Krzysztof Orzechowski przeciwko bylejakości

Krzysztof Orzechowski przeciwko bylejakości – to znakomity wywiad Anny Małachowskiej ze znakomitym reżyserem, aktorem i
dyrektorem teatru.

Krzysztof Orzechowski pierwszorzędnie odsłania wszystkie słabości “nowego teatru”, pychy młodych reżyserów bez jakichkolwiek umiejętności warsztatowych i bylejakością dominującą obecnie w teatrze.

Krzysztof Orzechowski przeciwko bylejakości

Nie jestem przeciwko nowoczesności! Rozmowa z Krzysztofem Orzechowskim

Z Panem dyrektorem Krzysztofem Orzechowskim porozmawiać o teatrze chciałam od dawna. Porozmawiać dłużej niż zwykle, w miejscu innym i spokojniejszym od teatralnych kuluarów, w których spotykamy się często przy okazji premier. Nasza rozmowa jest pewną próbą scharakteryzowania tego, co dzieje się obecnie w polskim teatrze oraz próbą analizy, dlaczego jest, jak jest.

Anna Małachowska: Żyjemy w czasach wielkich przemian. Wszystko, co wydawało się stabilnym dorobkiem kultury ulega rozpadowi. Jaka może być jej przyszłość?

Krzysztof Orzechowski: Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musiałbym mieć jakiekolwiek przeczucie dotyczące przyszłości w szerszej perspektywie. A tutaj nikt nie jest w stanie niczego przewidzieć. Świat ulega szybkim zmianom cywilizacyjnym, zarówno w sferze kultury, gospodarki, techniki, stosunków społecznych, jak i polityki. Liberalną demokrację zastępuje niezwykle pazerny populizm, pozornie demokratyczny. Tyle, że on do niczego nie prowadzi, oprócz generowania konfliktów. Sam w sobie jest pułapką, bo żaden kraj na świecie nie jest w stanie sprostać potrzebom wszystkich swoich obywateli. W jakim kierunku pójdą zmiany…? Kto to może wiedzieć? Nie da się przewidzieć, jaka będzie przyszłość np.teatru, bo stoimy, powiedziałbym, w „wielkim rozkroku”. Napisałem niedawno dla jednego z portali, że „dawniej teatr służył nam w trudnych czasach jako oręż przeciwko złu, a teraz my w trudnych czasach służymy teatrowi jako paliwo pomysłów inscenizacyjnych”. W tym skrótowym zapisie zawiera się mnóstwo gorzkiej, niepopularnej prawdy, za którą niektórzy wyznawcy nowego teatru prawdopodobnie by mnie ukamienowali. Bo im się wydaje, że dopiero teraz teatr jest zaangażowany politycznie, że dopiero teraz mamy do czynienia z teatrem społecznym, i że ten ich teatr żywi się bieżącymi problemami, próbując je rozwikłać. Mam zupełnie inną optykę patrzenia na to zjawisko. „Apostołowie” nowoczesności, współcześni twórcy, żywiąc się codziennością, próbują ją „opakować” w formy nad wyraz efekciarskie, a często niedostępne, niezrozumiałe dla starszych pokoleń – najczęściej w popkulturowe kalki i klisze. Doskonałą ilustracją tego, o czym mówię, jest niedawna premiera spektaklu, który powstał na bazie książki Doroty Masłowskiej „Wojna polsko-ruska” wystawionym w Małopolskim Ogrodzie Sztuki. Masłowska w swojej książce porusza niewątpliwie ważny temat społeczny, dotyczący środowisk blokersów, dresiarzy i kiboli, czyli tak zwanego marginesu. Pisarka snuje swoją opowieść w sposób komponowany, nie używając mowy rynsztokowej wprost, ale tworząc na jej bazie swoisty, nowy język. W spektaklu na tą kompozycję nakłada się druga. Mamy do czynienia nie z dresiarstwem, ale z lalkami Barbie. Za chwilę dochodzi trzecia – nie ma głównego bohatera, a jego kwestie mówią kobiety. Stylizacja zaczyna gonić stylizację. Efektowne, ale bez sensu. Widz niewiele z tego rozumie – śmieje się wtedy, kiedy ze sceny padają wulgaryzmy. Tekst Masłowskiej staje się paliwem dla niewątpliwie zdolnego reżysera do snucia jego wizji i pomysłów. Na tym właśnie polega dzisiaj ten społeczno-polityczny teatr, za który w okresie komuny płaciło się wysoką stawkę. Robienie takiego teatru było odpowiedzialnym i nieraz kosztownym zadaniem. Cóż, kiedy dzisiaj młodzi twórcy teatru założyli, że w nowoczesnym patrzeniu na historię nie potrzebują naocznych świadków. Są zbędni. Według nich na historię należy patrzeć przez pryzmat dzisiejszych oczekiwań, i tak układać kontekst historyczny, jakie są dzisiaj potrzeby. To bardzo wygodne i wiele usprawiedliwia. Ale istnieje granica zakłamania. Jeśli zadepczemy historyczną tożsamość, to co będzie później? Prawda jest taka: zjeżdżamy po równi pochyłej w dół w rozmaitych dziedzinach życia: kulturze, sztuce, w sprawach społecznych, w kontaktach międzyludzkich.

Anna Małachowska: Gdzie w tym całym kulturalno-politycznym zamieszaniu jest miejsce dla pokory?

Krzysztof Orzechowski: Pokora jest we współczesnym świecie odrzucona jako coś niekreatywnego, jako coś, czego młody człowiek, dążący do kariery, powinien się jak najszybciej wyzbyć.

Anna Małachowska: A co z szacunkiem dla mistrzów? Teatr to przecież  jedna z dziedzin sztuki, w której bardzo ważna była zawsze relacja uczeń-mistrz. Czy jest szansa na jej przetrwanie, skoro obecnie nie liczą się autorytety?

Krzysztof Orzechowski: Szacunek obok pokory to kolejna wartość, którą najlepiej byłoby wyrzucić. Nie jest modny. Ale w tym ciemnym tunelu zapalają się powoli światełka nadziei.

Anna Małachowska: To znaczy?

Krzysztof Orzechowski: Spotykam coraz częściej młodych ludzi, którzy zaczynają mieć dość post-dramatycznego pojmowania sztuki teatru. Kiedyś ponowoczesność odrzuciła tzw. wielkie narracje. A ja obserwuję wśród młodego pokolenia jakiś żal i tęsknotę za nimi. Może więc wyniknie z tego coś pozytywnego? Słowo, które prawie przestało funkcjonować w teatrze, zaczyna wracać. Na przykład u Iwana Wyrypajewa słowo jest bardzo ważne. Nie tylko zresztą u niego. Wracając do kwestii autorytetów – nawet jeśli młodzi ludzie tego nie werbalizują, to potrzebują autorytetów, bo zapewnią im pewien porządek wartości, na których będą mogli się wzorować, lub od których będą chcieli się odciąć. A do tego potrzebny jest jakiś „kręgosłup”, jakiś system wartości, no i jakiś mistrz…

Anna Małachowska: Jak scharakteryzowałby Pan społeczną rolę teatru kiedyś i dziś?

Krzysztof Orzechowski: Mój teatr, nazwijmy go modernistycznym, rozwijał się pod hasłem: „to nie jest nasza rzeczywistość i dlatego teatr jest taki, żeby rzeczywistość się zmieniła”, a dzisiejszy teatr, postmodernistyczny, popkulturowy, post-dramatyczny (czy jak go jeszcze nazwać?), rozwija się pod hasłem: „to jest nasza rzeczywistość i dlatego teatr jest taki, a rzeczywistość niech się nie zmienia i nadal go stymuluje” – różnica w definiowaniu jest na tyle wyraźna, że bez trudu można zauważyć zmianę w społecznej roli teatru dawniej i dziś. Bo nasza rzeczywistość to np. upatrywany przez wielu kryzys męskości, zatem w teatrze coraz częściej rolę mężczyzn grają kobiety lub reżyserzy przyjmują żeński punkt widzenia – przecież panie mogą wszystko, a panom wystygło. Takie naiwne sceniczne „jeden do jednego”, taka doraźna trybuna społeczna!

Anna Małachowska: Jest Pan częstym bywalcem teatrów. Jakie są Pana odczucia dotyczące tego, co jest pokazywane obecnie na krakowskich scenach?

Krzysztof Orzechowski: W przeciwieństwie do wielu moich kolegów, często chodzę do teatru, także na spektakle młodych reżyserów. Moje wymagania są bardzo skromne, ale konkretne: muszę wiedzieć, o co w spektaklu chodzi i o czym on jest (nawet jeśli zrealizowany jest nie po mojemu, bo przecież formy i style zmieniają się). Czasami znajduję odpowiedź na moje pytania i wówczas jestem przeszczęśliwy. Ale to rzadkość. Najczęściej trudno mi zrozumieć zamysł reżysera – w takim przypadku uznaję przedstawienie za zwykłe efekciarstwo, które nie ma żadnego sensu.

Anna Małachowska: Odetchnęłam z ulgą, że nie tylko ja, ale autorytet, jakim jest Pan dla mnie, nie zawsze rozumie intencje młodych reżyserów.

Krzysztof Orzechowski: Każdy reżyser powinien mieć gotowe odpowiedzi na dwa podstawowe pytania: o czym jest spektakl i jakie niesie przesłanie. Ale istotnie – często odnoszę wrażenie, że młodych reżyserów interesuje wyłącznie to, jak można efektownie spektakl zrealizować i wykonać. Pytania o sens pozostają wówczas bez odpowiedzi.

Anna Małachowska: W czasach, w jakich żyjemy, nie istnieje prawda obiektywna, ale emocjonalna. Jakie w tym kontekście dałby Pan rady krytykom i recenzentom na podstawie własnych doświadczeń reżyserskich, aktorskich i dziennikarskich.

Krzysztof Orzechowski: W kontekście emocjonalnym nie potrafię. Dla mnie krytyka to zawód analityczny, taki obiektywizowany subiektywizm, ale podparty wieloma narzędziami i solidnie umotywowany. Emocjonalność kończy się zazwyczaj na jednym zdaniu: „nie bo nie” lub „tak bo tak”.

Anna Małachowska: Od jakiegoś czasu panuje bylejakość, nie tylko w kulturze, ale także w mediach. Czy jest ona spowodowana brakiem tych wartości, o których wcześniej rozmawialiśmy, czyli zanikiem szacunku, pokory i po prostu brakiem profesjonalizmu?

Krzysztof Orzechowski: Zapanowała moda na bylejakość. Jej oznaką jest najbardziej modny w tej chwili sposób reżyserowania, czyli: młody twórca przychodzi na próbę nie przynosząc żadnego tekstu literackiego, nawet własnego scenariusza. Uważa, że teatr będzie tworzył z rozmów, czy z improwizacji. Ktoś może być tą metodą zachwycony, ale dla mnie – to nieprzygotowanie i nieumiejętność. Czyli bylejakość.

Anna Małachowska: Pańska diagnoza nie napawa optymizmem. Tym bardziej, że trudno się nie zgodzić z logiką tej analizy. Pozostaje nam wierzyć, że teatr, który – jak historia pokazuje – trafiał już nie raz w ślepe zaułki, odnajdzie się wkrótce na nowo w twórczych, mądrych i zrozumiałych realizacjach młodych reżyserów.

Krzysztof Orzechowski: Istotnie, to wszystko brzmi dosyć ponuro. Ale, ma Pani rację, teatr w swojej długiej historii wychodził z niejednej opresji, zmieniał się radykalnie i jakoś dotrwał do naszych czasów, więc może będzie trwał nadal. Poza tym zrzędzenie i żale starszego pana nic tu nie pomogą. Proszę pozwolić mi wrócić do początku naszej rozmowy: wszystko zmienia się w tempie oszalałym, przeszłość już nie wróci, a przyszłość trudna jest do przewidzenia. Tak musi być, inaczej utonęlibyśmy w stagnacji, a gdzie rozwój?!

Przez Anna Małachowska -Kwiecień 29, 201920

Krzysztof Orzechowski – polski aktor i reżyser teatralny, w latach 1999-2016 dyrektor Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Profesor sztuk teatralnych.

http://nascenie.info/przeciwko-nowoczesnosci-rozmowa-krzysztofem-orzechowskim/?fbclid=IwAR2GYxXQj4HAkw0IsY_EV52h021jY7YENjlVzmrgF-6PfzaAEO8ylhr8oDs


#teatr