Nie jest zdolny do czynów lubieżnych

Nie jest zdolny do czynów lubieżnych – to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym kobiet we współczesnej Polsce.

 

Nie jest zdolny do czynów lubieżnych

 

Nie jest zdolny do czynów lubieżnych

Podjechała w kierunku, skąd dochodził głos. Jakiś facet siedział bezradnie przy drzewie. Obok leżał nowy rower. Srebrny góral.

 „Chyba to Wyczynowiec, na takim rowerze…” – pomyślała.

A tymczasem Wyczynowiec jęczał trzymając się za kolano. Sądząc po lekko szpakowatych włosach, zapewne przekroczył czterdziestkę. Miał na sobie ciemnooliwkowe dresy i szarą czapkę z daszkiem, która teraz leżała obok roweru.

„No, raczej nie udaje i w tym stanie nie jest zdolny do czynów lubieżnych. Chyba nie jest nawet zdolny do tego, by samodzielnie iść, a co dopiero, żeby rzucić się na kobietę.” – Szybko oceniła sytuację i uspokoiła się zupełnie.

– Co się stało? Jak mogę panu pomóc? – spytała rzeczowo, zeskakując z roweru.

– Wracałem tędy od kolegi i nagle wjechałem na rozwaloną butelkę. Nie zdążyłem jej ominąć ani zahamować…- Faktycznie, Jesienna poczuła pod nogami chrupiące kawałki szkła.

– Chyba coś poważnego zrobiłem sobie w kolano – facet wskazał na nogę. Jesienna oparła swój rower o drzewo i podeszła bliżej. Lewa nogawka spodni od dresów była porwana i zakrwawiona. Schyliła się i przez rozdarty materiał zobaczyła dużą ranę na nodze. Jednak najgorsze było spuchnięte kolano – nie mieściło się w nogawce i wyglądało jak główka kapusty.

– Nie mogę sam stanąć na nogi, kolano tak mnie boli i jest w tym miejscu jakby zablokowane…

– Wyobrażam sobie, ale co robimy? Pan potrzebuje fachowej pomocy, a ja nie mam przy sobie telefonu. Musimy przede wszystkim wydostać się stąd i dojść jakoś do głównej drogi. Myślę, że konieczny będzie szpital…

– Ale czy spadając z roweru można sobie złamać nogę? – był zdziwiony całą sytuacją.

– Chyba można, ma pan przykład.

– Po co tędy jechałem? Trzeba było zwyczajnie jezdnią, ale zachciało mi się relaksu, z dala od spalin, no to mam…- nagle zezłościł się sam na siebie.

– Na jezdni może być jeszcze gorzej – Jesienna przypomniała sobie krzyż i znicze. – Zaraz pomogę panu wstać.

– A jak nie dam rady? – zaczął panikować – Chyba nie zostawi mnie pani tutaj, na noc, samego…?

– Zostanę z panem, wypijemy resztę wody mineralnej z mojej butelki, rozpalimy ognisko – tyle tu drewna, i poczekamy na odsiecz. Będzie jak w partyzantce. Albo lepiej –  niech sobie pan wyobrazi, że jest wojna, ja jestem sanitariuszką, a pan jest ranny, ale przytomny i jak się pan nie weźmie w garść, to dopadnie nas nieprzyjaciel, a wtedy…

– Podziwiam pani poczucie humoru…

– To niech pan nie podziwia, tylko wstaje, bo nie dość, że już jest pan z powyłamywanymi nogami, to jeszcze dostanie pan wilka do kompletu…No i musimy zabrać ze sobą sprzęt z pola bitwy – ruchem głowy wskazała na rowery. – No, jakoś musimy dać radę. Przecież to nie Mikołajki, żeby w prezencie  zostawić komuś w lesie dwa rowery…

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#trenerduszy #zyciecoedziennewpolsce