Niezależny od dyktatu Kultury Niezależnej

Niezależny od dyktatu Kultury Niezależnej – marzy mi się taka kultura, w której będę mógł być niezależny. Niezależny od teatru kościółkowego, ale także niezależny od dyktatu jednego jedynie słusznego teatru „spółdzielni teatralnej”.


Niezależny od dyktatu Kultury Niezależnej

Niezależny od dyktatu Kultury Niezależnej

Odkąd niedawno pojawił się manifest Kultury Niezależnej mam ciągle poczucie próby manipulowania mną w imię jak mi się zdaje nie całkiem czystych intencji.

Z jednej strony postulaty wydają się być słuszne i trudno się z nimi nie zgodzić, a z drugiej ciągłe poczucie, że to czysta demagogia i że coś tu bardzo śmierdzi.

Całym swoim życiem i postawą twórczą dowodzę, że jestem niezależny, jednakowoż to poczucie smrodu spowodowało, że nie podpisałem manifestu.

Bo jak to bardzo trafnie ujmuje Marcin Makowski w swoim artykule o Macieju Stuhrze to: „Najzabawniejszy z fragmentów rozmowy z aktorem (Maciejem Stuhrem) w TVN był chyba ten, gdy prowadząca (Katarzyna Kolenda-Zaleska) zadała pytanie o autentyczną niezależność artystów, którzy jednocześnie domagają się dofinansowania swoich przedsięwzięć od państwa. „W tym sensie zawsze kultura będzie w jakiś sposób zależna od polityków….”*
Otóż to! Jeżeli chcesz być niezależny to bądź! Zrób to co ja: Wysiądź z tramwaju zwanego teatrem instytucjonalnym i zyskaj prawdziwą wolność prowadząc teatr, który od państwa nie bierze nic. Nie mogą Ci wtedy nic zabrać skoro nic od nich nie dostajesz.
A nie, że „Nie demokracja, nie wolność słowa, nie wolność sztuki, ale taka władza marzy się artystom, która jednocześnie da, a z drugiej strony nic nie powie, niczego się nie czepi, pokornie będzie się przyglądać”….*

Następna bardzo trafna i żenująco śmieszna rzecz, którą opisuje Makowski to ta, że nagle aktorzy stają się ekspertami od polityki: „Owszem, aktor to taki sam obywatel jak każdy inny i ma takie same prawa do komentowania rzeczywistości, ale czy od razu musi przy tym pozować na głos ludu? Z każdej sprawy czynić manifest, pozując ze smutną miną do okładki tygodnika albo powtarzając frazesy o ”kulturze niezależnej” w mających poruszyć sumieniami filmikach?” *
Rzygać mi się za przeproszeniem chce, jak ja w jakimś filmie, albo na scenie oglądam jakieś niewinne oblicza, które dzień wcześniej widziałem, jako pieniące się i plujące jadem ryje z ekranu telewizora.

Kolejna rzecz to ta selektywna wrażliwość na standardy demokratyczne, że jednego dnia te same nazwiska protestują przeciwko TVP, jako PiSowizji, a następnego dnia wyciągają rączkę, po należne im grube honoraria za to, że w tej samej podłej PiSowizji, bez żadnej żenady występują.
Jeszcze raz: chcesz być niezależny to bądź! Ale nie próbuj zjeść bułeczkę i równocześnie mieć bułeczkę.

No i rzecz najważniejsza: Te wszystkie postulaty są taką oczywistą oczywistością, że trudno z nimi dyskutować, bo kto chciałby wyjść na niedemokratycznego faszystę? Ale są one tak naprawdę stekiem komunałów, oprócz jednego, który trafnie opisuje pan Makowski: „jednym – umówmy się do razu, że z najmniej realnych – postulatów ‘Kultury Niepodległej’ jest wpływ na obsadę stanowiska ministra kultury.”*
I to jest trafione w punkt – nie mogłem się oprzeć jednoznacznemu wrażeniu po przeczytaniu postulatów, że jedynym, który tak naprawdę był konkretny, to właśnie ten, który ma im dać wpływ na politykę kulturalną państwa. I tu pojawia się najważniejsze pytanie: jakim „im” – czy gdzieś jest napisane, kto w ogóle ten manifest stworzył? Kto go napisał? Kto założył domenę internetową? itd. Moją wielką obawą, jest to, że są to ludzie, którzy przy obecnej władzy utracili swoje wpływy i teraz próbują znowu dokładnie tak samo, jak to miało miejsce przy akcji „Teatr nie jest produktem….” zmanipulować opinią publiczną w imię swoich partykularnych interesów.

Dlatego podsumowując marzy mi się taka kultura, w której będę mógł być niezależny. Niezależny od teatru kościółkowego, ale także niezależny od dyktatu jednego jedynie słusznego teatru spod chorągwi „spółdzielni teatralnej”, od dyrektorów, którzy zwalniają z teatru wielkich aktorów typu Franciszek Pieczka, od zamkniętego kręgu festiwalowego, w którym ciągle ci sami organizatorzy festiwali zapraszają i nagradzają siebie wzajemnie, od dyrektorów teatru, którzy pełni pogardy oświadczają, że „nie będą robić teatru dla tramwajarzy”, jednocześnie będąc finansowanymi przez owych tramwajarzy i im podobnych, bo przecież z publicznych pieniędzy, w której nie będę skazany na dyktaturę jednej jedynej opcji seksualno-estetycznej, która dzieli świat na „obcy” i „nasz”, lepszy i gorszy, w której będę niezależny od skorumpowanych Papieży teatru, którzy równocześnie są selekcjonerami i/lub jurorami prawie na wszystkich festiwalach teatralnych, a równocześnie jednowładczo decydują o tym, jakie sztuki będą przyjmowane do druku w polskich periodykach, w której będę wolny od miernot aktorskich wychwalanych wniebogłosy, a których jedyną zasługą jest przynależność do tej, czy innej mniejszości, lub większości seksualnej, również od miernot reżyserskich, które nie mają żadnego warsztatu i próbują wmówić biednemu widzowi, że ich bełkot sceniczny jest wielką sztuką zwaną „nowym teatrem, od skorumpowanych pseudokrytyków, którzy próbują mi wmówić, że zwykłe łajno jest majstersztykiem, od ustawionych przez „spółdzielnię teatralną” nibykonkursów na dyrektora, od całego tego układu teatralnego, który przez ostatnie dziesięciolecia rozdawał karty na polskiej mapie teatralnej i spowodował, że podczas ostatniej dekady odpłynęła od teatrów 1/3 widzów (!)

Amen

*
Link do źródła:
https://opinie.wp.pl/marcin-makowski-panie-macku-stuhrze-niech-pan-nie-bedzie-apolityczny-wystarczy-ze-bedzie-pan-szczery-6163920057878145a

PS
Oczywiście oprócz cytatów, które są prawdziwe cała sytuacja w teatrze polskim jest przeze mnie skonfabulowana i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, tak samo, jak zbieżność z prawdziwymi osobami, jest całkowicie przypadkowa i niezamierzona.


#teatr