Naczelny wariat Zagłębia

Naczelny wariat Zagłębia – to piękna opowieść Marka Orłowskiego o tym, że ongisiejsi wariaci byli mądrymi na swój sposób ludźmi. Dzisiejsi mądrale są często większymi kretynami niż oni byli wariatami.

Naczelny wariat Zagłębia

Naczelny wariat ZagłębiaKiedyś tyłem po schodach wychodził niejaki Malinowski. Naczelny wariat Zagłębia. Dodam jeszcze, ze zawsze ( zima – lato) paradował w krótkich spodenkach, na poczekaniu układał wiersze i śpiewał piosenki, a jak palił papierosa (w drewnianej fifice), to tak, żeby ani odrobina popiołu nie spadła z niego (papierosa) na ziemię.

Malinowski przez wiele lat tworzył swoisty koloryt Będzina, Sosnowca, Dąbrowy Górniczej.

Zawsze z okazji obchodów święta pracy – 1 maja „organy” zamykały go na kilka dni aby nie „urozmaicił” święta w którymś z miast. Swoimi piosenkami układanymi at hoc potrafił wykpić każdego w dodatku na wesoło i biada było temu, kto z nim wdał się jakakolwiek polemikę.

Przy tym był zupełnie niegroźny za wyjątkiem kontaktu z Jankiem Sytniewskim z Będzina. Kolejnym „wariatem” . Podobnie jak Malinowski, swoistą legenda tego miasta.

Jak ja go, Sytniewskiego pamiętam? Starszy szczupły, wręcz chudy pan z bródką. Zawsze ubrany w pognieciony płaszcz ortalionowy w pilotce z radiem tranzystorowym pod pachą i latarka przewieszoną na szyji, przechadzał się o laseczce po ulicach Będzina ciągle mówiąc do siebie. Coś tam mruczał pod nosem liczył, mówił co było jego co nie jego ile co kosztowało.

Różne słuchy o nim chodziły, a najczęstsze to, ze był jednym z nielicznych będzińskich żydów ocalałych z pogromu wojennego. Był podobno właścicielem połowy miasta i po tym jak nowa władza „wydziedziczyła” go i odebrała majątek, odebrała mu również rozum.

Na ile to prawda nie wiem. Wiem tylko, że my jako nastolatkowie, chłopcy z liceum spotykaliśmy go dość często na ulicach Będzina. Nie wzbudzał ani odruchów litości ani zdegustowania. Był jako osoba czymś tak charakterystycznym i naturalnym, że traktowało się go wręcz z sympatią.

Był bardzo elokwentny i kulturalny. Zdarzyło mi się kiedyś pomóc mu przy wstawaniu, kiedy potknąwszy się upadł na chodnik. Byłem wręcz zdumiony z jaka godnością i wdziękiem podziękował mi za pomoc. Spytał nawet jak mam na imię. Od tego momentu zawsze przy jakimkolwiek spotkaniu wymienialiśmy między sobą uprzejme „Dzień dobry Panie Janku”. Odpowiadał „Dzień dobry Panie Marku ( zapamiętał) co u Pana?” Odpowiadałem. „Dziękuję. Doskonale, a u Pana?” On za zwyczaj. „Ot, jak Pan widzi. Do widzenia . Powodzenia”. Ja odpowiadałem. Do widzenia wzajemnie”. On na odchodnym. „Dziękuje, jak los da, jak los da”. Zawsze tak samo. I jeśli mam być szczery nie było w tym ani odrobiny szaleństwa.

Nie cierpieli się z Malinowskim strasznie.

Kiedyś byłem świadkiem ich kłótni w tramwaju lini 21. Znanej , legendarnej już kłótni, która weszła do kanonu przypowieści Zagłębiowskich. Cóż, tramwaj był pełen ludzi. Malinowski jak to w jego stylu jechał tramwajem z Dąbrowy Górniczej. Wtedy jeździły jeszcze tak zwane „Hawajki”. Ja akurat wsiadałem na Kołlątaja( A może wtedy już al. Zawadzkiego?), wracałem ze szkoły. II LO im. H. Sawickiej – wtedy. Obok Teatru Dzieci Zagłębia. Na ul Małachowskiego przy delikatesach ( mijanka) wsiadł Jasiu Sytniewski. Prawie się zderzyli w przejściu i zaczęło się. Całości kłótni i wszystkich kulturalnych ( nie padł ani jeden wulgaryzm) inwektyw nie pamiętam, było tego sporo i było…… na wesoło ( jedno zapamiętałem jak Malinowski powiedział do Jasia „Ciebie to zamknąć powinni. Ty wariat jesteś”. Na to Sytniewski. „Może i jestem, ale w krótkich gaciach w zimie nie biegam”) Dość, ze cały tramwaj ryczał ze śmiechu. Kłócili się także w czasie jazdy. Dopiero kiedy tramwaj zatrzymał się koło dworca PKP w Będzinie, Sytniewski zorientował się gdzie już zajechał (to były granice jego „włości” poza które nie zapuszczał się nigdy) stwierdził Wiesz co? Dwóch wariatów w jednym tramwaju nie może jechać. Ja wysiadam. Żegnam. Cały tramwaj ryknął smiechem. Akurat stałem w drzwiach. Jeszcze zdążył mnie zauważyć i jak zwykle z godnością powiedział „Dzień dobry Panie Marku. Pan wybaczy, ale już muszę wysiąść”. „Dzień dobry Panie Janku” zdążyłem odpowiedzieć i tramwaj ruszył. Ja wysiadałem o jeden przystanek dalej. Po wyjściu Sytniewskiego, Malinowski jak to u niego w zwyczaju zaczął śpiewać w tramwaju piosenkę at hoc równie wesołą jak cała kłótnia.

Lata minęły Mnie w Będzinie, potem w Zagłębiu dłuższy czas nie było. Nie wiem co się stało z jednym i z drugim. Jakie były ich dalsze koleje losu. Niewątpliwie mimo swojego szaleństwa obaj byli mądrymi na swój sposób ludźmi. Dzisiejsi mądrale są często większymi kretynami niż oni byli wariatami.

Naczelny wariat Zagłębia

Marek Orłowski

18 styczeń 2017

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1411849672200287&id=100001258038712


#mądrość