ból? Rozczarowanie?

I te stale powtarzające się zdania „to staje się szybko”, „rany się nie goją”…

I drugi, tym razem nostalgiczny tekst, chyba był wcześniej, o człowieku, który z miłości do kobiety, zmieniał świat. Pod koniec monologu miałam w gardle ogromną gulę, bo było to o czymś, co też odczuwam od dawna. Że można poświęcać się dla kogoś, dawać z siebie wszystko… A to i tak nie zostanie zauważone, docenione, przegrywa się… Siebie?

I już tak na zakończenie. Był moment, kiedy bohaterowi wyrzucają z siebie swoje żale, bóle… Moment, który dla mnie był na granicy wytrzymałości. Granicy nie przekracza, ale jest ona bardzo cienka, niemal idealnie wyliczona. Ale buzowało we mnie już tyle emocji, że miałam ochotę wstać i wyjść (z płaczem?), bo trudno było usiedzieć w miejscu, a równocześnie coś wciskało mnie w fotel i nie pozwalało się z tego miejsca wyrwać. I nasuwa się dziwna analogia. Jak często mamy tak w życiu? Tkwimy w tym kołowrocie, w tym wyzuciu z uczuć, pod maską… w samotności, a jednak boimy się coś zmienić. W obawie przed czym? Przed śmiesznością czy przed kolejnym rozczarowaniem, zranieniem? Pies leży na gwoździu, ale gwóźdź nie jest dostatecznie ostry, żeby wstać? A cóż może być gorszego od życia jałowego w uczucia?

W każdym razie… Zobaczyłam doskonały spektakl, spektakl, na który, chciałoby się powiedzieć, czekałam od lat.

Wyszłam na powietrze roztrzęsiona, zbiłam przez to buteleczkę perfum, trudno, odkupi się i… nagła myśl – za czym ja gonię (a tego dnia prawdopodobnie przejechałam ponad 400 km)? Czy nie zgubiłam po drodze siebie? Priorytetów. Taki wyrywacz ze strefy komfortu. W końcu od nadmiaru emocji po policzkach pociekły łzy. Wstrząsnął mną płacz, który od lat uważałam za… wstydliwy. A nagle dało to chwilowe ukojenie. Coś pękło. Ktoś czy coś, zdjęło na chwilę maskę z twarzy „Królowej Śniegu”.

W moim przypadku na chwilę, ale bardzo potrzebną, żeby odzyskać siłę. Zdejmowacz masek… Może komuś, czego życzę z całej mocy, zostanie tak na dłużej.

Spektakl „Peggy Pickit widzi twarz Boga” trudno opisać słowami, jest to niemal niemożliwe… Trzeba to zobaczyć i poczuć…

Na prawdę starałam się pisać ten tekst logicznie, nawet sobie w punktach wynotowałam o czym pisać… Niestety, prawdopodobnie wciąż nie oddałam tego co chciałabym przekazać i tego co czuję, jest wiele niejasności… Ale na usprawiedliwienie tego swojego… wywodu mogę powiedzieć tylko jedno: ani tego, co napisałam, ani mnie, nigdy nie zrozumie ten, kto nie jest sam…”
_______________________________________________________________________________________________________
#katharsis #PeggyPickit #GrzegorzKempinsky #TeatrLudowy #ScenaPodRatuszem