No to mam i trening i odchudzanie

No to mam i trening i odchudzanie – to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym kobiet we współczesnej Polsce.

No to mam i trening i odchudzanie

No to mam i trening i odchudzanie

Facet był ciężki i jak się okazało dosyć wysoki, a że Jesienna nie miała koszykarskiego wzrostu, musiał zgarbić się, żeby otoczyć ją ramieniem. Sycząc z bólu wlókł chorą nogę krok zakrokiem. Spleceni w uścisku, rzeczywiście, wyglądali jak ranni partyzanci umykający z pola bitwy przed ścigającym ich wrogiem. Oprócz tego każde z nich z trudem prowadziło jeszcze swój rower.

„No to mam i trening i odchudzanie i ćwiczenia wysiłkowe i zajęcia z ratownictwa medycznego” – pomyślała Jesienna, którą z powodu uwieszonego na niej gościa zaczął boleć kręgosłup.

„Miałam się zrelaksować, a tu taka akcja…” Była coraz bardziej zmęczona i głodna. Uszli w milczeniu spory kawałek drogi, kiedy dał się słyszeć wyraźny warkot samochodów.

– Ciekawe, która może być godzina? – zagadnęła zduszonym głosem – bo zrobiło się już całkiem ciemno…

– Mam zegarek na ramie roweru, ale tu nic nie widać, może jak dotrzemy do głównej drogi, to zobaczę w świetle latarni…

Znowu zapadło milczenie. Facet, którego Jesienna nazwała w myślach Wyczynowcem nawet już nie jęczał, skupiony na tym, żeby szybciej wydostać się z zagajnika.

– Ciężko pani tak iść ze mną? – zapytał nagle.

– No, nie jest to randka zakochanych. Wie pan, chciałabym, żeby udało nam się dojść do takiego małego sklepiku przy drodze, bo stamtąd na pewno zadzwonimy po pomoc. To może jakieś ze 300 metrów stąd…

Wiedziała, że to jeszcze co najmniej pół kilometra, ale musiała działać psychologicznie na rannego, żeby gonie dołować, bo inaczej będzie chyba musiała wziąć go „na barana”.

– Tylko tak myślę, co zrobimy z pańskim rowerem, bo tu na pewno bez szpitala się nie obejdzie. Może da pan znać komuś z rodziny, żeby panu pomógł…

– Będzie ciężko, bo żona z synem są za granicą, a przyjaciel…

Właśnie pożegnałem się z nim. Pojechał na tydzień do Niemiec, na sympozjum architektów…oj, noga! Zatrzymajmy się na chwilę, proszę!

Jesienna chętnie stanęła w miejscu i rozprostowała obolałe barki i kręgosłup.

„Pięknie! Gorzej być nie może! Słomiany wdowiec, bez rodziny, bez przyjaciół, ale za to z powyłamywanymi nogami i rowerem, na którym nie może jechać. Czy ja zawsze muszę trafić na kogoś, kto wymaga opieki? A może wyglądam na Samarytankę? W tych dresach? Czyja wiem? Coś mi się zdaje, że sama takich ludzi szukam!”…..

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#TrenerDuszy #ZycieCodziennewPolsce