MEDIALNE GÓWNO

Co prawda Pani Środa nic nowego nie odkryła, a GW daleko moim zdaniem do medialnego wyrzutu sumienia, ale diagnoza i analiza jest nader trafna, wiec artykuł i tak wart przeczytania:

 

Media zamieniają rozrywkę w gówno

 

„Media – jak wiadomo – opierają się na magii. Dziś widać to wyraźnie. W magiczny sposób zamieniają dobre filmy w żałosne reklamy, publiczne debaty – w obrzucanie się błotem, a rozrywkę – w gówno. Niestety, nie mam innego słowa.

 

 Magdalena Środa, filozof, etyk

gównoJutrzenką tego zjawiska był zapewne „Big Brother”, którego sukces polegał przede wszystkim na tym, że wydawca wykreował zapotrzebowanie na gówna oglądanie. A potem poleciało jak po sznurku i wszystkie telewizje zaczęły się ścigać w wymyślaniu podobnych programów cieszących się „wielką popularnością”.

Dziś mistrzem jest zapewne format „Rolnik szuka żony”. W normalnych warunkach trudno byłoby zrozumieć, dlaczego przed tym seksistowskim programem zasiada kilka milionów widzów. Choć niewątpliwie rolnicy mają problem ze znalezieniem osób do brudnych robót, takich jak: skubanie pierza, sprzątanie, mycie garów. Tradycyjna żona jest do tego najlepsza. Rolnik dziś jest bardzo nowoczesny, obsługuje wiele maszyn, ale jego wypasione (bo takie są w programie) gospodarstwo potrzebuje żony, czyli osoby do prac, którymi rolnik gardzi. Program ma zwiększyć podaż żon, ale przede wszystkim zaspokoić ciekawość gawiedzi. Gawiedź na co dzień ciekawości światem nie przejawia, ale od czego telewizyjni macherzy?! Ciekawość się wykreuje!

Szczytem kreacji jest największe gówno wszech czasów, mianowicie program „Kto poślubi mojego syna”. To właściwie siermiężna relacja z prowincjonalnego targu niewolnic. Nabici i wytatuowani młodzieńcy oraz ich prymitywne mamuśki (w realnym świecie nie ma takich kobiet) oceniają zgromadzone w programie kobiety. Jak bydło. Rozmawiają o ich „cyckach”, czystości, każą jeść ślimaki, bawią się wzajemną agresją i konkurencją pań. Młodzieniec z lubością troglodyty przebiera w swoim „miniharemie”, pobiera pojedyncze sztuki na noc, a mamuśka się cieszy, że widzi w jego łóżku akurat tę, a nie inną, choć ma pretensje do „przelecianej” dziewczyny, że nie robi synkowi śniadanka. Bo żony powinny być ciągle w „roomserwisie”.

Jeśli ktoś, oglądając ten program, nie ma poczucia, że je gówno, to znaczy, że spustoszenie intelektualne, emocjonalne, moralne, cywilizacyjne, do którego doprowadziła medialna żądza zysku, jest naprawdę gigantyczne (nie obawiam się, że obrażam wydawców programów, bo wiem, że wszystko im wynagradzam lokowaniem produktu). I nikt się nie oburza! Nikt nie protestuje!

Konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, która zawiera sformułowanie o „płci społeczno-kulturowej”, rozpoczęła krucjatę Kościoła i przykościelnych partii (czyli przed wyborami prawie wszystkich) w obronie tradycji, rodziny, religii i świata bez gender. A programy, które popularyzują niewolnictwo, seksualny wyzysk, molestowanie, pogardę wobec kobiet traktowanych jak gadżety przemysłu erotycznego, nie wywołują nawet cienia protestu wśród bogobojnych zwolenników arcybiskupa Gądeckiego, ojca Rydzyka, prezesa Kaczyńskiego, Beaty Kempy czy miłującego rodzinę wicepremiera Piechocińskiego.

Rozrywka ma przecież swoje prawa! A gawiedź prawo do rozrywki! Gender? Nie! Nie ma tam żadnego gender. „Kto poślubi mojego syna” to świat bez gender, a więc jak najbardziej zgodny z naszą tradycją.”

Cały tekst:
http://wyborcza.pl/1,75968,16880573,Media_zamieniaja_rozrywke_w_gowno.html#ixzz3HfABCzPF

 

#rozrywka