Nie oglądała się na niego

Nie oglądała się na niego – to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym kobiet we współczesnej Polsce.

Tym razem Paweł wspomina górską wycieczkę z Joanną, która parła do góry i nie oglądała się na niego.

Nie oglądała się na niego

Nie oglądała się na niego

W kuchni zrobił sobie dwa drinki i nie czekając aż stopią się grzechoczące w szklankach sześciany lodu, wypił  duszkiem obydwa. Wrócił do pokoju i położył się na kanapie. Obydwiema rękami wciągnął za sobą zagipsowaną nogę i ułożył ją jak obce ciało. Poczuł jak wypity alkohol rozlewa się w nim ciepłem, którego szczególnie dzisiaj tak mu brakowało. Zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Po raz pierwszy od kilku tygodni nie bolała go noga.

„Może powinienem pić drinki zamiast szprycować się środkami przeciwbólowymi? W końcu to pierwsze jest o wiele przyjemniejsze w użyciu, no i chyba ceny są porównywalne.” Pod zamkniętymi powiekami zaczęły przesuwać się wydarzenia ostatnich dni: lampy na sali operacyjnej, charakterystyczny zaduch szpitalnego pokoiku, telefon urodzinowy od Joanny, ból kolana, zielony lasek, w którym spadł z roweru, oczy Jesiennej patrzące spomiędzy urodzinowych tulipanów, jej zgrabne nogi w foliowych ochraniaczach, charakterystyczny stukot obcasów, na który codziennie czekał tak niecierpliwie.

Nagle zobaczył Joannę w peruwiańskim Machu Picchu, wchodzącą coraz wyżej i wyżej schodami inkaskiej świątyni słońca. Oglądała się z uśmiechem do tyłu, ale nie czekała na niego, szła wciąż szybciej ku górze, zapominając, że on ma nogę w gipsie, więc nie nadąży za nią, to nie dla niego wycieczka, nie sprosta schodom wykutym przed wiekami  przez dawno zapomnianych budowniczych. Nie, nie pójdzie już ani kroku dalej, chyba skoczyło mu ciśnienie. Andy to dość wysokie góry, stanowczo za wysokie. Zrobiło się duszno. Joanna już nie oglądała się na niego, była coraz dalej, aż nagle przesłonił ją obłok mgły, która spłynęła z gór. Chciał krzyknąć, żeby wracała, ale mgła wciskała mu się do gardła i oczu, opadała boleśnie na klatkę piersiową, aż w końcu zaczęła go dusić. Poczuł, że traci grunt pod nogami, osuwał się w wilgotną, górską przepaść, nie miał czego się uchwycić, na przemian bał się strasznie i czuł ulgę.

Coś z hukiem uderzyło blisko niego, jakby skalna lawina przetoczyła się obok. Otworzył oczy. To podpórki, niedbale oparte o kanapę, osunęły się na podłogę, robiąc tyle hałasu.

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#trenerduszy