Lepiej było być półsierotą

Lepiej było być półsierotą – to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym kobiet we współczesnej Polsce.

Paweł wspomina ojca i swoje dzieciństwo z tym potworem. Stwierdza, że lepiej było być półsierotą i nie znać go w ogóle.

Lepiej było być półsierotą

Lepiej było być półsierotą

Ojciec…

Właściwie wychowywał się bez niego. Ojciec nie był dla niego żadnym autorytetem ani wzorcem. Lepiej było być półsierotą i nie znać go w ogóle, niż mieć kogoś takiego za ojca. Pospolity aparatczyk, któremu Polska Zjednoczona Partia Robotnicza dała wszystko. Wszystko oprócz bycia ojcem. Kiedy Paweł się urodził, jego rodzice nie mieli więcej niż po 20 lat. Został przypadkowo poczęty na tygodniowym partyjnym kuligu, połączonym z baletami i polowaniem, gdzie aktyw zetempowski uczył się uprawiać władzę i seks jak przystało na „towarzyszy”. Ojciec ożenił się w USC z matką swojego dziecka, bo tak nakazał mu guru – I sekretarz w gminie. Nigdy nie żywił do niej żadnych uczuć wyższych, podobnie zresztą jak i do syna. Całe życie zajęty sprawami partii, był jedynie towarzyszem w organizacji. Piął się coraz wyżej w hierarchii urzędniczej i coraz niżej upadał jako mąż i ojciec. Kiedy wracał do domu obydwoje z matką truchleli. Jadał w oddzielnym pokoju, do którego syn nie miał wstępu, bo tam było królestwo taty. Po obiedzie rozliczał żonę z domowych obowiązków, a syna z osiągnięć w szkole. Nigdy nie byli w stanie dostatecznie go zadowolić. Żona niedokładnie sprzątała, gotowała nie tę zupę, którą on lubił najbardziej, wydawała za dużo pieniędzy, chociaż miała zabronione ich zarabianie. Syn dostawał lanie za każdą gorszą ocenę w szkole, miał szlaban na wychodzenie z kolegami, nie mógł grać w piłkę, ani bawić się przed blokiem. Miał tylko uczyć się i „być człowiekiem”. A to oznaczało, że jak najszybciej musi dorosnąć,  wstąpić do partii i zacząć żyć życiem aparatczyka, pnąc się po szczeblach jedynie słusznej linii kariery. Kiedy w liceum powiedział ojcu, że chciałby pójść na architekturę, bo chce być wolny, projektować, tworzyć coś nowego, ten wpadł w szał. Porwał wszystkie rysunki, jakie znalazł na biurku, krzyknął : „Po moim trupie” i uderzył go „z liścia” w twarz. Wtedy Paweł chciał, żeby stało się jak najszybciej „po jego trupie”, żeby wreszcie ten potwór przestał gnębić i jego i matkę, żeby pochłonęła go ziemia, choroba albo jakiś kataklizm. Nic takiego jednak nie nastąpiło.

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#ojciec