Na antypodach życia

Na antypodach życia – to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym kobiet we współczesnej Polsce.

Ciąg dalszy spotkania Jesiennej i Pawła, kiedy to on zdaje sobie nagle sprawę, że ze swoją rodziną żyje na antypodach życia.

Na antypodach życia

Na antypodach życia

Zatrzasnęła za sobą drzwi. Słyszał, że jest już na schodach. Chciał, żeby wróciła i powiedziała, że będzie tu znowu dzisiaj, jutro i pojutrze. Bo on jej potrzebuje.

Aż do wypadku nie miał o tym zielonego pojęcia. Prawie pół roku był już zupełnie sam. Joanna pracowała w Stanach. Pojechała do swojej bezdzietnej ciotki w Nowym Jorku. Tam udało się jej wkręcić do pracy w gabinecie stomatologicznym. Leczyła ludziom zęby i zarabiała niezłą forsę. Bardzo jej się to spodobało. Potem pojechał do niej ich jedyny syn. Wziął dziekankę na architekturze i poleciał podziwiać amerykańskie galerie sztuki. Matka zakochana w jedynaku bez sprzeciwu finansowała wszystkie jego zachcianki. Paweł już dawno odsunął się na dalszy plan. Siedział w Polsce i zarabiał na siebie. Żył swoim życiem. Tęsknił umiarkowanie. Dużo pracował. Nie miał innych obowiązków. Rower, wódeczka z kumplem, zlecenia, wyjazdy na narty i na safari. Nikt nie rozliczał go z życia. Raz w tygodniu widział się z bliskimi przez skypa. Wciąż byli rodziną, ale na antypodach życia: tu noc, tam dzień, tu Polska – tam inny świat.

O wypadku powiedział im dopiero tydzień po operacji. Joanna zobaczyła na skype gips na jego nodze, zarost na twarzy i chciała wracać. Ale tylko w pierwszej chwili. Na drugi dzień ochłonęła: nie może tak z dnia na dzień rzucić roboty, bo ma umówionych pacjentów, no i amerykańska ciotka niedomaga, a Jedynak właśnie załapał się do pracy w jakiejś ekskluzywnej firmie designerskiej, to dla niego ogromna szansa.

„Nie przyjeżdżajcie, dam sobie radę, już jest lepiej” – uspokajał ich wbrew sobie. Naprawdę chciał, żeby przylecieli pierwszym samolotem, wypełnili sobą dom, żeby mu współczuli, żeby byli blisko.

Musi sam sobie radzić ze wszystkim: z gipsem, z bólem, z samotnością. Nie miał pojęcia, że będzie aż tak wyalienowany. Wspólnik z firmy ma własną rodzinę, obowiązki, spotykają się w pracy, ale teraz Karol musiał wziąć większość zobowiązań na siebie, a jemu zlecenia dostarczał do domu.

Dobrze, że są komputery, ma swoją pracownię na kolanach w dowolnym miejscu, nie zginie z głodu, ale zawsze był aktywny, w domu spędzał niewiele czasu, a teraz?

Po co to wszystko? Dla kogo?

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#TrenerDuszy