Modliszka i Uległy

” Modliszka i Uległy ” to kolejny odcinek znakomitej książki Anny Rychter pt. „Żyjąca w Polsce i inne stany nieważkości” o otaczającej nas rzeczywistości.

 

 

Modliszka i Uległy

 

Modliszka i uległy Ona  tuż po odcięciu macierzyńskiej pępowiny wiedziała czego chce. Własnej matce wskazywała  drogę  mlecznej piersi do swojej buzi, drąc się niemiłosiernie dzień i noc.

Kiedy tylko stanęła na nogi już w piaskownicy lała inne dzieci łopatką i grabkami, sypała na głowy piasek z wiaderka, niszczyła piaskowe babki postawione przez  rówieśników. W szkole domagała się specjalnego traktowania, zawsze uważając, że jest najlepsza, niepowtarzalna, jedyna.

Płaczem wymuszała lepsze oceny, skarżyła na inne dzieci z zazdrości, cieszyła się gdy ktoś popadł w niełaskę u nauczycielki. Jej metody zawsze skutkowały. Pani w klasie dla świętego spokoju zgadzała się ze wszystkimi jej roszczeniami, dzieciaki schodziły jej z drogi, matka wypruwała sobie flaki  by dogodzić jedynaczce, którą wychowywała sama. Modliszka zawsze miała modne ciuchy, dobre kosmetyki, wyjeżdżała na wakacje na kolonie i obozy. Rodzicielka sponsorowała wszystkie zachcianki rozwydrzonej córeczki. Wierzyła w nią, chciała, by ta jedynie uczyła się, odpoczywała i była szczęśliwa.

Na studia nie dostała się, bo komisja okazała się nieczuła na płacze i histerie. W tym samym czasie straciła matkę. Została sama jak palec.

 Jedynym wyjściem było szybkie zamążpójście.

Kandydata dobrała sobie błyskawicznie i właściwie.

Biedny, osierocony Uległy, bez żadnych zasobów finansowych, ciężko  pracował  w fabryce na życie i utrzymanie. Modliszka w tempie światła uwinęła się wokół Uległego i poprowadziła go do ołtarza. W krótkim czasie powiła dwie Latorośle i poczuła się śmiertelnie zmęczona.

Dzieciaki wymagały opieki. Uległy z samego rana biegł do roboty, a ona nie miała znikąd pomocy. Bezradność nie leżała jednak w jej naturze. Do galopu wzięła Uległego.

Wstawał w nocy do karmienia i przewijania Potomków, chociaż o 6 rano musiał jechać do zmianowej roboty.

Rano karmił jeszcze dzieciaki, bo Modliszka lubiła pospać dłużej, po wyczerpującej nocy. W końcu to ona siedziała z Latoroślami do szesnastej i zajmowała się wszystkim.

Uległy wracał z pracy z zakupami i zabierał się za gotowanie obiadu, wszyscy byli bowiem głodni- od śniadania minęło tyle godzin.

Uległy robił pranie, prasował, odkurzał i zabawiał dzieciaki, bo Modliszka w tym czasie odpoczywała u koleżanki. Codziennie skarżyła się przyjaciółce na swój los. Nie tak wyobrażała sobie bowiem życie małżeńskie i rodzinne. Była ciągle znużona codziennością. Miała za złe Uległemu, że przy jego boku nic wzniosłego nie przeżyła. On nie zabrał jej nigdy na dziką plażę, nie zafundował wyjazdu na narty, nie chodził z nią do opery ani nawet do kina, nie kupował jej seksownej bielizny. Może wcale jej nie kocha i nigdy nie kochał?

Zarzucała przyjaciółkę tymi pytaniami retorycznymi i narastająca frustracją. Wracała do domu koło północy, kiedy wykąpane dzieci już spały i jadła podaną przez Uległego kolację. Potem kładła się spać, bo od rana znowu czekały ją obowiązki.

Nawet najdrobniejszym gestem nie okazywała Uległemu swoich uczuć, wyniośle trzymając wobec niego chłodny dystans. Czuła nad nim swoją wyższość tak intelektualną, jak emocjonalną. Chłopak po zawodówce był tak naprawdę dla niej mezaliansem. Myślała, że jak on będzie dobrze zarabiał, to ona dołoży do tego całą resztę; swoje ambicje, marzenia, plany, trochę majątku po matce i wówczas stworzą udany związek. Niestety, pomyliła się. Nic nie poszło tak jak sobie wymarzyła. Forsa matki rozpłynęła się szybko, Uległy nadal był tym samym facetem po zawodówce, do tego coraz bardziej zatyranym i cofniętym. Dzieci nie pozwalały na chwilę wytchnienia, a ją zżerała narastająca wściekłość i pretensje do całego świata.

Uległy ze stoickim spokojem, godnym podziwu akceptował warunki postawione przez Modliszkę.

Ona zaś skutecznie wybiła mu z głowy wszelkie nałogi:

nie wolno mu było palić papierosów(więc rzucił palenie), nie wolno było iść na wódkę z kolegami z pracy (więc wracał prosto do domu), nie mógł jechać na ryby (więc założył akwarium w domu), nie mógł kupować żadnych osobistych rzeczy (więc ubierała go żona), bo żyli przecież z jednej (jego) pensji i nie było ich na nic stać.

Mimo tego, to Uległy czuł się bardziej spełniony w tym związku  niż Modliszka. Ona ciągle odczuwała niedosyt. Według niej Uległy zarabiał za mało, wydawał za dużo, spóźniał się z pracy do domu więcej niż kwadrans akademicki, słabo gotował, a dzieci za głośno płakały gdy się nimi zajmował. Odkąd pojawiły się Latorośle, Modliszka czuła się zepchnięta na dalszy plan, odstawiona od grania swojej życiowej głównej roli.

Żaliła się znajomym, że Uległy wciąż zajmuje się Potomkami, gotowaniem, sprzątaniem albo pracą, zamiast poświęcić trochę czasu jej, zauważyć, że ona wciąż istnieje, mimo zmęczenia codziennością i obowiązkami, w które ją władował, żeniąc się i prokreując.

Nigdy nie była szczęśliwa u boku Uległego.

Uległy zaś nigdy nikomu nie skarżył się, zawsze był uśmiechnięty i zadowolony. Martwił się jedynie tym, że Modliszka jest taka nerwowa

i ciągle zmęczona. Bał się, żeby się przypadkiem nie rozchorowała albo nie popadła w depresję, bo dopiero wtedy mógłby sobie nie poradzić ze wszystkimi obowiązkami.

Anna Rychter
https://www.facebook.com/anna.rychter.12?fref=ts


#Polska