Nie kochaj mnie już!

Nie kochaj mnie już! – Znakomite, krótkie opowiadanie Brunona Wioski o niespodziewanej wizycie pewnej niezwykle niepożądanej kochanki.

Nie kochaj mnie już! to bardzo przewrotny tytuł, ale nie chcę zdradzać na czym ta przewrotność polega, bo okazuje się to dopiero na samym końcu opowiadania.

Nie kochaj mnie już!

Nie kochaj mnie już!

Obudziłem się wypoczęty i nawet radosny.

Jak codziennie, zrobiłem piętnastominutową gimnastykę, no może było tylko 12 minut, ale po ćwiczeniach czułem się wyjątkowo świeży. Zjadłem jak każdego ranka lekkie śniadanie i wypiłem kawę…

― Super ― pomyślałem sobie ― będzie piękny dzień ― wtedy przyszła…
Dawno jej nie było i zaskoczyła mnie, bo zjawiła niespodziewanie. Bez uprzedzenia. Pokochała mnie już dość dawno, było jej chyba dobrze, bo wtedy gościła u mnie dość długo. Potem zdarzało się, że bywała ot tak sobie i zostawała na kilka dni. Sam nie wiem, dlaczego pokochała mnie?

Poddałem się bez walki.

Tego dnia, popatrzyłem na żonę, ona na mnie. W jej wzroku było zrozumienie. Domyślała się…

― Może zrobię ci ziółka? Kawy nie pij więcej, bo możesz za bardzo się podniecić, a masz przecież słabe serce. Pamiętaj o sercu…

Oczywiście pamiętam zawsze. Nie musiała mi tego mówić. Poszedłem do pracowni. Ona oczywiście ze mną.

― Potrzebujesz czego? ― usłyszałem jeszcze głos żony dobiegający z parteru.

― Nie! ― odpowiedziałem głośno by mnie usłyszała, bo czego mógłbym w takiej sytuacji potrzebować od żony.

Naturalnie cały dzień upłynął na nic nierobieniu. W jej towarzystwie nie było sensu cokolwiek zaczynać, bo i tak by z tego nic nie wyszło.

W południe zjadłem obiad. W czasie, którego oboje z żoną milczeliśmy. Nie było sensu, by rozmawiać na jej temat. Najlepsze w takiej sytuacji jest milczenie.

Ale milczenie nic nie załatwi… ― pomyślałem i przypomniałem sobie o pewnej książce. Oczywiście, że nie zacząłem jej czytać, na pewno jej towarzystwo nie pozwoliłoby mi się skupić. Ale myślałem o tej chwili, o tym co się w tych kilku sekundach we mnie dzieje. Czego mi teraz brak?

W zasadzie niczego w tej chwili nie pragnąłem.

Poczułem jakby promyk szczęścia, który mi nagle zaświecił. Jasne – muszę się cieszyć tą chwilą. Nie potrzebuję w tym momencie nic. Jedyne co jest koniecznym, to myśleć o niczym. Jestem i na tym powinienem poprzestać.

Spojrzałem w okno. Tam, w ogrodzie niemal wiosna. Ławka świeci bielą na tle pięknej, mimo stycznia zieleni. 15 stopni Celsjusza… nie do pomyślenia… A ja w tej chwili jestem… żyję i nie muszę myśleć o żadnych problemach.

Zacząłem regularnie oddychać. Wdech… i wydech… wdech… i wydech… nic mnie w tej chwili nie interesowało tylko spokojne oddychanie…

I nie uwierzycie – zapomniałem o niej.

Ocknąłem się, gdy szarzało. Jej już nie było. Nawet nie wiem, kiedy odeszła. Byłem sam i szczęśliwy.

― Nie będę cię szukał, na pewno nie! ― pomyślałem. Zszedłem do żony na kawę.

―Poszła?

― Kto? ― nie zrozumiałem o kogo jej chodzi.

― No, ta twoja kochanka – Depresja!

Wioska Bruno


#depresja