Małeckiego obnażenie hochsztaplerki

Małeckiego obnażenie hochsztaplerki – to sprawa nienowa, ale niemniej ważna, albowiem on jako jeden z niewielu odważył się powiedzieć, że król jest nagi.

Odkryłem ten artykuł niedawno i przytaczam go dlatego, bo mówi on wprost o tym, co jest tajemnicą poliszynela w branży: że nowy teatr to nic innego, niż hochsztaplerka. Przytaczam także dlatego, że mi mimo, że wypowiedź Małeckiego ma już na karku 5 lat, niewiele się w tej mierze zmieniło i nowy teatr oraz spółdzielnia teatralna ma się dobrze. Niestety oszukiwany widz ma się coraz gorzej.

Małeckiego obnażenie hochsztaplerki
Thief stop and put hands up against brick wall background. Catch burglar concept

Mówi Małecki, pisze Majcherek

Wypowiedź Małeckiego oczywiście podzieliła środowisko. Dla części była aktem odwagi: wreszcie ktoś powiedział głośno prawdę o hochsztaplerstwie nowego teatru. Miłośników twórczości Kleczewskiej Małecki zirytował. Przykrość jest tym większa, im mniej poczucia humoru wykazują – do tekstu Grzegorza Małeckiego odnosi się Wojciech Majcherek na swoim blogu.

«Wywiad Grzegorza Małeckiego dla Rzeczpospolitej niewątpliwie dodał ognia do sporów, które toczą nasze życie teatralne i sprawiają, że to wciąż jest jakieś życie. Przypomnę, że aktor Teatru Narodowego w kąśliwy sposób opisał swoje doświadczenie w pracy z Mają Kleczewską nad przedstawieniem “Orestei”. Sprawa co prawda nie jest świeża, ponieważ dotyczy wydarzeń sprzed dwóch lat, a jednak okazała się dotkliwa (może nawet jak to teraz się mówi: traumatyczna). Małecki skarży się: “Na dwa tygodnie przed premierą nie znałem swojego tekstu i nie wiedziałem, o czym jest sztuka, a na próbach nie mogłem się niczego dowiedzieć. W końcu nie wytrzymałem i oddałem rolę”. Opowieść aktora okraszona została zabawnymi obserwacjami z prób: “Dowiaduję się na przykład, że w pewnym momencie na aktorów ma zostać wylany wagon krwi. Pytam dlaczego? – Mój Boże, Grzegorz, błagam cię, jeśli my w ten sposób będziemy pracowali. – Ale powiedz tylko dlaczego, na kogo i w którym akcie. To akurat nie było istotne, ważne, żeby na scenie było mokro i czerwono.”

Wypowiedź Małeckiego oczywiście podzieliła środowisko. Dla części była aktem odwagi: wreszcie ktoś powiedział głośno prawdę o hochsztaplerstwie nowego teatru. Miłośników twórczości Kleczewskiej Małecki zirytował. Przykrość jest tym większa, im mniej poczucia humoru wykazują. Dawałoby to zbawienny dystans do samych siebie, a na jego brak cierpią najbardziej. Prawdopodobnie teraz Małecki będzie służył za przykład aktora, co to musi wiedzieć, z której strony wchodzi na scenę, ale nie jest w stanie “przekroczyć własnych granic” i otworzyć się na nowe doświadczenia.

Przypadek Małeckiego nie jest odosobniony. Na próbie generalnej najnowszego przedstawienia Kleczewskiej “Bracia i siostry” w Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu rolę oddał również jeden z aktorów. Premiera jednak się odbyła. Czytałem o tym z pewnym zdumieniem, ponieważ nie sądzę, żeby ów aktor miał na scenie do wypowiedzenia kwestię w rodzaju: “Pani, konie zajechały” i można było bez bólu z niego zrezygnować. W jaki zatem sposób ten spektakl został skonstruowany, że odejście aktora na próbie generalnej nie sprawiło wielkiej komplikacji? Mogę tylko pytać, bo przedstawienia nie widziałem, a sprawę znam z drugiej ręki.

A może to wszystko nie jest takie dziwne. W końcu Kleczewska robi teatr, który ma być bardziej doświadczeniem psychoterapeutycznym i dla aktorów, i dla widzów. Reżyserka nie ukrywa przecież, że w swej metodzie twórczej inspiruje się czy nawet posługuje tzw. ustawieniami Hellingerowskimi (budzącymi zresztą spore kontrowersje wśród psychologów). Można oczywiście wobec tych praktyk zgłaszać wątpliwości i mogą też one wywoływać protesty aktorów, co Kleczewska musi wliczać w ryzyko swego działania. Bo, owszem, aktor pewnie powinien być gotowy do gmerania we własnej psyche, ale nie zaszkodzi, jeśli będzie wiedział, z której właściwie strony wchodzi na scenę. I po co? Ta wiedza wbrew pozorom też może okazać się przydatna dla widza, jeśli oczywiście sam nie jest w takim stanie psychicznym, że mu wszystko jedno.

I jeszcze jedna uwaga: premiera “Orestei” w Narodowym odbyła się bez udziału Grzegorza Małeckiego w kwietniu ubiegłego roku. Jak do tej pory została zagrana 12 razy. Ostatnio w listopadzie. W repertuarze nie ma przedstawienia do końca kwietnia. Widać publiczność Teatru Narodowego jest przeciętnie zdrowa.»

“Mówi Małecki”
Wojciech Majcherek
Link do źródła

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/157275.html?fbclid=IwAR1E8AXGrlvEWFrkTDNJQGaPlZXjyLy2SUfqr5pxwVc0NK71PTY5YTMLqPg


#NowyTeatr