Krytyk krytykuje

Przeczytałem u kogoś na jego fejsbukowej ścianie, że jakoby pewien mainstreamowy krytyk krytykuje tegoroczne rankingi najlepszych teatrów i spektakli.

 

krytyk krytykujePowołuje się ponoć na wybiórczość oglądu życia teatralnego w Polsce, układy koleżeńskie i coraz bardziej spauperyzowanych krytyków, którzy jeżdżą tylko tam, gdzie są zapraszani przez znajomych reżyserów i dyrektorów.

Śmiem twierdzić, że bardziej odpowiednim słowem byłoby skorumpowanych, ale to szczegół – nie nie czepiajmy się słów, kiedy i tak wiadomo, że o właśnie takie zjawisko chodzi.

Dziwi mnie jednak, dlaczego ów krytyk (nie tak znowu młody i piszący od dziesięcioleci) obudził się właśnie teraz, ponad dekadzie korupcyjnego procederu „spółdzielni teatralnej”, w którym to grupa zaprzyjaźnionych recenzentów (bo nie zasługują oni na miano krytyków) programowo promuje spektakle zaprzyjaźnionych reżyserów i dyrektorów, coraz bardziej zawłaszczając sobie krajobraz polskiego teatru i wypaczając jego obraz poprzez forowanie totalnej amatorszczyzny, jako wybitnej sztuki.

Pisałem nie raz o tym procederze, który także obejmuje obsadzanie stanowisk dyrektorskich poprzez ustawione konkursy i wymienianie się spektaklami w zamkniętym kręgu organizowanych przez siebie festiwali, w myśl zasady, że ręka rękę myje.

Jest to obrzydliwy proceder przesiąknięty korupcją, kolesiostwem i nepotyzmem, który w branży teatralnej nosi imię „grupy dzierżącej władzę w teatrze” i jej poczynań, które skrótowo opisałem powyżej.

Dlaczego mnie zatem dziwi krytyka tego krytyka?

Otóż ów krytyk, lub raczej recenzent niejednokrotnie uczestniczył w owym procederze i nie widział w nim nic zdrożnego, a tu nagle, jakby za dotknięciem magicznej różdżki przebudził się, przejrzał na oczy i wyraził swoje zszokowanie tą ohydą.

Śmiem zatem zapytać, czy wynika to z tego, że w tym roku teatr, z którym ten krytyk jest najbardziej związany i który to teatr przez niego na dokładnie wyżej opisanych zasadach przez lata był wymieniany, jako wybitny, w tym roku nie dostał nigdzie żadnego wyróżnienia i krytyk ten poczuł, że wypada z obiegu, zostaje pominięty w decyzjach, który teatr namaścić, jako znakomity, a który ekskomunikować, jako teatr rangi B? i że ów krytyk zaczął tracić wpływy i władzę? Że że tak powiem ocknął się przez twarde lądowania umiejscowiony nagle w teatralnej Polsce B? Że doświadczył tego, co większość teatrów niezwiązanych z odpowiednim lobby doświadcza na co dzień?

Chyba nie?

Bo wtedy przecież ów krytyk nie byłby krytykiem, nawet recenzentem, a jedynie sprzedajną szmatą, która w imię osobistych korzyści oddaje się sam najzwyklej temu tym korupcyjnym poczynaniom, a o to przecież nie można podejrzewać w Polsce opiniotwórczego krytyka?

Amen


#teatr