Metody gnojenia

Metody dyskredytowania ludzi z innego obozu niż własny w teatrze są tak brudne, że nie różnią się w zasadzie niczym od chwytów poniżej pasa, których używa się w polityce.

 

metody_1Metody te, powiedziałbym, są nawet bardziej obleśne i przypominają taktyki UB, która często używała spraw o charakterze obyczajowym, żeby upodlić, albo zaszantażować człowieka.

Pomimo, że w wielu kwestiach się nie zgadzamy, uważam Bartka Miernika – Miernik Teatru za jednego z niewielu ludzi z kręgosłupem moralnym w polskim teatrze.

Pewnie dlatego, że mówi prawdę, znana nam wszystkim frakcja specjalistów od niemoralnych i  szemranych metod w teatrze, która uzurpuje sobie prawo do tego, żeby nam mówić, co jest dobre, a co złe.

Która uczyniła kryterium podziału ludzkości na „naszą” i „obcą”, lepszą i gorszą i niezależenie od faktycznej jakości, wciska nam kit i promuje amatorszczyznę, jako majstersztyki.

Bartek, jako jeden z niewielu odważa się mówić, że król jest nagi i dlatego trafił na celownik grupy do zadań specjalnych, czyli gnojenia tych, którzy mają jaja, żeby nie zgadzać się z „jedynym słusznym teatrem”.

To komando „spółdzielni teatralnej” na Facebooku, sięgnęło tym razem po metody najniższych lotów.

Zresztą oceńcie sami:

 

Pilne: Krystian Lupa powiedział napisał:

metodySubiektywny Spis Krytyków Teatralnych (odcinek 9.)
Bartłomiej M. („Karol Miarka”)
Pan Bartek słynie z tego, że jest najgorętszym don juanem wśród polskich krytyków teatralnych. Można powiedzieć, że za jego piórem studentki teatrologii sznurem. Jak się od nich opędzić – czasem zdaje się pytać pan Bartek. Bo o owych studentkach Cichy Don, bo tak o nim też mówią, ma różne zdanie i potrafi je potraktować „ciepłym moczem”. Spokojnie, spokojnie – to tylko tytuł jednego z jego sztandarowych felietonów. Nie będziemy cytować. Od tego jest „e-teatr”, moi drodzy.
Tak czy inaczej, zdarza się, że sytuacja wymyka się spod kontroli, a takie coś przecież może zakończyć się małym skandalem. Taki przykład: pan Bartek przyjechał do podkarpackiego Dynowa, gdzie co roku Magda Miklasz produkuje w lecie plenerowy spektakl. Przedstawienie powstawało, a w tym czasie pan Bartek rozkochał w sobie połowę rzeszowszczyzny. Gmina w obronie czci swych młodych mieszkanek niemalże wywiozła Cichego Dona, jak Jagnę, na taczce. A na pewno zrobiła zrzutę na bilet na PKS do Rzeszowa. Tak czy inaczej pana Bartka więcej w Dynowie nie widziano, krążą tam o nim do dziś mniej lub bardziej sprawdzalne legendy. Powodowany wyrzutami sumienia krytyk, żeby odkupić winy, napisał nawet tekst, że „Dom Bernardy Alba” Magdy Miklasz to najlepszy spektakl ówczesnego sezonu, myśląc, że załagodzi sprawę. Niestety, jest jak jest!
Zresztą cała sprawa zakończyła się dobrze. Pan Bartek dołożył sobie parę złotych do biletu, starczyło mu aż do Lublina, gdzie zatrudnił się w Teatrze im. Osterwy. Próba odczytania ze strony internetowej placówki, jaką tam pełni funkcję, zakończyła się z naszej strony porażką. Może Wy spróbujecie.
Zresztą afera w gminie Dynów to nie jedyny konflikt Cichego Dona. Dociekliwy autor bloga Miernik Teatru opisał nieprawidłowości i sprawy płatności Teatru IMKA i przyjaźnie jego dyrektora. Zaczęło się podobno od wymiany SMSów, Tomasz Karolak poszedł ze sprawą do Urzędu Marszałkowskiego, a rządny sensacji Łukasz Drewniak próbował się pod aferę jakoś podłączyć. W ten sposób panowie postanowili kontynuować dawną tradycję dissu w krytyce polskiej. Wyszło bezbłędnie. Powstała w nas nawet myśl, że Bartłomiej M. powinien uczyć nie tylko młode dziewczęta pisania o teatrze, ale także garażowych hip-hopowców trudnej sztuki „disrespect”. Pan Bartek jest dużym panem, więc oczywiście nie każdy by się na taki „freestyle” z nim odważył. Zawsze istnieje obawa, że odda w tzw. realu.
No dobrze, zostawmy sprawy obyczajowe i zajmijmy się teatrem. Pan Bartłomiej lubi tak, za przeproszeniem, bardziej tradycyjnie. A więc performance nie, happening nie. Garbaczewski na pewno nie. Tak przynajmniej nam się zdaje. Przepraszamy, czasem trudno się połapać. Może tak – można powiedzieć, że Cichy Don jest takim PSLem krytyki teatralnej – nie mainstreamem, ale jak nie ma na kogo głosować, to jest ostatnim ratunkiem i 28% ma nagle. (Jak, prosty czytelniku, nie rozumiesz, co piszą do Ciebie w „Dwutygodniku”, to idziesz na Miernik Teatru i wtedy zrozumiesz.) Krytykiem w każdym razie zostać musiał. Co innego możesz robić, jak się urodziłeś z takim nazwiskiem? Pan Bartłomiej recenzuje więc nie tylko spektakle, artykuły kolegów, ale również np. pokoje hotelowe i rozmowy teatrolożek po kawiarniach.
Chyba zaczynamy się powtarzać, więc pora skończyć.
Pozdrawiamy pana Bartłomieja, który przecież o nasz spis dzielnie walczył. Bartku, teraz Twój Ruch (żeby kontynuować tradycję żenującego żartu na koniec). You know what I mean.

 

link do źródła:
https://www.facebook.com/1488310314770462/photos/a.1488700734731420.1073741828.1488310314770462/1521730714761755/?type=1&theater
____________________________________________________________________________________________________
#teatr