Mierzyć się z teatrem

Mierzyć się z teatrem – to znakomity wywiad Jarosławem Tomicą o tym, dlaczego zdecydował się odejść z teatru instytucjonalnego.

mierzyc-sie-z-teatremJest to niezwykle ważny tekst, albowiem po części mówi o tym, jak wielką wolność daje odejście z teatru instytucjonalnego i że dopiero ta niezależność, którą się zyskuje daje między innymi możliwość, żeby tak naprawdę mierzyć się z teatrem, a nie z układami, korupcją i nepotyzmem, który panuje w światku teatrów publicznych.

Polecam bardzo ten wywiad, którego część zamieszczam poniżej:


Mierzyć się z teatrem

– Podejmując decyzję o rezygnacji z pracy w teatrze instytucjonalnym, chciałem, żeby były warunki i przestrzeń, aby mierzyć się z teatrem. Tej przestrzeni w teatrze offowym jest więcej – rozmowa z Jarosławem Tomicą, lubelskim aktorem.

Luiza Nowak: Zacznę od cytatu. Tworzących Kompanię „Teatr” „aktorów połączyło wspólne widzenie teatru oraz znużenie jego współczesnym obliczem i formą, doświadczane w czasie dziesięcioletniej pracy w teatrze państwowym”. Jak więc z perspektywy czasu ocenia Pan decyzję z 1995 roku o rezygnacji z pracy w teatrze instytucjonalnym?

Jarosław Tomica: To była najważniejsza i najbardziej brzemienna w skutki decyzja w moim życiu zawodowym. Nasz bunt i znużenie, które się wtedy pojawiły, dotyczyły ówczesnego obrazu teatru lalkowego. Nie chcieliśmy być reformatorami, a nasza rezygnacja z pracy w instytucji wynikała z pasji robienia teatru, która była tak ogromna, że aby ją realizować, musieliśmy z tej instytucji odejść. Po odejściu pracowałem trochę w Gardzienicach i w Teatrze Nowym, który pojawił się wtedy w Lublinie. Doszliśmy do wniosku, że niezależność sprawia nam przyjemność. Mieliśmy wtedy po trzydzieści parę lat i byliśmy przekonani, że uda nam się stworzyć własny teatr……

…..L.N.: Ostatnio wrócił Pan do teatru instytucjonalnego i zagrał Pan gościnnie w dwóch spektaklach Teatru im. Juliusza Osterwy. Czy widzi Pan różnicę między pracą w teatrze instytucjonalnym a tą jako wolny strzelec?

J.T.: Podejmując decyzję o rezygnacji z pracy w teatrze instytucjonalnym, chciałem, żeby były warunki i przestrzeń, aby mierzyć się z teatrem. Tej przestrzeni w teatrze offowym jest więcej. Wiecie, jak jest zorganizowany teatr instytucjonalny? Dostajecie plan, na który nie macie kompletnie wpływu. Jesteście w obsadzie albo nie. Ktoś przynosi gotowy scenariusz. Na próbach czytanych to, czy uda się wrzucić pomysł, jest zależne od tego, jak elastyczny jest reżyser, i od tego, czy jest gotowy na słuchanie ludzi z zewnątrz. Może „Ferdydurke” było ekstremalnym doświadczeniem, ale praca nad tym spektaklem trwała rok. Sam scenariusz pisaliśmy przez siedem miesięcy! Pamiętam, jak zapytaliśmy kiedyś Jerzego Skolimowskiego, który nakręcił ekranizację, czy przyjdzie do nas na spektakl, a on odpowiedział w żartach, że nie, bo nam się udało, a jemu nie. Janusz Opryński i Witek Mazurkiewicz przejęli funkcję ludzi, którzy w większym stopniu niż reszta czuli się odpowiedzialni za konstrukcję, chociaż demokratyczna struktura nigdy nie została zniszczona. W „Ferdydurke” każdy z nas miał istotny wpływ na to, jak ostatecznie wyglądają poszczególne sceny. W teatrze offowym praca nad spektaklem ma posmak studiowania epok. Wspólnie czyta się książki i analizuje konteksty. W instytucji często większość spada na reżysera, chociaż to się teraz trochę zmienia. W Osterwie garderobiane zapytały mnie, która z nich ma mi pomóc w zmianie kostiumu. Byłem zdziwiony, bo przecież sam mogę się przebrać. Dopiero po chwili dotarło do mnie, o co chodzi. To trochę tak jak w pierwszych odcinkach „Downton Abeby”, gdy Matthew Crawley sam się ubiera, a jego garderobiany stoi zdziwiony i bezradny. I dopiero ktoś uświadamia mu, że ma od tego ludzi, i że to jest ich praca. A przecież w obu tych przypadkach nie było żadnej złej intencji Tylko trzeba zobaczyć w tym strukturę, która działa w inny sposób niż ta, do którego jesteśmy przyzwyczajeni……

***

Jarosław Tomica – aktor, absolwent Wydziału Sztuki Lalkarskiej warszawskiej PWST w Białymstoku, współzałożyciel Kompanii „Teatr”.