O zaniku dobrych obyczajów teatralnych

Rozmawialiśmy ostatnio z jednym z moich zaprzyjaźnionych dyrektorów teatru o zaniku dobrych obyczajów teatralnych w teatrach prowadzonych przez zwykłych chamów.

 

O zaniku dobrych obyczajów teatralnych

 

O zaniku dobrych obyczajów teatralnych

W teatrze do niedawna funkcjonowało coś, co zwane było prawem zwyczajowym.

Według owego prawa zwyczajowego, zapraszało się reżysera zrobionej przez niego sztuki przynajmniej raz w sezonie, żeby sztukę wznowił i nie “odpłynęła” ona zbyt daleko od ustalonego przez niego pierwowzoru.

Niestety w teatrach pleni się ostatnio chamstwo i coraz więcej takich pożal się Boże “dyrektorów”, którzy za nic mają dobre zwyczaje teatralne i nie zapraszają nie lubianych przez siebie reżyserów na wznowieniówki mimo, że sztuki ich nadal grają.

I tak może minąć nawet dobrych kilka lat, kiedy taka sztuka jest grana bez nadzoru reżyserskiego i mimo, że reżyser podpisuje się swoim imieniem i nazwiskiem na afiszu, to z pierwowzorem może ona mieć niewiele wspólnego.

Ponadto tym prym wiodącym pauperyzacji sztuki wydaje się, że mogą to robić bezkarnie, albowiem reżyser przeniósł na teatr autorskie prawa majątkowe i owym geniuszom teatralnym wydaje się, że mają prawo postępować tak, jak im się podoba.

Nic bardziej mylnego.

Ci mocarze teatru są w głębokim błędzie, albowiem istnieje coś takiego, jak OSOBOWE PRAWA AUTORSKIE, które stanowią nierozerwalną więź między autorem, a jego dziełem i prawa te są NIEZBYWALNE, a wygasają dopiero wraz ze śmiercią autora. Mają one właśnie za zadanie chronić dzieło autora przed nieuprawnioną ingerencją z zewnątrz i wystarczy tak naprawdę jedno pismo do odpowiedniego sądu, żeby taki teatr, który przyzwala, aby dzieło było grane bez zwyczajowego nadzoru twórcy, nie tylko stracił prawa do wykonywania takiego utworu, ale także zapłacił autorowi poważną karę finansową za niestosowanie się do tych przepisów.

I co Poncyljuszu Trombko vel Berciku Grosiku, łyso ci teraz, prawda?

Zapytacie się pewnie, dlaczego nie nałożyłem tego zakazu grania moich sztuk np. w Moim Ulubionym Teatrze, gdzie wiadomo, że zawistne zero, które tym teatrem rządzi, nie raczyło mnie zaprosić na żadną próbę wznowieniową od początku swojego “dyrektorowania” mimo, że sztuki moje cały czas gra, ponieważ jako jedne z niewielu cieszą się w ogóle jakimkolwiek zainteresowaniem w prowadzonym przez niego teatrze.

Otóż śpieszę zatem poinformować, że wiedzę na temat nierozerwalnych osobowych praw autorskich posiadam od wielu, wielu lat i jedynym powodem, dla którego nie nakładam zakazu grania moich sztuk w owej Świątyni Sztuki Poncyljusza Trombki jest fakt, że mam głębokie zaufanie do aktorów, którzy w nich grają i wierzę w to, że z całych sił próbują trzymać się ich pierwotnej wersji, a poza tym, najzwyczajniej w świecie, szkoda byłoby pozbawiać widzów jednych z niewielu tytułów wartych obejrzenia w tym kierowanym przez niedouczonego Bercika teatrze.

Amen


#teatr