Możemy bojkotować kolejny teatr

Możemy bojkotować kolejny teatr – następny geniusz teatru polskiego wydaje oświadczenie w sprawie Teatru Osterwy w Lublinie.

“Możemy bojkotować kolejny teatr”, mówi niejaki luminarz polskiego teatru, Kuba Kowalski, zwracając się ponoć do “środowiska teatralnego”.

 

A ja od razu mam sie ochotę zapytać: Jacy my?

 

Ja też należę do środowiska teatralnego i bynajmniej nie zamierzam bojkotować Teatru Osterwy. Więc o jakie my tu chodzi?

 

Być może o wybitną spółdzielnię teatralną, która przyczyniała się do wielce wątpliwego “sukcesu” tego pana?

 

 

Możemy bojkotować kolejny teatr

 

 

Możemy bojkotować kolejny teatr

Pan Kowalski na łamach swojego Facebooka pisze:

 

“Drogie środowisko teatralne,

 

zespół Teatru im. Osterwy w Lublinie wyłonił swoją Radę Artystyczną. Są rozgoryczeni po skręconym konkursie na dyrektora i zakończeniu współpracy z Dorotą Ignatjew, której zasługi dla tego teatru są oczywiste. Ale postanowili się nie poddawać i chcą walczyć o to, żeby w lubelskim teatrze utrzymać poziom.

 

Nowy p. o. dyrektora Redbad Klynstra deklaruje chęć współpracy. Zaprasza reżyserów, których rekomenduje zespół. Rezygnuje z propozycji, które zespołu w ogóle nie przekonują.

 

Mamy wybór. Możemy bojkotować kolejny teatr, w którym władza wymienia dyrektora nie zważając na głos zespołu, środowiska itd. Ale pamiętajmy proszę, że dyrektorzy przychodzą i odchodzą, a zespół w ogromnej większości zostaje.

 

Tak więc namawiam: rozmawiajcie z nimi, rozmawiajcie z Radą. To świetni aktorzy i bardzo fajni ludzie:

Nina Skołuba, Jolanta Rychłowska, Marta Ledwoń, Magdalena Sztejman, Justyna Janowska, Edyta Ostojak, Jowita Stępniak, Daniel Dobosz, Daniel Salman, Marek Szkoda, Paweł Kos, Krzysztof Olchawa, Przemysław Gąsiorowicz, Maciej Grubich, Wojciech Dobrowolski, Wojciech Rusin, Tomasz Bielawiec, Jerzy Kurczuk, Jerzy Rogalski i wielu innych z którymi jeszcze nie miałem przyjemności pracować.”

 

 

Zaiste kuriozalny to wpis dla wszystkich, którzy chociaż trochę orientują się w branży teatralnej.

 

Albowiem:

 

Pan Kowalski pisze, że zespół wyłonił swoją Radę Artystyczną, nie zająkając się ani przez moment, nad tym, że okoliczności tego “wyłonienia” były skandaliczne i rodem z najgorszych UBeckich praktyk, ponieważ mała grupa krzykaczy i byłych faworytów poprzedniej dyrekcji, zmusiła (mimo protestów) zespół do wyłonienia tej Rady w jawnym głosowaniu, co spowodowało, że zastraszani koledzy z zespołu zagłosowali na jedynie słusznych kandydatów.

 

Dla kogo te “niewątpliwe zasługi dla tego teatru” Pani Ignatjew są oczywiste?
Bo zapewniam Pana Kowalskiego, że na pewno nie dla tego teatru, miasta Lublin i dużej części załogi Osterwy. Więc może dla samego Pana Kowalskiego, który, jak wiadomo za czasów dyrekcji pani dyrektor, tam pracował?

 

Potem Pan Kowalski wyjaśnia, że “Nowy p. o. dyrektora Redbad Klynstra deklaruje chęć współpracy. Zaprasza reżyserów, których rekomenduje zespół. Rezygnuje z propozycji, które zespołu w ogóle nie przekonują.”

 

A ja się pytam: Jaki zespół? Bo duża część zespołu ani nic nie rekomenduje, ani tym bardziej się nie sprzeciwia ponieważ nikt z “zespołem” nic nie konsultuje.

 

Dalej mister Kowalski mówi o tym, że “Możemy bojkotować kolejny teatr, w którym władza wymienia dyrektora nie zważając na głos zespołu, środowiska itd.”

 

A ja się pytam, gdzie Pan Kowalski był, kiedy władza PO i naczelny grabarz kultury polskiej pan Bogdan Z. zmieniała dyrektorów, jak chciała i rozdawała je swoim pupilom, jak landrynki, “nie zważając na głos zespołu, środowiska itd.”?

 

Może Pan Kowalski wtedy po prostu należał do kolegów ów pupilów i nie bardzo po drodze mu było wtedy protestować i wygłaszać oświadczenia, ponieważ jego koledzy gwarantowali mu dojście do żłobu?

 

Na końcu zaś Pan Kowalski namawia do rozmów z Radą, a ja chciałbym panu Kowalskiemu zwrócić uwagę na to, że rozmawiać z Radą oczywiście można, ale Rada nie ma żadnych plenipotencji, żeby podejmować żadnych decyzji, ani repertuarowych, ani w kwestii wyboru reżyserów.

 

Wszystko to, co napisał Pan Kowalski sprowadza się de facto do tego, że Pan dyrektor Klynstra jest najwidoczniej poddany jakiemuś rodzajowi szantażu uskutecznianego przez małą grupkę beneficjentów poprzedniej dyrekcji, a “oświadczenie” Pana Kowalskiego ma ten szantaż wzmocnić.

 

Zwracam się zatem do środowiska teatralnego z apelem, żeby nie słuchać podobnych głupot i rozmawiać tak, jak zawsze z dyrektorami teatrów, albowiem to oni decydują o repertuarze, doborze reżyserów, obsadzie i przede wszystkim stawkach i honorariach.

 

Amen


#teatr