Ludzie chcieli go rozszarpać

Ludzie chcieli go rozszarpać – to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym kobiet we współczesnej Polsce.

 

Ludzie chcieli go rozszarpać

 

Ludzie chcieli go rozszarpać

Cicho klapnęły drzwi i młoda sprzedawczyni wyszła ze sklepiku.

– Znała ich pani, prawda? – zagadnęła Jesienną znienacka.

– Kogo? Nie, nie mam pojęcia… tylko tędy przejeżdżałam i zatrzymałam się, żeby kupić coś do picia… no i zobaczyłam ten krzyż…

– A on tu stoi już prawie rok – dziewczyna patrzyła uważnie na Jesienną, jakby była zdziwiona, że ktoś może nie znać szczegółów tragedii, która rozegrała się dokładnie w tym miejscu – Nie słyszała pani o tym wypadku?

-Może słyszałam, ale tyle jest tych nieszczęść na drogach, że trudno to wszystko ogarnąć…

– Ludzie stali rano na przystanku, czekali na autobus, bo dużo osób od nas pracuje w mieście, w tych nowych hipermarketach, pani wie? I moja koleżanka tu była z synkiem. Cztery lata miał. Wiozła go do przedszkola, a ona do pracy w sklepie… ledwie parę miesięcy jak dostała tę robotę. Mąż w Londynie, na budowie, a ona tu, z dzieciakiem. I wreszcie zaczęło się im poprawiać, zarobili trochę pieniędzy, mieli kupić dla niej jakiś używany samochód, mówiła mi o tym, bo wtedy rano była z małym u mnie w sklepie po drożdżówki na drugie śniadanie. Jakby miała ten samochód to nie musiałaby tak rano zrywać się, żeby do autobusu zdążyć, no i nie stałaby wtedy tu… – głos dziewczyny zaczął się łamać – To był poniedziałek… On nadjechał stamtąd – pokazała ręką na drogę – młody, może 25 lat miał, jechał ze sto na godzinę, był nachlany, miał ponad 2 promile, wracał z jakiejś imprezy, dwa dni się gościł, diabeł jeden i tu się dopiero zatrzymał. Skosił przystanek… Było jeszcze starsze małżeństwo, mieli jechać do lekarza w mieście na badania… To ich połamał na drobne kawałki, a ona z dzieckiem na miejscu… nie było co zbierać… miała 26 lat… dopiero… – dziewczyna zaczęła płakać.

– Boże, proszę pani…- Jesienna poczuła pieczenie w gardle.

– Ludzie zaraz przylecieli, bo huk był taki, jakby bomba wybuchła, a on wypadł z tego samochodu prosto pod drzwi mojego sklepu. Nic mu się nie stało, tylko szyba mu łeb pokaleczyła… Dobrze, że zaraz policja go zabrała, boby chyba i on tu zginął. Ludzie chcieli go rozszarpać … Morderca! Żeby zgnił w więzieniu! Szatan go tu nadał wtedy, czy co…

– Błagam panią! – Jesiennej głos uwiązł w gardle – Może ma pani znicze w sklepie? Chciałabym kupić dwa…

– Mam, mam, ale co im już znicze pomogą? Modlę się za ich dusze codziennie! A ilu takich wariatów jak tamten dalej jeździ po drogach? Widzi pani, coraz więcej krzyży, to już u nas drogi krzyżowe są, a nie autostrady… Oj, lecę, bo ktoś idzie do sklepu – dziewczyna odwróciła się i szybko pobiegła w stronę sklepiku. – Niech pani przyjdzie po te znicze, zapałki też mam… – rzuciła zaproszenie przez ramię.…

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#trenerduszy #zyciecoedziennewpolsce